13 czerwca, jak co roku obchodzony jest dzień św. Antoniego Padewskiego. Jest on patronem osób i rzeczy zaginionych oraz wielu miast i parafii w Polsce. W naszym regionie dzień ten świętowany jest w parafii w Boćkach. W 2000 r. ks. bp Dydycz wyniósł bowiem tą świątynię do godności sanktuarium św. Antoniego z Padwy. Od wielu lat obchodzony jest więc tutaj uroczysty odpust.
Tradycja pielgrzymek Coroczną tradycją związaną z odpustem w Boćkach stało się organizowanie pieszych pielgrzymek z innych parafii. Od trzynastu lat pielgrzymi idą, aby zanieść swoje intencje przed oblicze boćkowskiego patrona. Wielokrotnie przybywały tu osoby wyruszające z Osmoli, Klich i Bielska Podlaskiego. W tym roku dotarły tylko grupy z Osmoli i ok. czterdziestoosobowa z Klich. Pielgrzymka z Osmoli Towarzyszyłam pielgrzymom z Osmoli niedługo po ich wyruszeniu z kościoła pw. Matki Boskiej Bolesnej w Osmoli. Pomimo ulewnego deszczu, o godz. 7 rano przy kościele zebrała się grupa osób gotowych do kilkunastokilometrowej drogi. Wyposażeni w płaszcze przeciwdeszczowe i parasole zaraz po błogosławieństwie od miejscowego duszpasterza, ks. Bogdana Mutianko, z uśmiechami i śpiewem na ustach wyruszyli w trasę. Wśród tych osób byli Marian Bajena i jego syn Grzegorz oraz Grzegorz Piotrowski, którzy nie opuścili żadnej wcześniejszej pielgrzymki. Po drodze zorganizowano kilka przystanków na odpoczynek m.in. u państwa Małyszczuk w Wygonowie oraz przy pomniku w Andryjankach, gdzie tradycyjnie odmówiono modlitwę za poległych. Do pielgrzymki w międzyczasie dołączały nowe osoby m.in. ułani na koniach, więc do Bociek dotarła grupa piętnastu osób wraz ze wsparciem proboszcza i organisty Marcina Łukasiewicza, którzy przed laty byli pomysłodawcami tych wypraw. Dotychczasowe pielgrzymki W czasie postoju pielgrzymi z nostalgią wspominali dotychczasowe peregrynacje. Kiedyś grupa pielgrzymów z Osmoli liczyła corocznie ponad 120 osób. Dzisiaj to zaledwie garstka. W pielgrzymce brało też udział więcej dzieci i młodzieży. Gdy jeszcze istniała szkoła podstawowa w Osmoli, tego dnia nie odbywały się normalne lekcje, bo większość uczniów a czasem i nauczycieli wraz z całymi rodzinami wyruszała do Bociek. Często do parafian dołączały również osoby m.in. z Milejczyc, Siemiatycz, Dziadkowic, Dołubowa. Pielgrzymce towarzyszyła oprawa muzyczna scholi i organisty, a kto czuł taką potrzebę mógł się nawet wyspowiadać w czasie wędrówki. Zawsze maszerowano gwarno i wesoło. Niestety dzisiaj to już tylko historia. Rozmawiałam z jednym z pielgrzymów, mieszkańcem wsi Hornowo, Piotrem Glinko. - Od kiedy chodzi pan w pielgrzymkach do Bociek? - W tym roku jest to mój drugi raz. Wcześniej ze względu na mamę, która co roku bardzo chciała być na odpuście w Boćkach, jeździliśmy samochodem. - Czy jest to w pana rodzinie jakaś tradycja? - Tak. Moja bratowa, która mieszka w Osmoli, szła w tym roku dwunasty raz. Również jej synowie często chodzili, a od kilku lat mój bratanek Łukasz towarzyszy pielgrzymce jako ułan. - Czy chodził pan na jakieś inne pielgrzymki? - Niestety nigdy nie miałem na to czasu. Pielgrzymka do Częstochowy jest np. w czasie żniw, a że jestem rolnikiem, nie mogłem nigdy sobie pozwolić na zostawienie gospodarstwa. - Czy widzi pan coś wyjątkowego w tej pielgrzymce do Bociek? - Bardzo podoba mi się skupienie i zaangażowanie pielgrzymów. Mimo złej pogody zawsze idziemy, bo liczy się tylko modlitwa i nasze osobiste intencje. Nasz miejscowy ksiądz również uważa to za coś bardzo potrzebnego i prosił nas - swoich parafian, żebyśmy nie zapomnieli o tej tradycji nawet po zmianie proboszcza. Obchody w Boćkach Do głównych obchodów tego dnia po przybyciu pielgrzymek należała msza święta. Po nabożeństwie parafianie udali się tradycyjnie na stragany, a pielgrzymi przed odjazdem zostali, jak co roku, poczęstowani bigosem.
Komentarze