Reklama

Im bardziej chora, tym bardziej zdrowa

31/01/2003 15:28
Przepracowałam 20 lat w tartaku i teraz kiedy jestem bardzo chora mówią mi, że nic mi się nie należy. Renta nie należy się, zasiłek też nie, tylko kłaść się i umierać? - mówi Jadwiga Skorupko z Nurca Stacji. Zdaniem lekarzy jednak może pracować.           Mieszkać na Zaolziu.
          Zaolzie to ulica w miejscowości Nurzec Stacja. Pomimo, że niedaleko jest kościół i cmentarz, to jak twierdzą napotkani mieszkańcy, zimą ulicy Zaolzie nikt nie odśnieża. Mieszkańcy posypują drogę popiołem z pieca. W dniu w którym przyjechaliśmy do państwa Jadwigi i Antoniego Skorupków panowała odwilż i ulica zamieniła się w lodowisko. Nawet zimowe opony nie radziły z tragiczną nawierzchnią. Mijana dużo wcześniej górka piasku sprawiała tylko dobre wrażenie. Cel naszej wizyty to mieszkanie państwa Skorupków.


          Sprawna niesprawność
          Jadwiga Skorupko może pracować - taki werdykt uzyskała od lekarzy orzeczników z Powiatowego Centrum Pomocy Rodzinie w Siemiatyczach. To, co zastaliśmy przeczyło jednoznacznie wydanej decyzji. Pani Jadwiga porusza się z trudem, chodzi o kuli, nie może wykonywać wszystkich prac w domu. Mówi, że od 1998 roku ma astmę. Na co choruje? Podaję w brzmieniu łacińskim: Bronchitis chronica spastica exacerbata, Hepertonia arterialis, Obesitas, Cholelithiasis, Osteoporosis. Cała reklamówka leków potrzebna jest, aby walczyć z chorobą, bądź z chorobami. Musi je przyjmować żeby nie być jeszcze większym ciężarem dla rodziny, żeby o własnych siłach móc wyjść na zewnątrz domu do wychodka. Pani Jadwiga wcześniej miała II grupę i wówczas była chora. Obecnie, jak twierdzi z goryczą i łzami w oczach, choroba się nasila coraz częściej przebywa w szpitalach. PCPR wydał jednak decyzję, że jest od 1 sierpnia ubiegłego roku uznana za zdolną do pracy...
          - Przecież to jakiś koszmar - mówi pani Jadwiga - im bardziej jestem chora, tym bardziej stanowczo lekarze orzecznicy twierdzą, że jestem zdrowa...

          Jak utrzymać rodzinę?
          To nie koniec problemów rodziny Skorupko. Głowa rodziny, pan Skorupko pracował w pobliskim tartaku.
          - W międzyczasie zdarzyło mi się pójść na zwolnienie lekarskie ? mówi mąż pani Jadwigi W ?nagrodę? został zwolniony z pracy, gdyż nikt teraz chorego nie potrzebuje. W chwili obecnej, po tym jak skończyła się  kuroniówka, próbuję imać się prac dorywczych. Jednak w Nurcu Stacji coraz mniej jest nawet takich prac.
          - Żyję tak naprawdę dzięki mojemu mężowi, kochanym dzieciom, pomocy Caritasu, kochanym siostrom z Domu Betania i od czasu do czasu Pomocy Społecznej- mówi Jadwiga Skorupko. - Moje dzieci wykonają każdą pracę, ale nikt nie chce ich zatrudnić. Latem zbierają grzyby, jagody wszystko na czym tylko mogą zarobić na chleb. Przepracowałam 20 lat w tartaku i teraz kiedy jestem bardzo chora mówią mi, że nic mi się nie należy. Renta nie należy się, zasiłek też nie, tylko kłaść się i umierać. Gdzie jest ta sprawiedliwość? Tyle zdrowych osób jest na rentach, a ja... (w tym momencie zapłakana kobieta nie może już dalej mówić).
          Jak nas poinformowała kierownik Gminnego Ośrodka Pomocy Społecznej w Nurcu Stacji Bożena Szyszko - syn Antoniego i Jadwigi Skorupko, Mariusz posiada umiarkowany stopień niepełnosprawności od dzieciństwa, pobiera rentę socjalną w wysokości 418 złotych plus zasiłek pielęgnacyjny 136 złotych. Drugi syn - Krzysztof także ma trwale lekki stopień niepełnosprawności, był zatrudniony w zakładzie pracy chronionej zarabiając ok. 600 złotych. Obecnie jest na urlopie bezpłatnym. Trzeci syn - Marcin w listopadzie utracił prawo do zasiłku. Następnych dwoje dzieci Wojciech i Ewa uczą się w gimnazjum, córka posiada prawo do zasiłku pielęgnacyjnego. - Dostaliśmy 140 zł na podręczniki dla dzieci ? mówi mąż pani Jadwigi, ale jak można kupić książki dla dwojga za taką sumę? Ja poszedłbym do każdej pracy, byleby tylko można było cos zarobić. Gdzie jest ten raj demokracji, mam nadzieję, że znajdzie się ktoś z sercem i nam pomoże po tym artykule, jak nie to nie wiem ja żyć dalej...
          Po dodaniu wszystkich sum, a więc, dodatków i zasiłków, według GOPS - u rodzina Skorupko otrzymuje obecnie sumę około 800 zł. Pytanie brzmi: Czy można utrzymać siedmioosobową rodzinę za niecałe 800 złotych miesięcznie?
          - Bardzo dużo musimy wydać na leki- mówi pani Jadwiga, nie tylko moje, leki syna to 150 złotych, swoich już nie liczę. Gdzie szukać pomocy? W Siemiatyczach w Powiatowym Centrum Pomocy Rodzinie nie, bo odsyłają nas z powrotem i twierdza, że jestem zdrowa, a przecież dwa tygodnie temu karetka wiozła mnie pod tlenem do szpitala. W Białymstoku, gdy złożyliśmy odwołanie od decyzji PCPR, to nikt nas nie wzywał. Lekarze orzecznicy tylko przejrzeli papiery i przysłali decyzję. Jak oni orzekają badają na odległość? Panowie żyć się nie chce, tyle mojej pracy dla Polski i teraz jestem sprowadzona do roli dziadówki.

          Kto pomoże?
          Życzliwość jest okazywana w pobliskim sklepie, choć tam, tak i jak w aptece są długi.
          - W sklepie dostajemy chleb i masło na zeszyt dzięki dobremu sercu właściciela, w aptece też na zeszyt, ja chcę zapłacić ale skąd wziąć. Rzadzący dziadów z nas zrobili...
          Rodzina Skorupko nie jest rodziną patologiczną, wszyscy wzajemnie się wspierają, walczą o przetrwanie. W domu skromnie, ale czysto, widać, że dbają o wszystko. Podczas rozmowy cały czas podkreślają, że chcą pracować, by zarabiać na swoje utrzymanie, wierzą, że wreszcie ktoś sprawiedliwym okiem spojrzy na chorobę pani Jadwigi.
          - Zwracam się z prośbą do wszystkich ludzi ? mówi zapłakana Jadwiga Skorupko, - Proszę, pomóżcie mojej rodzinie, moim dzieciom.

          Marek Malinowski, Jacek Piotrowski, Tygodnik Głos Siemiatycz
Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.


Reklama

Wideo kurierpodlaski.pl




Reklama