Nie słabną emocje mieszkańców Drohiczyna i okolic związane z zamknięciem stacji paliw „Orlen” w tej miejscowości. Pretensje mają i do burmistrza i do firmy. Przypomnijmy, że od 5 stycznia w Drohiczynie przestała działać jedyna tu stacja paliw. „Orlen” zamknięcie stacji tłumaczył brakiem koncesji, której nie wydał Urząd Regulacji Energetyki.
Stacja musi spełnić odpowiednie normy środowiskowe, wymagane przez Unię Europejską już od dwóch lat. Wojewódzki Inspektorat Ochrony Środowiska w Białymstoku kontrolował stację i warunkowo dopuścił ją do użytku do czerwca br. Dlaczego więc stację zamknięto? - Myślę, że ktoś źle zinterpretował przepisy - mówi burmistrz Wojciech Borzym. - URE potraktowała drohiczyńską stację jak nowobudowaną, ale WIOŚ po przeprowadzonej kontroli warunkowo dopuścił ją do użytku jeszcze do czerwca tego roku. Teoretycznie „Orlen” na modernizację stacji miał jeszcze 3 lata. Wiem, że chcieli zrobić to do 2011 roku. Starali się nawet o wydzierżawienie od miasta działki na rozbudowę stacji, z tym, że mieliśmy problem, bo działka którą chcieli wydzierżawić ma wieczystą dzierżawę. I tak się to odwlekało. Dla urzędu brak stacji też jest problemem. Nasze szkolne autobusy muszą jeździć tankować do Siemiatycz. Dawid Piekarz, rzecznik prasowy „Orlenu”, również stwierdza, że „w przepisach jest luka”: - Rzeczywiście, zgodnie z europejską dyrektywą istniejące stacje miały czas na dostosowanie się do wymogów do końca 2012 roku, nowo budujące się muszą już teraz spełniać europejskie normy. Stacji paliw w Drohiczynie wygasła koncesja, którą miała przyznaną 10 lat temu, a URE rozpatrując wniosek o nową koncesję, potraktował ją jak nową, dopiero wybudowaną. Biorąc pod uwagę fakt, że stacja w Drohiczynie jest specyficzną stacją, gdzie do najbliższej jest kilkanaście kilometrów, wystąpiliśmy do URE z prośbą o warunkowe dopuszczenie jej do użytku, motywując prośbę ważnym interesem publicznym, na czas przygotowania dokumentacji. Na razie nie mamy odpowiedzi na naszą prośbę, jednak kompletujemy dokumenty i mam nadzieję, że wiosną ruszymy z pracami na stacji w Drohiczynie. Wśród pretensji rolników pojawiły się też zarzuty do władz Drohiczyna, że w mieście jest tylko jedna stacja. - Nikt nie zgłaszał się do nas z propozycją otwarcia takiego punktu - tłumaczy się Borzym. - Przecież to nie urząd otwiera stację benzynową, tylko przedsiębiorca. Nieoficjalnie mogę powiedzieć, że jeden z przedsiębiorców z Drohiczyna stara się o zakup działki i postawienie na niej stacji paliw. Ale to nie stanie się z dnia na dzień. Burmistrz Drohiczyna zapewnia, że prowadzi rozmowy i stara się „cofnąć” decyzję URE. Czy kierowcy, by zatankować samochód muszą jeździć 19 km do Siemiatycz lub 11 km do Skrzeszewa? - Jeżeli zapotrzebowanie byłoby na 1.000 - 2.000 litrów paliwa, możemy przyjechać przywieźć na miejsce benzynę czy olej napędowy - mówi Renata Małkus z sokołowskiego „Rentera”, właściciela m.in. stacji w Skrzeszewie - Mamy samochód z dystrybutorem, trzeba będzie tylko poczekać od zgłoszenia 2 - 3 dni na dostawę. Zapewne jest to jakieś rozwiązanie, ale musi się znaleźć kilku chętnych. Średni bak paliwa w aucie osobowym to ok. 60 litrów, w busie ok. 90, a autobusie ok. 250 l. Wiemy też, że rolnicy tankują jednorazowo po 200 l ropy. Wystarczy „skrzyknąć” 3 autobusy, 3 rolników i 10 kierowców samochodów z silnikiem diesla, ewentualnie 17 kierowców mających auta na benzynę. A swoją drogą - skoro nam zamyka się stację w Drohiczynie, to jakim cudem działają stacje paliw w Brukseli?
Anna Kondraciuk, tygodnik Głos Siemiatycz, fot. CK
Komentarze