Kiedy w podbielskim sołectwie Widowo trzeba było powtórzyć głosowanie z powodu czterech głosów osób nieuprawnionych, do świetlicy w tej miejscowości przybyło prawie 130 osób, czyli trzy razy więcej niż za pierwszym razem.
Podbielskie Widowo to duże sołectwo, graniczące administracyjnie z miastem Bielsk Podlaski. Mieszkańcy od lat walczą o naprawę odcinka drogi łączącej wieś z miastem. Chcieliby też i nowego chodnika i ścieżki rowerowej. Na razie ich starania odbijają się jak grochem o ścianę. Starostwo powiatowe, które jest właścicielem tego odcinka drogi wciąż tłumaczy, że nie ma pieniędzy na jego remont. W pierwszym terminie, 20 lutego, do świetlicy w Widowie przybyło nieco ponad 40 mieszkańców. Niewiele jak na 484 osoby uprawnione do głosowania. 16 osób oddało głosy na Barbarę Dunaj, 15 na Alinę Kruk, a 10 na dotychczasowego sołtysa Leszka Białokozowicza. Jednak jeden z mieszkańców Widowa obecny na głosowaniu zakwestionował jego wyniki. Stwierdził, że w wyborach sołtysa udział wzięły osoby, które nie mieszkają na terenie sołectwa, a w Bielsku Podlaskim.
- 4 osoby, które były na pierwszym zebraniu nie znajdowały się w spisie wyborców i w związku z tym, że różnica w głosach była niewielka rada gminy uznało protest i wybory trzeba było powtórzyć – tłumaczyła wójt Raisa Rajecka.
W ostatni piątek do świetlicy w Widowie przybyło więcej mieszkańców, bo aż 127. Obecni na zebraniu byli pani wójt oraz dzielnicowy Piotr Gilewski. I tym razem zgłoszono tych samych kandydatów. W głosowaniu tajnym, tym razem dokładnie sprawdzono dowody głosujących, wygrała Alina Kruk, która zdobyła 62 głosy. 34 osoby poparły Barbarę Dunaj, a Leszka Białokozowicza 26. Oddano 6 głosów nieważnych.
Trudno też ocenić, czy stanowisko sołtysa jest lukratywne. Sołtys dostaje 8% od zebranej kwoty podatku rolnego i opłat za odpady. Jeżeli przybędzie na sesję gminną, to może też liczyć w gminie Bielsk na 100 zł diety. Tylko że większość mieszkańców i tak płaci podatki przelewem bankowym lub w kasie gminy. W gminie też nie ma też funduszu sołeckiego, czyli pieniędzy, które sołectwo mogłoby wydać na potrzeby według własnego uznania.
Kim więc jest sołtys? - Jest kimś w rodzaju posłańca między wójtem a mieszkańcami – śmieje się Marek Chmielewski, który został niedawno sołtysem w Orli. – Jeśli gmina coś wymyśli mądrego czy głupiego, ja to przekazuję mieszkańcom, zaś władzy gminnej przekazuję to, co myślą mieszkańcy – dodaje.
W Orli też było trzech kandydatów. Na zebranie przybyło ponad 170 osób. Najwięcej głosów otrzymał Marek Chmielewski (79) i on został sołtysem.
- Chciałbym minimum dwa razy w roku zrobić zebranie mieszkańców. Dobrze by było, aby i członkowie rady sołeckiej przygotowali swoje pomysły na Orlę. Wsiądziemy w busa, objedziemy Orlę i zadecydujemy, czym trzeba najpilniej się zająć. Chciałbym też wrócić do sprawy funduszu sołeckiego. W Orli go nie ma, bo wójt twierdzi, że nie jest potrzebny, a i radnych to chyba za bardzo nie interesuje. Orla jest sporą miejscowością, liczy ok. 900 mieszkańców i mogłaby liczyć na ok. 3.000 zł z takiego funduszu. To od mieszkańców powinno zależeć, na co te pieniądze pójdą. Czy przeznaczymy je na chodnik, czy tez na imprezę kulturalną. Te pieniądze powinny budować aktywność obywatelską – dodaje Chmielewski. - Zdaję sobie sprawę, że i o taką kwotę ludzie mogą się pokłócić, dać sobie po mordzie, ale to i tak lepiej niż gdyby siedzieli w domu - wyjaśnia. Uważa też, że w Orli nie brakuje problemów społecznych. Dotyczy to osób starszych i niedołężnych, którym sąsiedzi mogliby pomóc, jak sobie sami nie dają rady.
- Z wójtem nie muszę się kochać. Ja idę do wójta jak do instytucji i współpracować z nim będę - deklaruje.
Jacek Prokopiuk, Kurier Podlaski – Głos Siemiatycz, Fot. JaC
(na zdj. Powtórzone wybory sołtysa w Widowie odbyły się przy znacznie większej frekwencji.)
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze