27 lipca około 17.30 z przystani promowej w Drohiczynie ukradziono prom. Złodzieje, po odczepieniu liny i przecięciu łańcucha, zaczęli dryfować w dół rzeki. Nie wiadomo po co powyrzucali do wody kamizelki asekuracyjne. Ktoś powiadomił policję i zaraz w tamte okolice pojechał siemiatycki radiowóz.
Niestety, nie ma tam jednej drogi wzdłuż Bugu. Żeby trafić na miejsce trzeba trochę pokluczyć między lasami i starorzeczami. Poza tym rzeka bardzo tam meandruje. Około 5 kilometrów od Drohiczyna złodzieje wyskoczyli na brzeg. Nie udało się im uciec. Dwóch z nich wpadło w ręce policji. Mozliwe, że na promie było ich więcej. Ale prom sam popłynął dalej. Bug w ostatnich tygodniach niesie mało wody i ma sporo mielizn. Statek z Drohiczyna nie mógł za nim popłynąć. Strażacy ochotnicy z Drohiczyna, pod dowództwem panów Tadeusza Bujno i Tomasza Trochimiaka, pojechali brzegiem, żeby zatrzymać prom, który może dobije do brzegu. Na szczęście, z drugiego brzegu wszedł do wody, podholował prom w ich stronę i pomógł zacumować p. Mariusz Małko ze Starczewic w gm. Korczew. Zaraz zjawił się na wodzie, przywieziony przez strażaków z Siemiatycz, ponton z napędem motorowym. Pozbierano z niego część pływających kamizelek. Po co komu taki prom? Ukradziony na złom, czy dla żartu? Kosztował ok. 300 tys. zł. Właściciel - gmina Drohiczyn - stanęła przed problemem, jak zaholować go w górę rzeki? Pomoc zaoferował p. Mariusz Stawiecki z Siemiatycz, właściciel kamaranu wycieczkowego o małym zanurzeniu i z napędem dużej mocy. Prom miał stanowić atrakcję trwających Dni Drohiczyna.
Jacek S. Wasilewski, Kurier Podlaski - Głos Siemiatycz, fot. jsw
Komentarze