Reklama

Chłopiec i pies uratowany

23/03/2007 14:16
Spacer z psem nad zalewem mógł skończyć się źle, gdyby nie pomoc przechodzących w pobliżu osób.


          Chłopcy szli tamtędy z pieskiem. Było po godz. 15.00, we wtorek, 5 marca. Kiedy pies wbiegł na lód i wpadł do wody, jeden z chłopców chciał go wyciągnąć. Wszedł na lód, podchodząc do jego krawędzi z wodą. Albo lód załamał się, albo chłopiec stracił równowagę, bo znalazł się w wodzie. Drugi z kolei zaczął wzywać pomocy.
          W pobliżu przechodził wtedy Zdzisław Warpechowski, były przewodniczący rady miasta.
          - Usłyszałem za sobą jakieś rozmowy. Obróciłem się - szedł za mną kilkunastoletni chłopak, który za chwilę wskazał mi chłopaków na lodzie. Okazało się, że potrzebna jest pomoc - opowiada Zdzisław Warpechowski.
          Obaj pobiegli nad brzeg. Stał tam ten chłopak, który wzywał pomocy. Drugi zaś był w wodzie - opierał się o lód i trzymał w rękach... psa.
          - Znajdował się spory kawałek od brzegu, nie wiem dokładnie ile, może 40 metrów, może mniej. Zrzuciłem z siebie kurtkę, wszedłem na lód, położyłem się i zacząłem sunąć się w jego stronę. Raptem przemknęło mi przez myśl - co ja mu podam? Chłopak, który ze mną przybiegł nic takiego nie miał. Postanowiłem więc podać mu swój szalik. Dosunąłem się do niego. Nic nie mówił. Nie wiem ile czasu był w wodzie. Trzymał pieska, opierając się o lód. Po mojej prośbie puścił psa. Trudno było mi go wyciągnąć, bo nie miałem się o co oprzeć. Ale kątem oka ujrzałem, że chłopak, który przybiegł ze mną nad brzeg, jest już obok mnie. Też leżał na brzuchu. Chwycił mnie za nogi i dzięki temu udało nam się wyciągnąć chłopca z wody - mówi pan Zdzisław.
          Za chwilę przyjechała straż i policja. Wcześniej zadzwonił po nią chłopak, który pomagał ratować. Wyciągniętego z wody, już częściowo rozebranego, strażacy zabrali do swojego wozu. Rozebrali resztę mokrej odzieży i okryli suchą. Wyłowili też psa.
Pan Zdzisław zapytany, czy czuje się bohaterem, odpowiada, że absolutnie nie. Mówi, że każdy zareagowałby w taki sposób.
          Niestety nie udało nam się dotrzeć do chłopaka, który pomagał ratować tonącego. Prawdopodobnie nazywa się Mariusz Łopaciuk.

           Cezary Klimaszewski, Tygodnik Głos Siemiatycz, fot. PC
Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.


Reklama

Wideo kurierpodlaski.pl




Reklama