Nad brzegiem Bugu w Wajkowie znajduje się mogiła polskiego żołnierza. Okoliczności, w jakich zginął ten żołnierz, zna Zofia Jaroszuk, mieszkanka Wajkowa.
Żołnierz został zastrzelony pod koniec czerwca lub na początku lipca 1944 r. Było to jeszcze za okupacji niemieckiej. Pani Zofia, mając wtedy 17 lat, natknęła się na jego ciało na kartoflisku w miejscu zwanym "Nizy" koło Wajkowa. Jego wiek określiła na niewiele ponad 20 lat. Miał przestrzeloną głowę. Ubrany był w nowy, ciemnozielony mundur. Na głowie miał beret z czarną otoczką. Pani Zofia zdecydowała się odejść z tego miejsca. Wróciła jakiś czas potem. Ciała już nie było. Poszła więc nad Bug, w stronę Wajkowa. Zwłoki znalazła w innym miejscu. Były już bez munduru i butów. Ale szabrownicy zostawili na szyi medalik. Niemcy zlecili pochówek żołnierza trzem osobom - sołtysowi Wajkowa Lubickiemu, gajowemu Garczyńskiemu i panu Suprunowiczowi. Ci zawinęli ciało w prześcieradło i pochowali go w miejscu, gdzie znalazła go pani Jaroszuk. Początkowo nikt z mieszkających w okolicy ludzi nie wiedział, jak się nazywał, skąd pochodził i w jakich okolicznościach zginął ten żołnierz. Jakiś czas potem ustaliła to pani Zofia. O żołnierzu opowiedział jej bowiem pan Garczyński. Okazało się też, że żołnierz miał pseudonim "Tatar". - W ramach przygotowań do Powstania Warszawskiego AK-owców wzywano do Warszawy. Grupa "Tatara" też ruszyła w kierunku Warszawy. Idąc ze wschodniego Polesia zatrzymała się koło Tokar. Kiedy żołnierze odpoczywali, ktoś doniósł o nich Niemcom. Niemcy zastali partyzantów, gdy większość z nich kąpała się w jakimś niedużym jeziorku koło Tokar. Walka była nierówna. Zginęło około czterdziestu AK-owców, przeżyło trzynastu - opowiada Zofia Jaroszuk. Ci, którzy nie zginęli mieli przeprawiać się przez Bug w okolicy Wajkowa i Serpelic. - Przyszli do Wajkowa wieczorem. Trochę pospali w stodole Jana Charko i nad ranem poszli w stronę Bugu. Ten żołnierz, który zginął prowadził ich i ochraniał. Zginął tylko on, reszta przeszła przez Bug. Ludzie opowiadali, że żołnierze pogubili ubrania w rzece, ale uratowali się. W Serpelicach znaleźli schronienie u państwa Krupińskich - mówi pani Zofia. Wcześniej był zrzut nowej odzieży i broni, stąd żołnierz, który zginął koło Wajkowa, miał na sobie nowe ubranie. Nasza rozmówczyni dodaje, że ci, którzy uratowali się podczas tej przeprawy, co dopiero później udało się jej ustalić, byli studentami z Warszawy. Po wojnie kilka razy odwiedzali grób swego kolegi. Obecne ogrodzenie mogiły wykonali, ok. 5 lat temu, prawdopodobnie dwaj mieszkańcy Mielnika. Wcześniej przez lata stał tam krzyż dębowy. Staraniem nieżyjącego już księdza Teofila - jednego z ostatnich katolickich proboszczów w Mielniku, od paru lat stoi tam krzyż murowany. Tabliczki ufundowali przyjezdni, którzy obecnie przebywają w Mielniku. Mogiła jest zarejestrowana w Urzędzie Wojewódzkim w Białymstoku. Cezary Klimaszewski, Tygodnik Głos Siemiatycz, fot. CK
Komentarze