Reklama

Boćki - Czwarta kadencja wójta

04/10/2011 22:57
Stanisław Derehajło wójtem gminy Boćki jest już czwartą kadencję.

          - Taki długoletni wójt zna dokładnie problemy swojej gminy. O jakich możemy mówić teraz?
          - Największe są ze spółkami wodnymi, na które nie mamy bezpośredniego wpływu. No i są problemy ze szkodami wyrządzanymi przez dziką zwierzynę. Bobry, dziki, łosie. Musimy tutaj jakoś pomagać rolnikom. A zwierzyna jest pod ochroną. Co do spółek wodnych, to trzeba je reformować. Klucz do sukcesu jest w gospodarstwach rolnych. Ale obok muszą być sprawnie działające spółki. I nie chodzi mi o większą dla nich ilość pieniędzy. Trzeba je reorganizować. Być może potrzebne są inne podmioty wykonujące takie czynności jak na przykład czyszczenie rowów. Powtarzam, pieniądze nie załatwiają wszystkiego.
          - A drogi? Słyszy się głosy, że wójt pamięta tylko o niektórych wsiach?

          - Wszystkich nie możemy zrobić na raz. Dwanaście lat temu, to w Boćkach była tylko jedna ulica asfaltowa na cmentarz, no i dziewiętnastka. Teraz mamy całe Boćki zrobione. I praktycznie 70 procent wsi. I sukcesywnie dalej się robią drogi. Po prostu, ktoś musi być pierwszy, ktoś ostatni. Liczy się też kwestia własności. Co jest własnością powiatu, to inaczej funkcjonuje, a co gminy jeszcze inaczej. Ale problem rozbudowy dróg to u nas praktycznie jest na finiszu. Chyba jeszcze nam pozostało 7 miejscowości do załatwienia. Z czego na dwie czy trzy nie mamy jeszcze zabezpieczonych funduszy.
          - Więc kto pierwszy, a kto na końcu?

          - Niech przypomnę. Siedlece, Skalimowo, część Dubna, Piotrowo Trojany. Do tego ciąg drogowy Wygonowo – Osmola. No i Piotrowo Krzywokoły, jeżeli uda nam się przeforsować jeden z programów. Duże znaczenie ma tutaj kwestia współpracy z powiatem. Trochę u nich jest nieciekawie z pieniędzmi na drogi.
          - Wiele gmin wykłada pieniądze na remonty świetlic.

          - Staramy się tutaj też coś robić. Sporo działają w tej kwestii sami mieszkańcy. Ważną kwestią są remonty w miejscowościach, gdzie są ludzie chętni do działania. Jestem przeciwnikiem działania we wsiach, które nie żyją życiem społecznym. Musimy tutaj także wybierać, na co mamy przeznaczać pieniądze. Czy na dofinansowanie obiadu w szkole, czy na remonty świetlic, czy inne działania? Wchodzę tam, gdzie jest aktywność społeczna, gdzie jest lokalny lider. Podobało mi się bardzo, to co się stało w Sieklukach. Tam w świetlicy wybudowano kominek. Wystarczy trochę drewna, aby ogrzać pomieszczenie. Odchodzą koszty na zakup na przykład kaloryferów i ich ogrzewania.
          - Pisaliśmy o zaniedbanym cmentarzu niemieckim z I wojny światowej pod Boćkami. Wnioski o fundusze na poprawienie stanu miejsc pamięci trzeba było składać do końca sierpnia. Czy gmina coś w tej sprawie zrobiła?

          - Tak jak mówię, wszystkich rzeczy nie możemy na raz zrobić. Myślę, że w przyszłości zajmiemy się i tym tematem. Na razie nie złożyliśmy stosownego wniosku.
          - Jak pan określi swoich podwładnych? Ich profesjonalizm, chęć działania.

          - Nie wydaliśmy ani jednej złotówki dla firmy zewnętrznej, która pisałaby nam wnioski o dotacje. Sami to robimy, oszczędzając nawet po 13 czy 15 tys. zł. To o czymś świadczy. Cieszy mnie to, że mam taką załogę.
          - W ulotkach reklamowych można przeczytać o rozwoju turystyki w gminie Boćki. A są tu tylko trzy gospodarstwa agroturystyczne. W Boćkach nawet nie ma miejsca, gdzie można coś zjeść.

          - Zapraszam inwestorów. Gmina tym nie będzie się zajmowała. Uważam, że turystyka u nas będzie rozwijała się we wschodniej stronie gminy. Tam są najlepsze warunki przyrodnicze do rozwoju tego typu działalności. Pozostałe części są głównie rolniczymi. Ale jesteśmy otwarci na wszelkie inwestycje, będziemy pomagać tym, którzy u nas zechcą inwestować. Coś w tej dziedzinie robimy. Na przykład wyznaczamy ścieżki rowerowe. Mamy wypożyczalnię rowerów i sprzętu turystycznego. Myślę, że bardziej uderzymy z reklamą, aby temat zaiskrzył. Mamy ciekawy film promocyjny.
          - W gminie są dwie szkoły. Jedna z nich, szkoła w Andryjankach może być zlikwidowana?

          - Tak. Jeżeli dzieci będzie za mało. Jeżeli ich ilość spadnie poniżej 50 uczniów, to taką decyzję trzeba będzie podjąć. Zostanie szkoła w Boćkach, do której dzieci są dowożone autobusami.
          - Czy prawdą jest, że radę gminy ma Pan spacyfikowaną? Brak opozycji?

          - Zawsze miałem jakąś opozycję. Ale gdy dochodziło do głosowań, to prawie wszyscy radni głosowali jednogłośnie. Były pewne sprawy ważne, gdzie była jednomyślność. Wyznaję zasadę: siadamy i rozmawiamy. Mówię „masz rację, to przekonaj mnie”. To skutkuje. Słucham wszystkich. Często wycofywałem się ze swoich pomysłów na rzecz lepszych.
          - Ale są radni nie zabierający głosu. Tylko podnoszący rękę w głosowaniach. Jak ich pan określi?

          - Sesja to nie jest czas na pieniactwo i pogaduszki. Ale u nas na sesji jest zasada, że każdy może głos zabrać. Nawet sołtys lub ktoś inny, kto nie zapisał się do zabrania głosu. Każdy. Ale na komisjach jest inna atmosfera. Nawet kłótnie. Tam się wykluwa temat, który przenosi się później na sesje. Każdy z moich radnych ma swoje zdanie.
          - Kiedy przestaną straszyć zrujnowane przystanki autobusowe przy dziewiętnastce? W tym w Andryjankach, Dziecinnym.

          - Trzeba około 20–40 tys. zł na postawienie nowych. Trzeba z czegoś zrezygnować, aby powstały nowe wiaty. Ale one muszą powstać. I powstaną.
          Wójt Stanisław Derehajło opierał się zrobieniu zdjęcia do gazety. Był bez krawata, przed wyjazdem w teren. W końcu udało mi się jednak uwiecznić długoletniego wójta gminy Boćki.

          Jacek Piotrowski, Kurier Podlaski – Głos Siemiatycz, fot. JP
        
Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.


Reklama

Wideo kurierpodlaski.pl




Reklama