O jakiegoś czasu dzwonią do nas Czytelnicy, narzekając na odczuwalny smród. Źródła padają różne, były "Hortex", mleczarnia, oczyszczalnia ścieków. To nie od nas Chciałbym zapewnić, że ten nieznośny zapach snujący się po całych Siemiatyczach nie pochodzi z naszego zakładu - powiedział Roman Szczurowski z siemiatyckiego zakładu "Oerlemans". Niech pan zapyta w oczyszczalni zapewne to od nich pochodzi. Nie do wytrzymania jest dopiero w okolicach "Kmicica". Zapraszam do naszego zakładu, tutaj na produkcji nie ma tego zapachu.
Zbyt mało energii Pośrednio trochę winy jest z naszej strony - powiedział Adam Doliński kierownik oczyszczalni ścieków w Siemiatyczach - mamy obecnie zbyt mało energii elektrycznej, by wszystkie urządzenia pracowały na 100% mocy. Pracujemy na minimum. Wkrótce będzie przebudowywana cała sieć energetyczna. Dodatkowo część energii elektrycznej zużywa firma wykonująca modernizację oczyszczalni. Na nieszczęście wszystko złożyło się na szczytowy zrzut ścieków z "Oerlemansa". Tutaj trafiają do nas cząstki selera, cebuli, marchwi, kalafiora itd. Cała gama zapachów. Najgorszy jest kalafior, który w dużych ilościach tworzy straszny smród. Przez dobę wybieramy kilka dużych pojemników pływających cząstek warzyw. To wszystko przy takich temperaturach wręcz "gotuje się", dlatego są tak intensywne zapachy. Cześć tych zapachów pochodzi zapewne też z samego zakładu. Więc "Oerlemans" nie może ukryć co produkuje? Spływające ścieki z tego zakładu są oczyszczane na kilku etapach. Jednego nie da się wytrącić, barwnika. Dzisiaj jak pan widzi oczyszczona woda ma kolor czerwony i to idzie dalej do Kamionki i Bugu. Zapewne przerabiają aronię lub buraki. Czasami płynie "złota rzeka", przy przerobie np. cebuli. Na bieżąco wiemy co przerabiają przy Armii Krajowej.
Jak długo może utrzymać się ten smród? Zapewne, aż do zakończenia tak intensywnego przerobu warzyw, czyli październik - listopad. Zależy to też od temperatury powietrza. Zakończenie w listopadzie generalnego remontu oczyszczalni zapewne znacznie poprawi sytuację.
Marek Malinowski, Tygodnik Głos Siemiatycz, fot. jsw
Komentarze