Media właśnie podają, że zmarł pisarz, wielki intelektualista i polityk, były czechosłowacki, a potem czeski prezydent Vaclav Havel. Spotkałem go dwa razy. Po raz pierwszy 10 maja 1989 r. U nas już było po „okrągłym stole”, powoli zbliżaliśmy się do wyborów. Niedługo mieliśmy świętować triumf „Solidarności”. W Czechosłowacji jednak reżim jeszcze się twardo trzymał, a opozycjoniści siedzieli w więzieniach. Na granicy cenzurowano nawet polskie gazety. Jechaliśmy ze Stefanem Starczewskim, liderem Komitetu Helsińskiego w Polsce, pociągiem przez Pragę do Budapesztu, na uroczystość inauguracji naszego węgierskiego odpowiednika. Na Węgrzech już też pachniało wolnością. W Pradze się zatrzymaliśmy, aby spotkać się z działaczami czechosłowackiej opozycji, „Karty 77” itp. Czekał na nas na dworcu jeden z nich - Petr Uhl. Pojechaliśmy do niego, tam rozmawialiśmy ze zwolnionym właśnie Jirim Wolfem, dysydentem, który z więzienia przemycał raporty o traktowaniu tam więźniów politycznych. Mieliśmy też parę innych podobnych spotkań. Tego samego dnia rozeszła się wieść, że komuniści zwolnili z aresztu więzionego tam od kilku miesięcy duchowego lidera opozycji, dramaturga Vaclava Havla i że jest on już u siebie. Pojechaliśmy do jego rodzinnego przedwojennego domu na Wybrzeżu Bedricha Engelsa nad Wełtawą (obecna nazwa: Wybrzeże Rašín). W mieszkaniu zastaliśmy go samego. Były godziny popołudniowe. Siedzieliśmy we trzech przed telewizorem. Nadawano właśnie wiadomości. Pierwsza: o oficjalnej wizycie w Pradze wodza rumuńskich komunistów Nicolae Ceausescu, przejazd ulicami z I sekretarzem KPCz G. Husakiem itp., potem wiadomość o zwolnieniu Vaclava Havla i o tym, że rzekomo złożył oświadczenie o zaprzestaniu działalności politycznej. W reakcji na to Vaclav, wściekły za te kłamstwa, rzucił czymś w telewizor i odpowiednio to skomentował. Niedługo potem ktoś zapukał do drzwi. Gościem, który przyszedł, aby przywitać go na wolności był Aleksander Dubczek, szef partii komunistycznej poszukującej w okresie „Praskiej Wiosny” w 1968 r. „socjalizmu z ludzką twarzą”, której eksperyment zakończył się inwazją wojsk Układu Warszawskiego, w tym wojsk PRL. Dopiero później dowiedziałem się od dziennikarza Jana Urbana, że właśnie wtedy te dwie legendarne polityczne postacie Czech i Słowacji spotkały się po raz pierwszy. Za jakiś czas do mieszkania zaczęli się schodzić przyjaciele i znajomi Havla. Zorganizowali przyjęcie. Zrobiłem wtedy Havlowi w jego kuchni kilka zdjęć. Zostały mi na pamiątkę. Zaraz potem nocnym pociągiem wyruszyliśmy dalej w drogę do Budapesztu. Mieliśmy się spotkać jeszcze wcześniej - w grudniu 1988 r. Byliśmy zaproszeni do Nowego Jorku na 10-lecie organizacji praw człowieka Human Rights Watch. Havel, zgodnie z przewidywaniami, nie otrzymał jednak wtedy paszportu. Za niego przyleciał do Nowego Jorku, reprezentujący go podczas tych uroczystości, wówczas bardzo młody pisarz i dysydent, Jachym Topol, dzisiaj postać bardzo znana w świecie literatury. Spędziłem z nim wtedy razem sporo czasu. Po raz drugi widzieliśmy się już w zupełnie innych okolicznościach. 29 czerwca 1995 r., otwarcie z wielką pompą nowego Pałacu Praw Człowieka w Strasburgu będącego siedzibą Europejskiego Trybunału Praw Człowieka. W otoczeniu sędziów Trybunału i członków Europejskiej Komisji Praw Człowieka, do których należałem - Vaclav Havel, gość honorowy i prezydent Czech, wygłosił wtedy ważne przemówienie. Po uroczystości zamieniliśmy ze sobą kilka zdań podkreślając, jaką drogę przeszła nasza część Europy i my w niej żyjący od spotkania u niego w domu w maju 1989r. po zwolnieniu go z więzienia do dzisiaj, kiedy on może ze Strasburga głosić swoje przesłanie adresowane do Europy i jako przedstawiciele wolnych państw uczestniczymy w takim ważnym symbolicznym europejskim wydarzeniu.
Wśród wielu głosów, w bezpośredniej reakcji na wiadomość o śmierci Vaclava Havla, najbardziej utkwiły mi słowa starego solidarnościowego druha Władysława Frasyniuka, którego pozwolę sobie przytoczyć za prasą krajową: „Havel to część odchodzącego pokolenia Europy Wschodniej, reprezentującego wartości z innego świata: pęd do wolności, tolerancja, otwarcie się na drugiego człowieka, miłość do ludzi - może trochę naiwna”. Pokolenia, które pewnie w pełni doceni dopiero historia.
Marek Antoni Nowicki, Kurier Podlaski - Głos Siemiatycz, fot. MAN
Komentarze