Reklama

Augustynka - Potrzebna pomoc

30/08/2002 19:34
Wieś Augustynka w gminie Nurzec Stacja, jak mało innych, rozsiana jest na obszarze kilku kilometrów. Sporą więc trudność sprawia nam trafienie do domu pani Krystyny A. Wszyscy się tutaj znają Idące drogą kobiety wskazują nam, którędy można dojechać do pani Krystyny.
          Zabudowania które ujrzeliśmy po dotarciu na miejsce, od razu odzwierciedlały sytuację i możliwości domowników - niewielka, drewniana chatka i jeden budynek niewiadomego przeznaczenia. Oba budynki czasy świetności mają już za sobą. Na środku podwórka mała studzienka, obok kilka drzew, część z nich porąbana i pocięta. Gospodyni zaprasza nas do środka. Określenie: ubogo, nie odzwierciedla całej rzeczywistości.

          Życie mnie nie rozpieszcza
          Pani Krystyna jest bez pracy. Ma czworo dzieci, które od czerwca ubiegłego roku nie mają ojca. Mąż pani Krystyny zginął tragicznie. Pozostawiona bez środków dożycia rodzina musiała wegetować dalej.
          - Nawet pogrzebowego nie dostałam - mówi pani Krystyna - Podobno nie należało się. Przez około pół roku po śmierci męża pukałam do różnych drzwi. Szukałam pomocy. Nie mogę powiedzieć, że jej nie otrzymałam. Z opieki zasiłki były, niewielkie - dwa razy po 70 zł, ale dobre i to. Na zimę 10 worków brykietu opałowego dostałam. I gmina też pomogła. A że życie mnie rozpieszcza, to co zrobić? Chłopcy rosną. Trzeba jakoś żyć dalej. Najmłodszy od września już do zerówki pójdzie.  

          - Z czego obecnie pani utrzymuje się?
          - Dziękowałam Bogu, że dzieci rentę dostały. Na początku ZUS w Siemiatyczach poinformował, że dzieciom nic nie należy się. Jakby mąż jeszcze przez pół roku żył, to rentę dzieci dostałyby. Ale pomogli w ZUS -ie w Warszawie załatwić. Pod koniec listopada dostaliśmy decyzję o przyznaniu renty wyjątkowej. Niewielkie to pieniądze -  132 zł brutto na dziecko.

          - Podobno posiada pani kawałek ziemi?
          - Jest tego aż 5 hektarów, ale co z tym robić. Uprawiać nie opłaca się. W ogóle to z kim i czym to robić? Ustawa o zalesieniach wyszła, ale jeszcze wszystkie papiery na męża figurują. Jak uda się to wszystko pozałatwiać, to może pod zalesienie ziemia pójdzie. A może kupiec od razu się znajdzie. Tuz po śmierci męża chciałam na Opolszczyznę wyjechać, do swoich, bo żyć nie było z czego i nadal nie ma. Ale teraz postanowiłam, że tutaj zostanę.

          4 i pół roku bez prądu
          Pani Krystyna wspomina, że za czasów, kiedy mąż jeszcze żył, również było ciężko.
          - Nie było czym za prąd płacić i zadłużenie narosło. Przez 4 i pół roku światła nie było. Ale trzeba było jakoś żyć. Dostałam trochę pieniędzy z opieki, to przewody kupiliśmy, a resztę już w ramach pomocy podłączyli.
          Kiedyś w "Radiu dla Ciebie" była tzw. "Skrzynka pomocy". Zgłosiliśmy swoją trudną sytuację i otrzymałam pomoc - odzież, środki czystości.
          Liczę na dalsze wsparcie, na przykład z ośrodka pomocy społecznej, chociaż i tam z finansami krucho. Dobrze, ze trzymam jeszcze jedna kozę, to dla chłopców mleko jest. To też dużo daje, bo jakby przyszło kupić po litrze mleka codziennie, to przez miesiąc naleci. Ale i 1 litr mleka dziennie na czterech chłopaków to za mało.

          - A czy sąsiedzi nie odmawiali pomocy?
          - Nie mogę na sąsiadów narzekać. Jak trzeba było, to zawsze pomogli. Drzewo na zimę przywieźli, i chłopców czymś poczestują, i dobry słowem pocieszą.

          Dzieci przeżyły to najbardziej
          Podczas naszej rozmowy do domu wrócili chłopcy ze szkoły. Od każdego z nich usłyszeliśmy "Dzień dobry".
          - Brak ojca ciągle na nich odbija się. Najmłodszy przeżywa to najbardziej. Jak gdzieś pojadę załatwiać sprawy po urzędach i po kilku godzinach jeszcze nie wracam, to mówi: "Tata zginął, to i jeszcze mama ma zginąć?". To jest bardzo przejmujące. Stąd wzięły się wcześniejsze problemy w nauce. Jeden z chłopców powtarzał nawet piątą klasę, ale teraz nauczyciele już nie narzekają. Powoli chłopcy powinni dojść do siebie. Pomaga w tym również psycholog szkolny.
          Tuż po stracie męża różne plotki dało się usłyszeć. Między innymi takie, że dzieci mi zabiorą. Ale nawet jak głodem będę przymierać, to i tak nie oddam. Żyję nadzieją, że jutro, pojutrze będzie lepiej. To pozwala mi przetrwać najtrudniejsze chwile.

          - Czego potrzebuje pani najbardziej?
          - Najbardziej to pościeli, ręczników. Przydałyby się też środki czystości. Nie sposób wybrzydzać, dlatego z wielką radością przyjmę wszystko. Jednak największym utrudnieniem jest brak lodówki. Nie posiadam jej i napewno w najbliższej przyszłości nie kupię, nawet takiej najmniejszej. Nie wiem nawet, czy mogę wziąć na raty na odcinek renty dzieci, ale mimo wszystko i tak byłby to za duży wydatek.

          Zasiłki na bieżąco
          Udaliśmy się do Gminnego Ośrodka Pomocy Społecznej w Nurcu Stacji.
          - Z pomocy naszego ośrodka - mówią panie z GOPS - rodzina ta korzysta od listopada 1992 r. W miarę posiadanych środków obejmujemy ich różnymi formami wsparcia. Najczęściej są to zasiłki okresowe. Co roku przyznajemy zasiłek jednorazowy z przeznaczeniem na opał, żywność, odzież. Przez okres szkolny opłacamy dla dzieci zupę  w stołówce szkolnej. Drugie danie to pomoc sióstr z "Domu Betania". Poza tym przed rozpoczęciem każdego roku szkolnego przyznajemy środki na tzw. wyprawkę szkolną. Zdajemy sobie sprawę, że wartość pomocy z naszej strony z pewnością jest niewystarczająca, ale niestety, w dzisiejszych czasach takie mamy możliwości.  

          Cezary Klimaszewski, Tygodnik Głos Siemiatycz, fot,  JSW


          Od redakcji: Opisywana ostatnio podobna, niezwykle tragiczna sytuacja rodzinna i materialna dotyczyła jednej z rodzin po pożarze domu. Dotknięta tragedią rodzina uzyskała m.in. i od naszych czytelników pomoc materialną i  rzeczową, co oczywiście nie musi być naszą zasługą. Ale apelujemy również o pomoc dla pani Krystyny. Może ktoś z naszych czytelników posiada niepotrzebną lodówkę lub inny sprzęt. Szczegółowych informacji może udzielić GOPS w Nurcu Stacji.

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.


Reklama

Wideo kurierpodlaski.pl




Reklama