Pierwsze miesiące agroturystycznej działalności mają za sobą państwo Elżbieta i Stanisław Kosieradzcy z kolonii Bujaki w gminie Drohiczyn. - Usługi agroturystyczne - mówi Elżbieta Kosieradzka - prowadzimy od sierpnia tego roku. Wprawdzie myśleliśmy o tym od dawna, ale trudno było podjąć ostateczną decyzję. Działalność ta pozwala uzyskać dodatkowe dochody, bo wyłącznie z rolnictwa bardzo trudno wyżyć. W tej chwili możemy przyjąć siedem osób i oferujemy typowo wiejskie warunki
- Kto zainspirował do takiego pomysłu? - Mimo, że zdawaliśmy sobie sprawę z korzystnych do tego celu warunków, to jednak do podjęcia ostatecznej decyzji przyczynił się nasz znajomy z Gdańska. Urzekła go okolica, nasze gospodarstwo, obejście, swojski klimat. Jednocześnie stwierdził, że strzałem w dziesiątkę byłoby prowadzenie działalności agroturystycznej. Na pytanie: Czy ktoś chciałby tutaj przyjechać??, odpowiedział, że o to powinniśmy być spokojni. Jak okazało się, miał rację. - Na co mogą u państwa liczyć przyjezdni? - Ci, którzy tutaj przyjechali, podkreślali ciszę, spokój, atrakcyjną okolicę. Osoby starsze chcą odpocząć od wielkomiejskiego hałasu. Natomiast dzieci zachwycone są zwierzętami i najprostszymi pracami wiejskimi. Z drugiej jednak strony, ich niewiedza o polskiej wsi nie jest zbyt budująca. Dzieci z wielkomiejskich środowisk nie mają pojęcia o wiejskim środowisku. Dziwią się nawet tym, że kura znosi jajka. - Czy wczasowicze mogą liczyć na wyżywienie? - Wszystko to, co oferuję, pochodzi z mojego gospodarstwa. Kupujemy jedynie pieczywo i żółty ser. Na razie uciążliwością byłoby pieczenie chleba we własnym zakresie. Ale jeżeli zaszłaby taka potrzeba, to nie widzę problemu. Pozostałe wyroby, tj. biały ser, wędliny, masło wykonuję sama. Do tego dochodzą własne warzywa, owoce. Już na początku pobytu wczasowiczów mówię, że z kuchni mogą korzystać kiedy tylko chcą. - Czy pomyśleli państwo o reklamie? - Posiadamy stronę internetową. Rozdajemy foldery i wizytówki. Dobrze się składa, że nasza córka pracuje w Warszawie, więc materiały te trafiają do osób, które czują zapotrzebowanie na tego typu usługi. - Czy napotkali państwo na jakieś trudności na drodze powstania swojej działalności? - Jedyną trudnością był problem drogi dojazdowej do naszego gospodarstwa. Część dojazdu to polna droga. Początkowo ciężko było przez nią przebrnąć samochodem. Zdarzało się, że mąż traktorem wyciągał zakopane w piachu auta. Udało się załatwić podżwirowanie drogi dopiero w sierpniu i od tego czasu zaczęliśmy przyjmować pierwszych gości. Dużą pomoc przy ulepszeniu drogi uzyskaliśmy od starosty oraz dyrektora PZD. Cezary Klimaszewski, Tygodnik Głos Siemiatycz, fot. CK
Komentarze