Reklama

Cresovia - wiosenny upadek

25/06/2014 17:27

Świetna runda jesienna i fatalna wiosenna – tak najkrócej można podsumować postawę siemiatyckiej Cresovii w niedawno zakończonych IV-ligowych rozgrywkach piłkarskich.

Bilans: 50 pkt, bramki 62 – 43, 16 wygranych, 2 remisy, 12 porażek, ostatecznie VIII lokata. A stan wyjściowy przed rundą rewanżową był wyśmienity, bo siemiatyczanie byli w tabeli wiceliderem, stąd głośno mówiło się o awansie klasę wyżej. Wyszło dużo gorzej, aż 9 wiosennych porażek. Co się stało wiosną? Dlaczego zespół tak upadł? Gdzie szukać przyczyn, by tego nie powtórzyć? Tematy te poruszamy w rozmowie z trenerem Marcinem Stypułkowskim.

Reklama

- Panie trenerze, cel był inny.

- Celem było zajecie miejsca premiowanego awansem – mówi Marcin Stypułkowski. - Wszyscy nas chwalili za to, że jesienią graliśmy skutecznie i efektywnie. Wiedziałem, że wiosna będzie trudniejszą rundą, ale w najczarniejszych scenariuszach nie przypuszczałem, że będąc na szczycie aż tak z niego spadniemy. Ten upadek boli i to bardzo. Mając taką pozycję wyjściową, trzeba było ją wykorzystać. Bo kiedy, jak nie teraz?

- Widać było różnice w dyspozycji poszczególnych zawodników, jak i całej drużyny, porównując obie rundy. Błędy podczas przygotowań? A może kibice przyzwyczaili się do dobrych wyników nie zdając sobie sprawy z tego, że to nie zawodowstwo?

Reklama

- Po dobrej rundzie jesiennej apetyty wszystkim wzrosły. Moim celem było jak najlepsze przygotowanie drużyny do rundy rewanżowej. Zderzenie z rzeczywistością okazało się brutalne. Szczególnie chodzi o frekwencję na treningach. Na zajęciach miałem pięciu - sześciu zawodników. Nie da się tak grać w piłce. Przyczyny były różne takiego stanu rzeczy - studia, praca, kontuzje, tak jak chociażby w przypadku bramkarza Rafała Karolczuka. Wiemy, ile Rafał znaczy dla naszej drużyny, dlatego jego absencja na pewno w jakimś stopniu wpłynęła na postawę zespołu. Jesień pod tym względem była inna - miałem do października niemal całą drużynę na treningach. Zawodowstwo? Jakie? Już jesienią rozmawiałem z pewnymi zawodnikami, którzy mogliby do nas przyjść. Ale spraw finansowych nie da się przeskoczyć. W okresie zimowym do zespołu dołączyli młodzi siemiatyczanie: Rafał Weremczuk, Paweł Radziszewski. Wcześniej próbowali swoich sił w drużynach juniorskich MOSP Jagiellonii Białystok i Legii Warszawa. Ale za wcześnie, aby już decydowali o obliczu drużyny.

- Również skuteczność wiosną była słaba. Co byłoby gdyby nie Kamil Zalewski?

Reklama

- Na pewno tych bramek byłoby mniej. Ja mógłbym zapytać co byłoby, gdyby Karolczuk stał w naszej bramce? Zostaliśmy w pewnym momencie bez bramkarza. A takiego napastnika jak Kamil chciałby mieć każdy trener w naszej lidze. Moim zdaniem był najlepszym zawodnikiem całej ligi.

Myślę, że wiosną pokazaliśmy to, że jesteśmy typową amatorską drużyną i to pod każdym względem: sportowym, mentalnym, a także organizacyjnym. Personalnie to jesienią radziliśmy sobie prawie z każdym, lecz na wiosnę ponieśliśmy klęskę, jeżeli chodzi o wyniki, bo gra była w niektórych meczach lepsza niż rezultat. Brakowało nam niewiele – dwóch, trzech meczów wygranych na własnym boisku i ostateczny rezultat drużyny byłby inny. Nie udało się i to jest przykre. Ale czy my tylko za to ponosimy odpowiedzialność? Po dobrej rundzie jesiennej oczekiwaliśmy jakiegoś większego zainteresowania i pomocy. Ale tylko nieliczni chcieli w tym uczestniczyć.

Reklama

- Co wiadomo odnośnie nowego sezonu? Przygotowania, personalia, cele? Na to już czekają kibice.

- To na razie pytanie do zarządu.

Cezary Klimaszewski, Kurier Podlaski – Głos Siemiatycz

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.


Reklama

Wideo kurierpodlaski.pl




Reklama