Właściciel baru „Stara Baśń” nad Bugiem w Drohiczynie, choć płaci mandaty za zakłócanie ciszy nocnej, zamierza organizować bardziej ambitne imprezy, ale też i dyskoteki.
Każda organizowana przez niego impreza jest zgłaszana przez dwoje mieszkańców na policję, która na takowe zgłoszenie musi reagować. Jak twierdzi pracownica baru, małżeństwo, któremu muzyka przeszkadza, przyjeżdża do Drohiczyna tylko w weekendy. Dom tych ludzi nie stoi wcale najbliżej miejsca, w którym organizowane są imprezy. Położona w malowniczym zakątku Drohiczyna „Stara Baśń” przyciąga mieszkańców i turystów, tym bardziej że było wiele imprez znaczących, m.in. tegoroczny Zlot Wikingów i Słowian. - Zawsze dzwonią na policję, a nigdy nie przyszli porozmawiać z nami. O co im chodzi? Dlaczego innym to nie przeszkadza, a im tak? - pyta Andrzej Głębicki, właściciel „Starej Baśni”. Może dlatego, że nie pochodzi on z Drohiczyna i ktoś ma chrapkę na jego lokal. W tym roku zorganizował dwie znaczące imprezy, a na lata następne planuje bardziej ambitne cele. Twierdzi, że miastu potrzebny jest rozwój, a nie regres. W tym samym miejscu swoje imprezy organizuje miasto. Okazuje się, że wtedy muzyka nie przeszkadza wspomnianym letnikom. - Pewnego razu na imprezę miejską również przyjechała policja, ale owe małżeństwo, gdy zorientowało się, kto ją organizuje, wycofało skargę - dodała barmanka. - Skarżący powiedział mi, że jeśli impreza będzie miała cel publiczny, to nie będzie interweniował na policji - tyle do powiedzenia miał burmistrz Wojciech Borzym. A dyskoteki organizowane przez miasto to właśnie ów „cel publiczny”.
Jacek Piotrowski, Tygodnik Głos Siemiatycz
Komentarze