Reklama

Co pojawiło się na niebie? - Policjanci widzieli UFO

06/02/2008 18:04
Zjawisko to próbowali wyjaśnić badacze zdarzeń paranormalnych. Do dziś nie wiadomo, co pojawiło się wtedy na niebie.
          Kula na niebie
          Wracamy do opisywanego przez Głos Siemiatycz, przed siedemnastu laty, zdarzenia z 1991 r., związanego z UFO. Publikacja była zaraz po zdarzeniu. 15 lipca 1991 r. Około godz. 21.00 świetlisty obiekt pojawił się na niebie koło Siemiatycz, od strony Słoch Annopolskich. Zauważyli go policjanci z siemiatyckiej komendy, którzy akurat wtedy patrolowali tamten teren. Dziś w siemiatyckiej jednostce pracuje dwóch z trzech policjantów, którzy byli świadkami tego zagadkowego zjawiska. Jeden z nich tak wspomina tamte chwile:
          - Pamiętam to dokładnie. Pewnie nie zapomnę tego do końca życia. Mieliśmy wtedy służbę po południu. Jechaliśmy przez Łojki w stronę Weski. Jednak przed lasem, na przeciwko Walendziuków, skręciliśmy w polną drogę prowadzącą w kierunku Słoch Annopolskich. Mieliśmy zgłoszenie, aby sprawdzić sad owocowy znajdujący się przy tej drodze.
          Jechali policyjnym fiatem 125p - dosyć starym. Nie był to samochód idealny, jednak awarie nie zdarzały się często.
          - Niebo tego dnia było bezchmurne, czyste jak nigdy - kontynuuje nasz rozmówca. - Podjechaliśmy pod ten sad. Wysiedliśmy i od razu w oczy rzucił się duży, błyszczący, kulisty obiekt na niebie. Trudno określić, jakiej był wielkości i w jakiej odległości od nas znajdował się, nie mieliśmy bowiem żadnego punktu odniesienia na niebie. To coś bardzo błyszczało. Wydaje mi się, że było koloru srebrnego i większe jak słońce. Stanęliśmy ja wryci. Początkowo zaniemówiliśmy, jednak po chwili któryś z nas odezwał się, mówiąc, że to może jakaś nietypowa raca. Ale nie... . To nie mogła być raca. Palące się race stwarzają zupełnie inny efekt.
          Za chwilę policjanci jeszcze bardziej byli zszokowani.
          - Nie spuszczaliśmy tego obiektu z oczu. Raptem zgasł nam samochód. Dlaczego? Do dziś nie wiem. Od razu pomyśleliśmy, że od tego obiektu. Nagle obiekt zaczął się poruszać. Bezszelestnie. Powoli zaczął się posuwać na południe - powiedzmy w stronę Sarnak.
          O zdarzeniu, drogą radiową, chcieli powiadomić dyżurnego na komendzie.
          - Nie wiadomo, z jakiej przyczyny nie mogliśmy jednak nawiązać łączności. Radio nam wysiadło - mówi policjant.
          Czyżby przyczyną awarii samochodu i radia był ten obiekt? Owszem, takie awarie w fiatach zdarzały się, ale obydwie jednocześnie?
          - Wprawdzie do tego sadu jechaliśmy po wertepach, ale trudno powiedzieć, czy to mogło być przyczyną awarii i to obu jednocześnie - zastanawia się nasz rozmówca.
          Tego samego dnia, do siemiatyckiej policji dotarła też informacja, że podobny obiekt ktoś widział również z osiedla Wysokie.

          Za mało faktów
          Skontaktowaliśmy się z warszawską Fundacją "Nautilus", badającą niewyjaśnione zjawiska z terenu Polski. Jest to organizacja, spośród niewielu zajmujących się taką tematyką, najbardziej prężna. Przedstawiliśmy fakty oraz datę zjawiska koło Siemiatycz. Owszem, przedstawiciele "Nautilusa" odnaleźli informację z tego zdarzenia w swoim archiwum i... to wszystko. Nikt z fundacji nie próbował tego wyjaśniać, bo trafiło do nich za mało faktów - zaledwie kopia policyjnej notatki z opisem zjawiska. Brakowało innych świadków, tym bardziej fotografii lub filmu tego obiektu, bo udokumentowanie w takiej postaci tego typu zdarzeń jest teraz najbardziej wiarygodne. Żaden z policjantów nie miał wówczas przy sobie aparatu fotograficznego, tym bardziej kamery. Oczywiście zdarzenie zostało zaszeregowane jako wiarygodne, bo jego świadkami byli funkcjonariusze publiczni i z całego zdarzenia powstał policyjny raport. Natomiast fundacja nie ma żadnej informacji o podobnym zdarzeniu z tamtego okresu z osiedla Wysokie w Siemiatyczach. Tak więc zjawisko, które widzieli policjanci chyba na zawsze pozostanie już w archiwum "Nautilusa" w kategoriach "niewyjaśnione".

          Takich sygnałów mam setki
          Arkadiusz Miazga z Krakowa, polecony nam przez Fundację "Nautilus", jeden z największych badaczy UFO w Polsce, mówi, że też ma w swoim archiwum krótki opis zjawiska z 1991 r. spod Siemiatycz. Jego relacja jest podobna, jak w przypadku "Nautilusa" - sygnał o niezidentyfikowanym obiekcie trafił do niego, ale zdarzenie ma też zaszeregowane w kategoriach "niewyjaśnione".
          - Jest jednym z setek tego typu sygnałów, jakie do mnie trafiły w latach 90-tych. Brakuje na przykład zdjęcia tego obiektu. Wówczas mógłbym powiedzieć coś więcej - mówi Arkadiusz Miazga.

          Bolidy nad Cecelami
          W 2005 r. do Pracowni Komet i Meteorów zgłoszono dwa zdarzenia o lecących nocą świetlistych obiektach koło Siemiatycz, ale - jak wyjaśniają pracownicy tej organizacji - były to najprawdopodobniej tzw. bolidy (jasne, naturalne, spadające na ziemię meteory, przypominające wyglądem racę świetlną, pozostawiające za sobą wyraźny ślad w postaci smugi ognia). Z kolei jesienią ubiegłego roku kilka portali internetowych podało informację o UFO nad Cecelami. Źródłem informacji był świadek tego zdarzenia, mieszkaniec Cecel, który mówił, że jakieś 30 lat temu UFO oświetlało go, gdy kosił wieczorem łąkę. To ostatni sygnał, jaki dotarł od mieszkańców naszego powiatu do organizacji zajmujących się badaniem nietypowych zjawisk.

          Czaje, gm. Grodzisk
          Co pojawiło się na niebie - ciąg dalszy
          Po opublikowaniu przed kilkoma tygodniami artykułu o niewyjaśnionym zjawisku, z którym przed laty spotkali się policjanci z Siemiatycz, otrzymaliśmy od mieszkańców naszego powiatu informacje o podobnych zjawiskach. Data jednego z nich pokrywa się z datą zdarzenia spod Siemiatycz, kiedy dziwny obiekt na niebie zauważyli policjanci.
          Nasz Czytelnik - pan Mirosław, będący świadkiem, jak twierdzi - niecodziennego zjawiska - mówi, że to raczej musiało być UFO. Bo zachowywało się inteligentnie i miało nieziemski blask. Było to lato 1992 r., w okolicy wsi Czaje. Oto relacja pana Mirosława:
          - Jechałem wtedy samochodem. Było około północy. Wracałem do Czai od strony Radziszewa Sieńczuch. Tuż przed wsią zauważyłem jasność na niebie. Podjechałem bliżej, od strony południowej, a dokładnie niewielkiego lasu, zwanego przez tutejszych mieszkańców uroczysko "Mogiłki". Było to coś nienaturalnego, niebieskie światło. Początkowo przez myśl mi przeszło, że to może jakieś zwarcie elektryczne, bo obok biegną linie energetyczne. Ale to nie mogło być związane z tymi przewodami, bo miało kształt raczej eliptyczny i pulsowało. Nie mogły to też być na przykład wyładowania atmosferyczne.

