Piętnastu minut potrzebowała drużyna Tura Bielsk Podlaski w III lidze, aby uporządkować grę. Wcześniej poprzeczka i bramkarz uratowały przed stratą dwóch goli. Dzięki zaprowadzeniu spokoju w grze, 17 maja na stadionie w Bielsku Tur pokonał Promień Mońki 2:1. O ile goście już stracili wszelkie szanse na utrzymanie się w III lidze, o tyle punkty Turowi są potrzebne jak zdrowie.
- Jesteśmy na styku, czy mamy nasze być albo nie być. Matematycznie mamy jeszcze szanse na pozostanie w lidze. Zostały 4 mecze do końca. I jeżeli 3 z nich wygramy, to będzie dobrze. Ale jeden z tych meczy, ostatni, to mecz z liderem na wyjeździe – powiedział prezes klubu Krzysztof Grodzki.
Tego dnia Tur zrobił jeden krok do przodu. Z trudem, bo gra była wyrównana. W 19 minucie Michał Walczuk dał prowadzenie gospodarzom. Ale pod koniec I połowy, podczas burzy, stoper Karol Car poślizgnął się i stracił piłkę na rzecz napastnika gości. Pierwsza połowa zakończyła się więc wynikiem 1:1. W drugiej, pomimo ambitnej gry piłkarzy obu drużyn, nic nie wynikało. Bramkarze nie byli zbyt często zatrudniani. I jedna akcja Tura w 78 minucie, gdy na lewym skrzydle otrzymał piłkę Daniel Daniłowski, zadecydowała o ostatecznym wyniku. Strzał w długi róg i 3 punkty zostały w Bielsku.
Jacek Piotrowski, Kurier Podlaski – Głos Siemiatycz, fot. JP
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze