Reklama

Czeremcha - Folkowy Sylwester

07/01/2015 13:35

Na scenie cztery urodziwe dziewczyny i trzech przystojnych chłopaków. Wielka bałałajka, akordeon, skrzypce, bębenki, piękne głosy i swojska muzyka. Na parkiecie sto osób. A kiedy wybiła północ, Mirek Samosiuk zwrócił się do zebranych na sali: - Spełnienia marzeń najskrytszych, zdrowia i żebyście zawsze byli tacy odjechani, jak jesteście. Wszystkiego najlepszego!

Goście folkowi to specyficzna grupa. Łączy ich nie tylko muzyka, ale także kultura folkowa. Co prawda na sylwestrze folkowym w Czeremsze nie obowiązuje strój ludowy, każdy ubiera się jak chce, ale tym razem aż cztery dziewczyny, z Białegostoku, wystąpiły w chustkach w kwiaty.

Reklama

- Kasia jest też w chustce i Bogusia, i Ewa – opowiada Kamila. - Chciałyśmy chustką podkreślić, że chodzi o folk. Przygotowałyśmy się wcześniej, chustki pożyczyłam od mamy. Bardzo nam się tutaj podoba, dlatego jesteśmy po raz kolejny. Fajna atmosfera, można się wybawić, są bardzo ciekawi ludzie. Taki sylwester na pewno jest oryginalny. Nie ma ludzi przypadkowych.

Sylwester folkowy z Czeremszyną odbywa od czasu, gdy dyrektorem Gminnego Ośrodka Kultury w Czeremsze została Barbara Kuzub – Samosiuk. To był rok 2004. W ciągu kilkunastu lat, w noc z 31 grudnia na 1 stycznia, kilka razy nie było folkowej zabawy noworocznej, ale były Małanki, czyli witanie Nowego Roku przez wyznawców prawosławia.

Reklama

- Nie jest łatwo grać akurat w tę noc, niełatwo także zorganizować – opowiada Barbara Kuzub - Samosiuk. - Trzeba zorganizować ludzi w Czeremsze, przygotować potrawy, zmobilizować mieszkańców do udostępnienia noclegów. Sporo roboty logistycznej. Komu się nie spodoba, to już więcej nie przyjedzie, a ci którym od wielu lat się podoba, na pewno wrócą.

I wracają. Przyjechali nawet z dziećmi. A to znaczy, że rośnie nowe pokolenie ludzi kochających muzykę folkową

- Bardzo się cieszę – dodaje Barbara. - Gdy przejrzałam ofertę sylwestrów w Białymstoku, to niemal wszystkie są z DJ. A my chcieliśmy zaszczepić modę, żeby organizować fajne, nietuzinkowe sylwestry, bo ludzie potrzebują innej oprawy wydarzenia, jakim jest pożegnanie starego i powitanie nowego roku. Zagraliśmy dzisiaj parę standardów starych w wykonaniu folkowym i myślę, że to też jest fajne. Inne instrumentarium bałałajka, skrzypce, akordeon i wokale bardziej ludowe. Propagujmy muzykę żywą, prawdziwą i nie udawaną. Przede wszystkim nie z playbacku, bo to najgorsze co może być, oszukiwanie ludzi.

Reklama

Najpiękniej tańczyła para z Ostrołęki, Teresa i Marek Mielniccy. - Mamy czterdzieści lat praktyki. Taniec to nasze hobby – stwierdza Teresa Mielnicka. - Miłość do muzyki folkowej była od zawsze. Dzieciństwo spędzałam w Beskidzie Sądeckim. Razem z górami idzie folklor, który bardzo nam się podoba. Z Tarnobrzegu za mężem przyjechałam na Kurpie, do Ostrołęki. Inna gwara, inne obyczaje i stroje. Byliśmy na Ukrainie, w Czarnohorze, na weselu huculskim, wszystkim się chwalimy. Muzykę huculską też znamy. Mamy przyjaciół w Kijowie, więc znamy mnóstwo piosenek, które są w repertuarze Czeremszyny. Na bal przyjechaliśmy pierwszy raz, to było nasze marzenie, które w końcu się ziściło. Za to na spotkania folkowe „Z Wiejskiego Podwórza” przyjeżdżamy od lat.

Wśród tańczących z Czeremszyną ludzie z różnych stron Polski, nawet z Krakowa, ale najwięcej z Warszawy. Wśród nich Natalia Nowak i Kasia Jankowska: - Pół dnia jechałyśmy, ale było warto. Mamy płyty Czeremszyny, ale najlepsza jest muzyka na żywo.

Reklama

- Latem byliśmy na festiwalu folkowym, bardzo się spodobało – mówi Agnieszka Borkowska z okolic Warszawy. - Muzyka Czeremszyny jest bardzo ciekawa, dobra do posłuchania, pośpiewania i potańczenia.

Najmłodszym tancerzem był czteroletni Adaś Borkowski, który powiedział:

- Lubię taką muzykę i lubię tańczyć. Podoba mi się muzyka folkowa. Jak dorosnę, chciałbym założyć taki zespół jak Czeremszyna. Najfajniejszy instrument to gitara trójkątna, ta duża, na której pan Mirek gra.

Eugeniusz Jańczuk przyjechał z Hajnówki. Na sylwestra folkowego ubrał się w wyszywaną koszulę – rubaszkę.

Reklama

– Pewnie, że chciało mi się przyjechać do Czeremchy, bo chciałem czegoś prostego, normalnego – wyjaśnia Eugeniusz Jańczuk. - Nie jakiegoś blichtru, sztampy. Po prostu czegoś, czego moja dusza poszukuje, czego chce. Właśnie to odnajduję w muzyce na tej imprezie. Jest to muzyka, która pokazuje wielkość kultury II Rzeczpospolitej. Gdzie są rytmy żydowskie, rosyjskie, białoruskie, ukraińskie, polskie, cygańskie. Muzyka, która była muzyką elit, na dzień dzisiejszy wzbudza zainteresowanie tylko niewielkiej grupy ludzi. Niestety ludzie zapominają o swoich korzeniach, a tutaj akurat jest wspomnienie wielkości kultury, która była.

Krystyna Kościewicz, Kurier Podlaski – Głos Siemiatycz, fot KK

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.


Reklama

Wideo kurierpodlaski.pl




Reklama