          Dalsza relacja:
          - Zatrzymałem się. Uchyliłem okno i przyglądam się. To znajdowało się kilkanaście, może kilkadziesiąt metrów ode mnie. Za chwilę ruszyło w moją stronę. Wtedy zauważyłem, że jakby kręciło się. Ale nie był to jakiś, powiedzmy pierścień, który kręcił się wokoło tego obiektu, tylko cały obiekt jakby wirował. I wtedy usłyszałem ten szelest. Pamiętam go do dziś: szszszuuuu.... . To był dźwięk specyficzny. Trudno go do czegoś porównać. Nie był głośny. Oczywiście pochodził od tego obiektu.

          Dostałem cykora
          Pan Mirosław mówi, że obiekt nie był bardzo duży. Miał góra kilkanaście metrów długości, wysokości zaś 4, może 5.
          - Wtedy dostałem cykora. Zląkłem się jak nigdy, bo to posuwało się w moim kierunku. Postanowiłem zabierać się stamtąd. Miałem wtedy ładę i przez chwilę pomyślałem, czy samochód ruszy. Ruszył i za parę chwil byłem już koło domu.
          Stamtąd też widać było tę jasność na niebie.
          - Miałem wtedy na podwórku stos desek. Wszedłem na te deski, by lepiej widzieć zjawisko. To coś jeszcze przez chwilę wisiało koło drogi, którą niedawno przejeżdżałem, by za moment zrobić gwałtowny manewr. To był zwrot, powiedzmy o 45 stopni, jakby gdzieś w tym obiekcie znajdował się przód, po czym to coś poleciało w kierunku zachodnim, powiedzmy w stronę Pobikier. Za parę chwil zniknęło mi z oczu.

          Nieziemski kolor
          Najbardziej pan Mirosław zapamiętał to światło, bo jak mówi, było specyficzne.
          - To był blask. To nie świeciło wokoło, czy w jednym kierunku, jak reflektor. To był blask bijący na niedużą odległość od całego obiektu, raczej nie oślepiający, ale bardzo jasny. No i ta barwa. Takiego czystego niebieskiego koloru nie widziałem nigdy. Nie da się go wyobrazić, nie odda go najjaskrawszy niebieski kolor. Nie umiem wytłumaczyć, jak specyficznie niebieska była to barwa.

          Innych świadków brak
          Nasz rozmówca wiele razy opowiadał o tym dziwnym zjawisku rodzinie, jak również znajomym, szukając sprzymierzeńca, który potwierdziłby jego relacje. Bezskutecznie. Okazało się, że nikt czegoś takiego nie widział. A może widział, tylko nie chciał mówić?
          Pan Mirosław dodaje, że wśród jego słuchaczy byli i tacy, którzy mu uwierzyli. Owszem, większość ludzi, którym to opowiedział z dystansem podchodziła do jego relacji, ale część była zaciekawiona i jakby szukała argumentów, żeby w tę opowieść uwierzyć. Sam szczerze przyznaje, że dowodów na to, że to zjawisko widział, nie ma i to może podważać jego relację. Ale twierdzi, że wie co widział i całe zdarzenia zapamięta do końca życia.
          Od czasu do czasu warto podnieść głowę i spojrzeć na niebo. Czekamy na kolejne sygnały.

          Cezary Klimaszewski, Tygodnik Głos Siemiatycz, fot. CK
Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.


Reklama

Wideo kurierpodlaski.pl




Reklama