Od 3 lutego policjanci z Siemiatycz wyjaśniają okoliczności zdarzenia, do którego doszło w Wajkowie, gm. Mielnik. Zaczęło się od tego, że do komendy w Siemiatyczach zadzwonił mężczyzna z informacją o bombie.
Bomba miała być podłożona pod jego domem i zdetonowana w przypadku, jeśli w ciągu 3 godzin nie zostawi pod drzwiami swego domu pieniędzy w kwocie 10.000 zł. Wcześniej ktoś dzwonił do tego mężczyzny i to właśnie powiedział. Ten zawiadomił policję. