W 1982 roku trwał jeszcze stan wojenny, zawieszony 31 grudnia 1982 roku, a zniesiony w lipcu 1983 roku. W Siemiatyczach życie toczyło się dość leniwie, szły stąd do władz województwa optymistyczne sprawozdania, a dyrektorzy zakładów uspołecznionych dbali o „ład i porządek”. Na tyle pilnie, że Wojewódzki Komitet Obrony w Białymstoku na tajnym posiedzeniu 14 lipca 1982 bardzo dobrze oceniał siemiatyckie władze w powyższych kwestiach, stawiając je za wzór innym miasteczkom.
Ludzie żyli na ogół swoimi sprawami, zmagając się na co dzień z ogromnymi wówczas problemami egzystencjalnymi, natomiast tzw. aktyw walczył z niezamkniętymi na klucz biurkami, maszynami do pisania i spekulantami.
Milicja i wroga działalność
Siemiatycka Milicja Obywatelska pod wodzą por. Jana Kulesza, z pomocą Służby Bezpieczeństwa, w ciągu tamtego roku zwalczała spekulację, rozpoznawała i ujawniała osoby prowadzące wrogą działalność, zwalczała „pasożytnictwo”.
Efekty tej pracy to prawie 500 wniosków do Kolegium ds. wykroczeń, w tym prawie 200 w tzw. trybie przyśpieszonym. Przeprowadzono 29 „akcji spekulacyjnych”, wynikiem czego były cztery postępowania karne oraz 12 wniosków do Kolegium.
Kontrolowano zakłady pracy pod względem „ochrony tajemnicy państwowej”. Chodziło szczególnie o to, jak są zabezpieczone maszyny do pisania – wówczas uważane przez władze za niebezpieczną broń, zagrażająca całemu systemowi.
Wynikiem rozpoznania i ujawnienia wrogów ideowych były dwa postępowania w trybie doraźnym z art. 46 Dekretu o Stanie Wojennym. Jedna osoba została aresztowana. Z osobami podejrzewanymi o wrogą działalność przeprowadzono „szereg rozmów ostrzegawczych”. Milicjanci ścigali też tzw. „pasożytnictwo”. Przymusowo do prac polowych w SKR skierowano 9 osób, a do zakładów pracy 29. Niepracowanie było wówczas karane – milicja sporządziła 17 wniosków na osoby niepracujące.
Odrębną dziedziną była przestępczość gospodarcza. 4 postępowania o spekulację, 17 o nielegalny wyrób spirytusu, 3 za... nieprzestrzeganie zasad reglamentacji towarów.
Tego roku milicja mimochodem zajmowała się też trochę „normalną” przestępczością. Według statystyk było to 11 rozbojów, 45 kradzieży, 40 włamań i 84 „innych”. Wypadki drogowe były powodem wszczęcia 37 postępowań. Tyle mówią suche statystyki. Jednym z większych sukcesów milicji w tamtym roku było aresztowanie 31 marca 1982 r. kierowcy i konwojenta, którzy nielegalnie wywieźli z siemiatyckiej masarni PSS Społem 40 kg mięsa, które wciąż było na kartki.
Maszyny do pisania
Dyrektorzy, kierownicy poszczególnych zakładów sami dbali o „ład i porządek”, a partia była z ludem. Garstkę najbardziej aktywnych wichrzycieli spacyfikowano i zastraszono zaraz po 13 grudnia 1981, więc o ład i porządek nie było trudno.
Ówczesny zastępca dyrektora Siemiatyckich Zakładów Obuwia – Mieczysław Matosiuk, w swoim sprawozdaniu pisał wówczas m.in.: „od szeregu lat praca POP (tzw. podstawowa organizacja partyjna, zakładowa komórka PZPR – przyp. JN ) w przedsiębiorstwie jest ściśle związana z pracownikami nie zrzeszonymi w tej organizacji. (...) Organizacja młodzieżowa nie istnieje od czasu powstania „Solidarności”. Próba reaktywowania jej nie przyniosła pożądanych skutków”. Mimo to „przeprowadzane są narady szkoleniowe z całą załogą, na których oprócz zagadnień gospodarczych, poruszane są zagadnienia natury politycznej”.
W Hortexie urządzenia piszące zdeponowane były w jednym, plombowanym codziennie po pracy pomieszczeniu. Powołano specjalną komisję, która zweryfikowała kadrę kierowniczą, w ramach tzw. „oceny przydatności zawodowej”. W kilku przypadkach osoby nieprawomyślne skierowano na stanowiska podrzędne. Komitet zakładowy PZPR odbywał szkolenia ideologiczne dla pracowników pt.: „O celach i roli PZPR w rozwoju kraju”, wspólnie z kołem ZSMP oraz ZSL (obecna nazwa: PSL – przyp. red.). Podobnie było w innych zakładach – szafki, biurka, klucze, maszyny do pisania, sprawozdania też bywają bardzo podobne, może był jakiś nieoficjalny wzór? W siemiatyckim Zespole Szkół maszyny do pisania trzymano w... kasie pancernej.
Najciemniej jednak pod latarnią. 18 listopada tamtego roku skontrolowano urząd miasta i gminy – stwierdzono aż 10 uchybień w poszczególnych pokojach, a większość z nich polegała na niezabezpieczeniu maszyn do pisania oraz niedomknięciu szafek. Ówczesny naczelnik Siemiatycz, Józef Przesław ostrzegł, że w przypadku powtórzenia się tych zaniedbań zostaną wyciągnięte „surowe konsekwencje służbowe”.
Duch socjalistyczny
Ogólnie jednak zadowolony z siebie i ze swych poddanych naczelnik Siemiatycz informował Wojewódzki Komitet Obrony w Białymstoku, że „sytuacja społeczno - polityczna na naszym terenie jest dobra, nie było demonstracji ulicznych ani innych zakłóceń spokoju”.
Dbano też oczywiście o prawidłową postawę ideologiczną dzieci i młodzieży. Jak informował wówczas zwierzchnie władze z-ca dyrektora Zespołu Szkół w Siemiatyczach Janusz Jurczuk: „w celu ujednolicenia kierunków wychowania młodzieży naszych szkół w duchu socjalistycznym opracowano szczegółowy plan wychowania na rok szkolny 1982/83 i lata następne”.
Jednak jakiś czas później okazało się, że albo ów plan wychowania był zupełnie nieskuteczny, albo dyrektor bajerował tylko władze, bowiem w „latach następnych” duch socjalistyczny wśród młodzieży coraz bardziej upadał, aż upadł całkiem.
Spekulanci 1984
Tak zwana „walka ze spekulacją” dotyczy nie tylko zamierzchłych czasów Bieruta i Gomułki. Braki towarów w sklepach w czasach PRL istniały zawsze. Nasiliły się szczególnie w ostatniej dekadzie PRL – za czasów Jaruzelskiego, po stanie wojennym. Zdaniem ideologów z PZPR nie był jednak temu winien chory system i księżycowa ekonomia. Winni byli spekulanci do spółki z Ronaldem Reaganem.
Ważną wówczas rolę w mieście spełniał Referat Handlu i Usług – tam na przykład pisało się podanie o przydział możliwości zakupu garnituru na ślub itp. Za potencjalnych spekulantów uważano sprzedawców, kierowników sklepów. Z tego też powodu działały wówczas Komisje do Walki ze Spekulacją – krajowe, wojewódzkie i terenowe.
Jak ukryć towar przed nabywcą
Miesięcznie przeprowadzano w Siemiatyczach kilkadziesiąt kontroli w sklepach, kioskach, restauracjach i barach, również na straganach. W kontrolach brali udział milicjanci, pracownicy Urzędu Miasta i Gminy, oraz tzw. czynnik społeczny, czyli „klasa robotnicza”, przeważnie wyłaniana z szeregów ORMO. Dodajmy jeszcze, że prawie cały handel wówczas był „uspołeczniony” – sklepów prywatnych prawie nie było.
I tak na przykład w sierpniu 1984 roku wykryto w jednym ze sklepów w Siemiatyczach: „ukrycie towarów przed nabywcami na kwotę 30.000 zł”. Dzisiaj brzmi to dość śmiesznie i niezrozumiale – bo po co ukrywać towar przed klientem?
Wtedy jednak oznaczało to wniosek do organów ścigania, kolegia, wysokie kary grzywny. W lipcu tamtego roku na 52 skontrolowane sklepy, stragany i restauracje – aż w 32 przypadkach wykryto „ukrywanie towarów”.
Normalnym bowiem zachowaniem pracowników sklepów w tamtych czasach, przy tak wielkim niedoborze wszystkiego, była chęć odłożenia czegoś dla siebie, dla dzieci, rodziny, znajomych. Dla znajomego lekarza czy dla nauczycielki swoich dzieci.
Rajstopy dla rolników
Niektóre towary przydzielano na tzw. listy rozmaitym „grupom społecznym”. Oto fragment protokółu wyjaśniającego z kontroli w sklepie GS”SCh” przy ul. Pałacowej w Siemiatyczach z dn. 14.XII.1984: (...)„Stwierdzamy, że wszyscy rolnicy pobrali rajstopy lub skarpety z początku roku 1984, bo sołtysi, robiąc listy, nie rozgraniczyli całego roku na kwartały. Ze względu na to, że nie zawsze odpowiada numeracja rajstop, niektórzy odmawiali kupna i dlatego też nie zostali załatwieni pozytywnie. Rolnicy oczekują nadal na odpowiednią numerację rajstop. W chwili obecnej znajdują się na stanie sklepu skarpetki koloru jasnego, które ze względu na kolor nie są dla rolników chodliwym towarem”(...).
Sznur pozostał z dożynek
26 września Komisja w składzie – Nadzieja G., Wiesław Ł. i Aleksander M. kontrolowała kiosk GS w Siemiatyczach. Było tu „ukrytych” przed klientami sporo towarów, m.in. dwa opakowania herbaty chińskiej po 20 zł sztuka, karton herbatników. Natomiast w szafce ubraniowej sprzedawczyni Walentyny T. wykryto herbatę chińską oraz... sznur bawełniany, który wzbudził szczególne zainteresowanie komisjonerów. Sprzedawczynie gęsto tłumaczyły się na piśmie m.in.:. „(...) galaretki w proszku kupiono na wesele, bombonierkę zostawiłam sobie na kartkę, a sznur został z dożynek”.
Szafki ubraniowe były dość popularnym miejscem na towar. Z kolei podczas kontroli w sklepie obuwniczym, funkcjonariusze milicji i ORMO znaleźli „w szafce dla personelu kozaczki damskie o wartości 3800 zł”. Kierowniczka sklepu Teresa B. twardo stanęła w obronie kozaków wyjaśniając, że „kozaczki damskie zakupione zostały w innym sklepie i są moją własnością”.
Komisja na wysokim poziomie
Działająca kilka lat siemiatycka Terenowa Komisja do Walki ze Spekulacją, została oceniona przez Wojewódzką Komisję do takiej samej walki – „na wysokim poziomie, jako jedna z lepiej pracujących w województwie”, mówiła na posiedzeniu TKWS jej przewodnicząca.
Jednak w odczuciu społecznym instytucja ta nie cieszyła zbyt wielką estymą. W sprawozdaniu z działalności komisji za 1983 rok, przewodnicząca Leokadia M. ubolewa nad tym, że brak było chętnych do współdziałania z komisją: (...) „najczęściej udział w naszych kontrolach biorą renciści, emeryci i członkowie ORMO. Często spotykamy się ze strony osób wytypowanych do kontroli z odmową udziału w kontroli”.
W 1983 roku wynikiem działań tych bojowników o handel było 10 spraw karnych w sądzie w Bielsku Podlaskim, za m.in.: spekulacyjny handel dywanami, skórami, alkoholem, oszustwo na szkodę konsumenta, nadmierne gromadzenie towaru w sklepie. Poza tym 13 spraw w Kolegium ds. Wykroczeń. Grzywny wynosiły nawet ponad 10.000 zł.

Sztandar dla SB i MO - 1985
Co to jest PRON – mało kto dzisiaj pamięta. Patriotyczny Ruch Odrodzenia Narodowego. Organizacja polityczna utworzona w celu uzyskania poparcia społeczeństwa dla polityki PZPR, szczególnie w obliczu stanu wojennego i pogarszającej się sytuacji gospodarczej. W jego skład weszły tzw. Obywatelskie Komitety Ocalenia Narodowego - OKON. Miały one stanowić wyraz poparcia społecznego dla stanu wojennego i dla PZPR. PRON jednak nie uzyskał nigdy spodziewanego poparcia, zakończywszy działalność w 1989 roku, prawie w zapomnieniu. Przewodniczącym Miejsko – Gminnej Rady PRON w Siemiatyczach był ówczesny dyrektor miejscowego PKS - Zbigniew Radomski.
Jedną z inicjatyw siemiatyckiego PRON-u pod tymże kierownictwem w roku 1985 było ufundowanie, oczywiście ze „składek społecznych”, sztandaru dla Służby Bezpieczeństwa i Milicji Obywatelskiej w Siemiatyczach z okazji 41. rocznicy jej utworzenia. Rocznica była wyjątkowo okrągła.
Przypomnijmy co to był za rok, co działo się wtedy w kraju. W lutym tamtego roku bezpieka aresztowała w Gdańsku Władysława Frasyniuka, Bogdana Lisa i Adama Michnika, których miesiąc później skazano na więzienie. Tego roku też 4 lata odsiadki dostał Moczulski z KPN. W lipcu Sejm uchwalił ustawę o służbie funkcjonariuszy Służby Bezpieczeństwa Milicji Obywatelskiej PRL. Funkcjonariusze zobowiązani zostali w niej do ślubowania wierności PZPR. W listopadzie w Olsztynie ZOMO-wcy pobili na śmierć studenta Uniwersytetu Gdańskiego Marcina Antonowicza. Tego roku też przedłużono ważność Układu Warszawskiego do roku 2005.
Ale wówczas siemiatyccy „pronowcy”, chociaż znani ze swej pragmatycznej zaradności, nie przewidzieli, że już za 4 lata zniknie Układ Warszawski, PRL, a razem z nią SB, MO oraz ich sztandary i cały trud pójdzie na marne.
Póki co, „dobrowolne” składki na sztandar pochodzić miały „od ludności”, z zakładów pracy, od organizacji i partii.
Każdy dyrektor, prezes miejscowych instytucji czy zakładów otrzymał na piśmie „gorący apel” od przewodniczącego Komitetu Fundacji Sztandaru, Zbigniewa Radomskiego, o finansowe wsparcie tej inicjatywy. Czy ktoś mógłby odmówić wpłaty na sztandar bezpieki i milicji? Szczególnie, kiedy w owym apelu, co warto przytoczyć, napisane było m.in.:
„W październiku b.r. obchodzić będziemy 41 rocznicę utworzenia - z inicjatywy PPR - Służby Bezpieczeństwa i Milicji Obywatelskiej. Dla uczczenia tej rocznicy, władze polityczne i administracyjne miasta i gminy Siemiatycze, wyrażając wolę społeczeństwa, postanowiły ufundować sztandar dla Rejowego Urzędu Spraw Wewnętrznych w Siemiatyczach (...). Działalność organów Służby Bezpieczeństwa i MO ma w naszym rejonie szczególną wymowę. W pierwszych latach po wyzwoleniu funkcjonariusze MO i SB położyli ogromne zasługi w utrwalaniu władzy ludowej. (...) Funkcjonariusze SB i MO zawsze są wierni Socjalistycznej Ojczyźnie”(...).
Oprócz tego, jako wsparcie, do zakładowych sekretarzy PZPR dotarło pismo z rejonowego Ośrodka Pracy Partyjnej w Siemiatyczach:
„(...) Dziś funkcjonariusze SB i MO stoją na straży prawa i porządku publicznego i bezpieczeństwa obywatelskiego. Ufundowanie sztandaru dla RUSW w Siemiatyczach będzie wyrazem uznania dla ofiarnej służby, godnym faktem uczczenia 40-rocznicy zwycięstwa nad faszyzmem oraz 41 rocznicy utworzenia Służby Bezpieczeństwa i Milicji Obywatelskiej. Pragnę zwrócić się do Towarzyszy Sekretarzy z prośbą o zainteresowanie tą sprawą Kierownictwo Zakładów pracy, dysponującymi środkami finansowymi, które mogą wyasygnować pewne kwoty pieniężne”. /pisownia oryginalna – przyp.red./
Wątpliwe, czy jakikolwiek dyrektor, partyjny czy nie, w tamtym czasie mógłby oprzeć się tak sugestywnej perswazji. A pod presją dyrektora – pracownik. Jak się okazało, nazbierano tych „dobrowolnych” datków na sumę 373.000 zł. Największe wpłaty pochodziły m.in. z zakładów obuwia, Hortex-u i z PKS. Sztandar wykonano w Stargardzie Gdańskim za 250.000 zł.

W sobotę 5 października 1985 r. o godz. 12.00, w środku placu Wyzwolenia przy nieistniejącym obecnie pomniku „Braterstwa broni”, pod czerwoną trybuną, z udziałem plutonu reprezentacyjnego MO i orkiestry dętej, rozpoczęła się uroczystość przekazania sztandaru. Gdyby wehikuł czasu przeniósł nas 20 lat w przeszłość, z niejakim zdumieniem wśród członków Społecznego Komitetu Fundacji Sztandaru SB i MO ujrzelibyśmy znajome dzisiaj twarze. We wspólnej grupie miłośników zasług tych instytucji znaleźli się wówczas m.in.: Zdzisław Warpechowski, Mieczysław Matosiuk, Stanisław Fleks, Adam Tobota. Zakończenie uroczystości odbywało się już w „Kmicicu”, gdzie w tzw. konsumpcji wzięło udział ponad 70 osób. Część sumy uzbieranej na sztandar pokryła koszty imprezy w „Kmicicu”.
Cztery lata później ci sami „działacze” PRON odsłaniali tzw. „obelisk niepodległości”, wyczuwając nowe wiatry polityczne.
Jerzy Nowicki, Kurier Podlaski – Głos Siemiatycz
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze