Reklama

Czeka nas kryzys wodny Jak zatrzymać wodę na Podlasiu?

Tylko 6,5 procent wody z opadów na naszych terenach pozostaje w glebie.

      Na terenach wiejskich bardzo potrzebny jest program nakierowany na ponowne nawodnienie osuszonych terenów, czyli zastawianie rowów melioracyjnych i o tym rządowe programy w tej chwili nie wspominają – mówi dr hab. Wiktor Kotowski, profesor Uniwersytetu Warszawskiego z Zakładu Ekologii i Ochrony Środowiska.

     W czerwcu br. Interdyscyplinarny Zespół Doradczy ds. Kryzysu Klimatycznego przy Prezesie PAN opublikował komunikat, w którym omówione są zależności między zmianami klimatycznymi na skutek działalności człowieka a nasilającą się w kraju suszą oraz gwałtownymi zjawiskami atmosferycznymi. Zmiany w gospodarce wodnej Polski, na jakie zwracają uwagę naukowcy w dokumencie, to nie tylko częstsze występowanie suszy oraz ulewnych opadów, stopniowe zmniejszanie zasobów wód głębinowych, ale też m.in. pogorszenie jakości wód w wyniku, jak czytamy „zwiększenia transportu zanieczyszczeń ze zlewni, zwłaszcza w obszarach o zdegradowanej pokrywie roślinnej”.

Reklama

     Retencja w Brańsku, ale jaka?

      Podstawą zasobów wodnych w Polsce są opady. Wg oficjalnych danych w kraju zatrzymuje się tylko ok. 6,5% wody, która odpływa rzekami. Zgodnie z obowiązującym projektem Planu Przeciwdziałania Skutkom Suszy mamy potencjał zwiększenia retencji do 15%.

     Pod koniec września w Brańsku oficjalnie otwarto zbiornik retencyjny o powierzchni 8 ha (pow. lustra wody wynosi 6,5 ha) i pojemności 136,5 tys. m3. O sensowność inwestycji zapytaliśmy profesora Kotowskiego:

      - Zbiornik retencjonuje gorzej niż gleba, czy mokradła, bo otwarta woda paruje szybciej. Woda w zbiorniku nagrzewa się i łatwo ulega eutrofizacji, efektem będą zapewne zakwity glonów i przyduchy. Potem rzeka prowadzi w dół również tę ogrzaną wodę, więc eliminujemy ryby zimnowodne (potrzebujące też więcej tlenu, bo rozpuszczalność tlenu w wodzie spada z temperaturą). Jaz (nie wiem, czy ma przepławkę, ale nawet jeśli ma, to jej skuteczność jest ograniczona) likwiduje możliwość dotarcia przez ryby do tarlisk w górny biegu i dopływach – komentuje specjalista, współautor pracy nt. korzyści i społeczno-ekonomicznych uwarunkowań do odtwarzania nadrzecznych bagien w ramach międzynarodowego projektu CLEARANCE.

Reklama

     Władze Brańska liczą na rozbudowę sektora rekreacyjno-turystycznego dzięki nowemu obiektowi. Zapomina się jednak o negatywnych oddziaływaniach takiego zbiornika, jak chociażby możliwa obecność mikrocystyn, których działanie opisują autorzy publikacji pt. „Zatrzymać wodę, opóźnić odpływ”: „Zakwity sinic mogą doprowadzić do powstawania mikrocystyn (hepatotoksyn), powodujących zaburzenia funkcjonowania układu pokarmowego i zwiększenie u ludzi ryzyka zapadalności na nowotwory wątroby”. Do pojawienia się sinic przyczynia się nie tylko przeżyźnienie wód, ale też wzrost temperatury powietrza. Zgodnie z danymi z Instytutu Uprawy Nawożenia i Gleboznawstwa Państwowego Instytutu Badawczego, w drugiej dekadzie września br. jednymi z najchłodniejszych rejonów Polski, były obszary północno-wschodnie z temp. 14-15 st C, a w trzeciej dekadzie na tych terenach zanotowano jedne z najwyższych temperatur tj. od 15,5 do ponad 16 st C. Jeśli wzrost temperatury będzie nadal postępował, co z turystyką opartą na zbiornikach wodnych w kontekście zakwitów?

      We wspomnianym wcześniej komunikacie Interdyscyplinarnego Zespołu Doradczego ds. Kryzysu Klimatycznego przy Prezesie PAN, czytamy: „Wbrew obiegowym opiniom duże zbiorniki nizinne nie rozwiązują również problemów związanych z suszą, zwłaszcza w wymiarze rolniczym. Małe spadki terenu w przeważającej części krajobrazu Polski praktycznie uniemożliwiają rozprowadzanie wody systemem grawitacyjnym. Rurociągi ciśnieniowe doprowadzające wodę na poszczególne uprawy są obecnie trudno wyobrażalne”.

Reklama

     Oczko wodne nie dla rolnika

     Z początkiem lipca ruszył rządowy program „Moja woda”, czyli dotacje nawet 5 tys. zł na małe, przydomowe zbiorniki retencyjne.

     - Sławne „Oczko wodne plus”, to dobry pomysł, ale przede wszystkim w mieście. Oczko wodne, do którego skierujemy opady wodne np. z rynny, pozwala na infiltrację i lokalne odparowanie, czyli powrót wody do obiegu na terenach, gdzie w innym przypadku woda ta trafiłaby do kanalizacji. Jeśli jesteśmy w stanie złapać wodę, zanim trafi do studzienki kanalizacyjnej i wpuścić ją do gleby albo nawet odparować, będziemy mieli wilgotniejszy mikroklimat w miastach i niższą temperaturę, bo parowanie schładza – wylicza korzyści profesor Kotowski, ale zauważa również, że oczka wodne na wsi, to niekoniecznie dobry pomysł. - Zupełnie nie ma sensu kopanie oczek wodnych na wsi, tym bardziej na terenach podmokłych. To szkodliwe, bo woda i tak tam jest. Straty wody, póki jest pod ziemią, są mniejsze, a dodatkowo na podmokłej łące mamy większą bioróżnorodność. Na terenach wiejskich bardzo potrzebny jest nam program nakierowany na ponowne nawodnienie osuszonych terenów, czyli zastawianie rowów melioracyjnych i o tym te rządowe programy w tej chwili nie wspominają. Są lokalne partnerstwa dla wody, nastawione głównie na nawodnienie, a to nie rozwiązuje problemu suszy i deficytu wody, tylko go pogłębia. Nawodnienia zwykle wykonywane są w oparciu o eksploatację studni głębinowych – wyjaśnia naukowiec.

Reklama

     Jak zatrzymać wodę w glebie

     Zdolność zatrzymywania wody w glebie zależy od jej jakości oraz zasobu węgla glebowego. Jak sytuacja przedstawia się w okolicach Siemiatycz? I czy możemy mieć jakiś wpływ na większe pochłanianie wody przez glebę?

     - Im więcej jest próchnicy, im ciemniejsza gleba, tym mniej podatna jest na przesychanie. Najlepszy dla węgla glebowego, ale rzadki w Polsce, sposób uprawy, stanowi uprawa bezorkowa, czyli bezpośrednie wsiewanie. Tradycyjne konwencjonalne rolnictwo współczesne, oparte na corocznej orce, braku międzyplonów i stosowaniu wysokich dawek nawozów sztucznych, prowadzi do bardzo szybkiej utraty węgla organicznego i materii organicznej z gleby. Z czasem mamy sam piach, jeśli mamy gleby takie, jak w państwa okolicy. Uprawa z uwzględnieniem międzyplonów albo uprawa permakulturowa, czyli trwała np. łąki czy uprawa roślin wieloletnich, pozwalają utrzymywać materię organiczną w glebie, a nawet zwiększać jej udział. W okolicach Siemiatycz występują głównie utwory przepuszczalne - piaski i żwiry. Oznacza to, że woda z pól rolniczych wraz z nawozami łatwo przedostaje się do płytkich wód podziemnych. W sąsiedztwie miasta Siemiatycze jest spływ w stronę doliny Bugu, gdzie kiedyś występowały rozległe bagna, które mogłyby te zanieczyszczane nawozami wody oczyszczać, jednocześnie spowalniając jej spływ do rzeki. Niestety są one dziś drastycznie osuszone. Warto dodać, że osuszone torfowiska da się odtwarzać, poddawać restytucji przyrodniczej, przywracając ich funkcje ekologiczne. Poza tym Bug ma wciąż niezłe tereny zalewowe, również skutecznie retencjonujące i oczyszczające wody, choć wiele z nich odcięto wałami – opowiada prof. Wiktor Kotowski.

Reklama

     W Polsce średni zasób wody przypadający na jednego mieszkańca, to ok. trzykrotnie mniej niż średnia europejska. Zdaniem profesora Kotowskiego, problemem stanowi nie tylko postępujące ocieplenie klimatu, ale przede wszystkim utrata wody z krajobrazu w wyniku melioracji.

     - Nie mamy retencji krajobrazowej i południowe Podlasie jest tego bardzo dobrym przykładem. To był region bardzo bogaty w torfowiska, które stanowią ponad 11% pokrycia tamtejszego terenu. To trzy razy więcej niż średnia dla Polski. Gdybyśmy kiedyś spacerowali po południowym Podlasiu, co dziewiąty nasz krok trafiłby na bagno, a jeśli dołożyć do tego tereny zalewowe, to pewnie co piąty. Niestety prawie wszystkie zostały zmeliorowane, nie retencjonują już wody, nie mogą też jej przywracać do lokalnego obiegu poprzez parowanie. Potrzebujemy wody w powietrzu, żeby ograniczyć wysychanie sąsiadujących obszarów rolniczych. Utraciliśmy ją przez systemy melioracyjne, odcięcie terenów zalewowych od rzek wałami i poprzez regulację rzek. Ogromna część małych i średnich rzek została wyprostowana. Kiedy tylko pojawią się większe deszcze, woda spływa nimi bardzo szybko w dół. Uzależniamy się od zasobów, które dotrą do nas wraz z prądem atmosferycznym znad morza. A to, co przyleci, paruje teraz szybciej, bo mamy cieplejsze powietrze – mówi naukowiec.

Reklama

     Uprawa trzciny na Podlasiu?

     Ponowne nawodnienie terenów podmokłych, bagiennych, torfowisk, to najlepsza opcja ograniczenia m.in. suszy rolniczej i innych negatywnych skutków zmian klimatycznych wg prof. Kotowskiego. Część zabagnionych terenów można ponownie wykorzystać np. pod uprawę mozgi trzcinowatej, pałki wodnej czy manny wodnej, wykorzystywanych do produkcji pasz. Tzw. paludikultura, czyli rolnictwo bagienne znajduje zastosowanie w produkcji materiałów ociepleniowych, biogazu czy biopaliw stałych. Istotne jest też, że biomasa bagienna jest w stanie usunąć znaczne ilości azotu czy fosforu z gleby.

Reklama

     Trzcina pospolita osiąga maksymalny pobór biogenów we wrześniu, gromadząc około 300 kg azotu (N) na ha rocznie, 30 kg fosforu (P) na ha rocznie i 100 kg potasu (K) na ha rocznie. Pałka może osiągnąć wydajność do 500 kg N/ha/rok, 50 kg P/ha/rok i 200 kg K/ha/rok, przy maksymalnym poborze również w sierpniu i wrześniu. Zdolność do usuwania składników pokarmowych w zbiorach zimowych jest zmniejszona o 50% w przypadku trzciny i 70% w przypadku pałki” – czytamy w broszurze, którą współtworzył prof. Kotowski.

      Czy rolnicy byliby chętni do zmian? Zdaniem naukowca tak, ale pod pewnymi warunkami: - Aby skłonić rolników, konieczne jest działanie polityków tak, żeby powiązać z takim użytkowaniem strukturę dopłat rolnych. Nasze rolnictwo w dużej części sterowane jest strukturą dopłat bezpośrednich, rolno-środowiskowych, czy innych związanych z Programem Rozwoju Obszarów Wiejskich. Z punktu widzenia interesu społecznego nie mają sensu dopłaty generujące szkody. Płacimy rolnikom np. za wykoszenie łąki, za utrzymanie gruntów w kulturze rolnej. W tym celu rolnik musi odwodnić łąkę, co zwiększa suszę, bo tracimy obszary o znacznej retencji. Natomiast w interesie społecznym jest to, żeby obszary podmokłe zatrzymywały jak najwięcej wody.  Nie chodzi tutaj o wykupienie wszystkich terenów pobagiennych. Niech rolnicy je mają i pozwalają retencjonować się wodzie. Ewentualnie niech dostaną dodatkowe dopłaty, które pozwolą im kupić sprzęt dostosowany do koszenia łąk bagiennych i produkują biomasę bagienną. Coraz większy sektor budowlany stanowi produkcja naturalnych materiałów. Trzeba przekonać firmy, żeby zaczęły produkować je na większą skalę. W tej chwili wyroby z trzciny i pałki są niszowymi produktami w Niemczech, Holandii, Szwajcarii.

Reklama

 

     Wrażliwy Bug

     Pięć lat temu niski poziom wód odsłonił na Bugu historyczną przeprawę w miejscowości Granne. Od tamtego czasu rzeka nie odzyskała jednak dawnego stanu, a pozostałości przeprawy, choć w mniejszym zakresie, możemy zobaczyć i dziś. Profesor Kotowski uważa jednak, że tak długo, jak ingerowanie człowieka w bieg rzeki będzie wykluczone, nie ma potrzeby martwienia się o rzekę:

     - Bug jest rzeką, która drenuje piaszczyste tereny. Płynie przez łatwo przepuszczalne utwory więc duże wahania poziomu wody są dla niego typowe. Wysoko wylewa, potem woda szybko opada, więc tereny zalewowe mogą nawet być pokryte sucholubną roślinnością. Nie martwiłbym się o Bug, bo póki jest rzeką naturalną i meandrującą, dopóty nawet niskie przepływy nie zaszkodzą życiu, które jest w tej rzece. Gdyby jednak, odpukać, kiedyś przyszło komuś do głowy wyprostować i uregulować Bug, a były takie pomysły w ramach drogi wodnej E40, to byłoby zupełne nieszczęście – podkreśla prof. Kotowski.

Reklama

      Eleni Kryńska,, fot jsw, ek, jn

Reklama

Komentarze opinie

  • Awatar użytkownika
    stefek burczymucha - niezalogowany 2020-11-04 10:51:10

    P i S zbuduje tame w okolicach Mielnika, spiętrzy wode i zrobi nawodnienie na gruntach. Stać ich na przekop mierzeji za 2 miliardy to niewielka tame uda się moze za 2.5 miliarda postawić

    odpowiedz
    • Zgłoś wpis

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.


Reklama

Wideo kurierpodlaski.pl




Reklama