W uchwale budżetowej gminy Nurzec Stacja na rok 2006 czytamy, że jednym z zadań inwestycyjnych przewidzianych do realizacji w roku bieżącym jest rozbudowa wodociągów we wsiach: Borysowszczyzna, Zabłocie, Sokóle, kolonia Zalesie, Moszczona Pańska. Postanowiliśmy sprawdzić, jak radzą sobie mieszkańcy jednej z tych miejscowości, jak wygląda ich życie bez stałego dostępu do wody. Rozmawiam z sołtysem wsi Borysowszczyzna - panem Arturem Trochimiakiem. - Jak wygląda dostęp do wody w waszej miejscowości? - W naszej wsi są 22 gospodarstwa. Z tego w czterech gospodarstwach nie ma wody w ogóle, w trzech natomiast woda jest z ujęcia z gospodarstwa "Ekorol". Pierwsze starania o wybudowanie tego wodociągu podejmował jeszcze poprzedni sołtys w 1999 roku. Pierwszy jednak zapis o tej inwestycji, a dokładniej mówiąc, o wykonaniu dokumentacji na budowę wodociągu, pojawił się w projekcie budżetu dopiero w 2002 roku. Ale minął ten rok, pieniądze przeznaczone na ten cel z końcem roku poszły na coś innego, a dokumentacja nie została zrobiona. W 2003 roku przeznaczone było na wykonanie dokumentacji 15.000 zł, ale oczywiście znowu rok minął i sytuacja się powtórzyła. W budżecie roku 2004 przewidziano 45.000 zł na wykonanie dokumentacji budowy wodociągu, ale już nie w jednej wsi, a w kilku: Borysowszczyzna, Zabłocie, Sokóle, kol. Zalesie, Moszczona Pańska. W 2004 roku wykonano też część wtórników. Właściwa dokumentacja jednak wykonana została dopiero w 2005 roku. Teraz gmina stara się o zezwolenia. Tylko dokumentacja była robiona, a dopiero później ustalano, czy ludzie wyrażą zgodę na przejście przez działki. Jakoś to wszystko od tyłu jest robione. Nikt nie spotkał się z mieszkańcami na ogólnym zebraniu. Wszystkie sprawy związane z przejściami przez działki i z lokalizacją przyłączy załatwiane są w domu. Bieganie tylko, schodzi czas, ludzie nie mają możliwości wypowiedzenia własnego zdania na ten temat.
- Czy wstępnie podano do wiadomości mieszkańców, ile każdego z nich będzie kosztowało takie przyłącze? - W sprawie wodociągu kontaktuję się w gminie z panem inspektorem Putko, który nie daje wiary moim słowom. Powiedziałem, że we wsi Biała Straż w gminie Kleszczele wodociąg był budowany w 2005 roku. Mieszkańcy nie płacili ani grosza. Usłyszałem w odpowiedzi, że to plotka. Nie sprawdził tej plotki, bo był po prostu za leniwy. - Ale pan to sprawdził i jest pan pewien, że tak właśnie było? - Tak jest. Na ostatniej sesji naszej rady gminy nawet jeden z radnych zapytał, czy mieszkańcy zostali poinformowani o jakiś wstępnych kosztach, które będą musieli ponieść w związku z tą budową. Padła odpowiedź, że pani wójt niczego nie podpisze. Nasza gmina jest bardzo zamknięta na informacje o tym, co się dzieje w sąsiednich gminach. Jak pozyskać jakieś pieniądze, by to wszystko jakoś rozkręcić, by próbować coś robić przy jak najmniejszym koszcie mieszkańców. Przykładowo chociażby ten wodociąg. Wiadomo, że jeśli odpłatność będzie wynosiła 500 zł, to tych chętnych będzie znacznie więcej aniżeli w sytuacji, gdyby miała ona wynosić 2.500 zł. Jeżeli ludzie wybili 10 studni głębinowych i ktoś zrobił to dwa lata temu, a teraz znowu miałby wydać kilka tysięcy złotych na przyłącze, to wiadomo, że on się z tym wstrzyma. Niestety, nikt nam jednak nie podał tej orientacyjnej sumy.
Dodam jeszcze, że nasza wieś o ten wodociąg walczy już bardzo długo, od czasu kiedy jeszcze inne wsie nawet nie chciały słyszeć o takim pomyśle. I może, gdyby budowa wodociągów w wymienionych miejscowościach nie została ujęta w jednym projekcie, już dawno mielibyśmy ten wodociąg. Jeśli gmina nie otrzyma dofinansowania, to pewnie i w tym roku nic nie zacznie się dziać. Owszem, wniosek o dofinansowanie został złożony, ale w tym projekcie ujęto też modernizację stacji uzdatniania wody, dlatego koszt całej inwestycji to przeszło 2.000.000 zł. A ja jestem pesymistą i coś mi się wydaje, że nic z tego nie będzie.
W statucie gminy jeden z punktów jasno określa jej zadania. Wyraźnie napisane jest, że zaopatrzenie w wodę powinno być realizowane w pierwszej kolejności, przed oczyszczalnią i innymi zadaniami. Ale nikt sobie z tego nic nie robi.
Sprawdziliśmy, jak z podstawowymi czynnościami radzą sobie ci mieszkańcy, którzy nie mają wody wcale. W jednym z gospodarstw usłyszeliśmy: - Bardzo źle i ciężko żyje się bez wody. Już szósty rok nie mam wody w studni i muszę ją od sąsiadów nosić. Miałam krowę, ale musiałam ją sprzedać, bo nie dałam rady tyle tej wody nosić. I pranie, i gotowanie, i do tego jeszcze mam w domu niepełnosprawną osobę. Jak przed świętami trzeba zrobić nieco większe pranie, to i 10 wiader tej wody muszę nanosić od sąsiada. Tragedia. Jak latem ogród posieję i raz w tygodniu podleję, to jest dobrze.
W innym gospodarstwie, w którym mieszka sześcioosobowa rodzina, wody nie ma już blisko trzy lata. - Przywozimy wodę sześćdziesięciolitrową bańką od sąsiada. A to jest spory kawałek. Zazwyczaj robi to szesnastoletnia córka, czasem mąż pomaga pchać sanki. A czasami topimy nawet śnieg i lód. Nawet prałam śniegiem i lodem. Dobrze, że mamy dobrego i życzliwego sąsiada. Zgłaszaliśmy problem do gminy, wysyłaliśmy kolejne pisma, ale nic to nie dało.
Gospodarz tego domu pokazał nam pismo, jakie otrzymał z gminy w listopadzie 2004 roku. Czytamy tam, że problem niedostatku wody we wsi Borysowszczyzna jest gminie znany od 1999 roku i wkrótce zostanie rozpoczęta budowa wodociągu w tej miejscowości, a jej zakończenie i oddanie do użytku planuje się w pierwszej połowie 2005 roku. Do czasu oddania wodociągu gmina łaskawie zezwala na zaopatrywanie się w wodę w nurzeckiej hydroforni lub z sieci wodociągowej sąsiedniej wsi (dodajmy, że oba punkty ewentualnego zaopatrzenia oddalone są o kilka kilometrów). Dla starszych osób to jest przeszkoda nie do pokonania.
Mieszkańcy wsi Borysowszczyzna wciąż czekają i wierzą, że kiedyś i oni wreszcie będą mieli swoja własną wodę, a takie widoki, jak na zdjęciu poniżej, przejdą do historii.
Komentarze