Reklama

Boćki - Prezes jak matka

14/02/2013 21:03

12 stycznia na walnym zebraniu sprawozdawczym OSP Boćki wybrano nowego prezesa jednostki. Została nim Marta Tymińska-Malinowska, pełniąca również funkcję dyrektora Gminnego Ośrodka Kultury w Boćkach, od kilkunastu lat związana z OSP Boćki oraz zespołem Klekociaki, i która zdaje się iść w ślady swojej poprzedniczki, zasłużonej działaczki „Samarytanek”, założycielki domu kultury i Klekociaków, Genowefy Łucjan.

Z nową panią prezes rozmawiam o reaktywowaniu i późniejszych sukcesach kobiecej drużyny OSP Boćki, a także o przewodzeniu licznej grupie strażaków.

Reklama

- Kiedy zaczęła się pani przygoda z OSP?

- Oficjalnie w 2001 roku otrzymałam legitymację potwierdzającą wstąpienie w szeregi Ochotniczej Straży Pożarnej w Boćkach.

- Czy była pani jedyną kobietą w drużynie?

- Nie, mniej więcej w tym czasie została reaktywowana cała kobieca drużyna strażacka, głównie za sprawą Stanisława Derehajło, świeżo upieczonego wówczas prezesa. To on był głównym sprawcą powstania Kobiecej Drużyny Pożarniczej OSP Boćki. W 2000 roku tak naprawdę nikt nie myślał chyba na poważnie o takich drużynach, było ich niewiele, nikt się nie spodziewał wielkich sukcesów.

Reklama

- Czy dużo było chętnych pań do pełnienia strażackiej służby?

- Całkiem sporo. W skład pierwszej, odnowionej drużyny wchodziły dziewczyny głównie z rocznika ’83, moje koleżanki z klasy: Anna Kłosińska, Agata Kowalczyk teraz Białek, Mariola Kamieńska teraz Koc, Tymosiak Justyna - później też jej siostra Ewa, Magda Roszkowska teraz Wojdakowska, Joanna Mieleszko, Elżbieta Ofman (ściągnęła do straży dwie siostry: Dorotę – pięknie szła w tunelu na zawodach CTiF i Sylwię, która gra w orkiestrze i bierze udział w zawodach ), Beata Derehajło i wiele innych osób. Niektóre wychodziły za mąż, rodziły dzieci, wyjeżdżały na studia i nie wracały do czynnego życia jednostki, ale były. Tadeusz Turkowicz, wieloletni naczelnik boćkowskich strażaków, zawsze mówi, że jeśli ktoś raz wstąpił do straży, to jest już jej członkiem na zawsze. I tak zmieniał się przez lata skład drużyny.

Reklama

- Okazuje się, że pani działalność w OSP Boćki ściśle związana jest z „powrotem do życia” kobiecej drużyny. Jakie były wasze początki, kto was wspierał?

- Olbrzymie wsparcie otrzymałyśmy od Stanisława Derehajło i Tadeusza Turkowicza, który zawsze miał dla nas czas i chęci do ćwiczeń. Z pomocą przyszła także Komenda Powiatowa PSP z Bielska Podlaskiego z komendantem Bartoszukiem na czele, dzięki niemu przysłali nam szkoleniowca. Pierwszym był jak dobrze pamiętam Alik Skorbiłowicz, potem Marian Ostrowski, Marcin Sawicki i Marek Karpiesiuk. Ten ostatni doprowadził nas do wielkiego sukcesu – 8 miejsce na 18 drużyn na Ogólnopolskich Zawodach Sportowo-Pożarniczych według reg. CTiF. To było coś! Wielka przygoda, mnóstwo pracy, wysiłku, poświęconego czasu, a na koniec wielka satysfakcja, że pochodząc z takich małych Bociek, też można coś osiągnąć.

Reklama

- To chyba jeden z największych sukcesów. A były inne?

- Oczywiście. Były wygrywane zawody powiatowe, gdzie zwykle startują dwie drużyny czasem trzy, były wygrane zawody na szczeblu wojewódzkim. Powiem nieskromnie tak: jeśli dziewczyny startowały, to wygrywały, no może czasami trafiało się drugie miejsce.

- Nie da się zaprzeczyć, że to duże wyróżnienie być reprezentantką takiej drużyny. W ostatnich dniach spotkało panią inne, została pani prezesem OSP Boćki. Jak pani myśli, dlaczego?

- W jednostce od 13 stycznia 2013 r. jestem prezesem, wcześniej wiceprezesem, w zarządzie gminnym sekretarzem. Dlaczego ja? Nie wiem, niech chłopcy powiedzą. Funkcja ta jest niezwykle wymagająca. Jest mnóstwo spraw administracyjnych, szeroko rozumianej „papierologii”, której tak naprawdę od kilku lat doglądam, co pochłania bardzo dużo czasu i wymaga zaangażowania. Ze strażakami tworzymy swoistą rodzinę. Pamiętamy o ślubach, pogrzebach, o modlitwie za zmarłych. Spełniamy większość przesłanek do tego, aby się nazwać rodziną, a rodzina matkę mieć musi, więc jestem.

Reklama

- Podsumowując, warto być strażakiem?

- Bardzo się cieszę, że dałam się namówić na wstąpienie do straży. Dało mi to możliwość poznania wspaniałych ludzi z pasją, zdobywanie nowych doświadczeń na niwie zawodowej i prywatnej, w pewnym sensie nauczyło samodzielności, odpowiedzialności i… gotowania kapusty wigilijnej. I jak mówi przysięga, co prawda małżeńska, ale zawsze: że uczynię wszystko, aby nasze małżeństwo, było zgodne, szczęśliwe i trwałe, i po kościelnemu: tak mi dopomóż Panie Boże Wszechmogący i wszyscy strażacy.

Reklama

- I tego Pani życzymy.

 

Kobieca Drużyna Pożarnicza liczy obecnie 11 członkiń, a MDP dziewczęca – 5. Pierwsze wzmianki o kobietach w straży boćkowskiej – „Samarytanach”, można znaleźć w kronikach wraz ze zdjęciem z 1935 r. Natomiast tuż po wojnie, 25 listopada 1946 r. powołano żeńską Drużynę Samarytanek, do której zapisało się 18 druhen, a na ich sekretarkę wybrano Irminę Banas. Od 2001 r. w kronice boćkowskiej jednostki jest coraz więcej dyplomów, wycinków z gazet i informacji o Kobiecej Drużynie Pożarniczej.

Reklama

Ewelina Modzelewska, Kurier Podlaski – Głos Siemiatycz, /fot z archiwum OSP – druga od lewej Marta Tymińska-Malinowska/.

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.


Reklama

Wideo kurierpodlaski.pl




Reklama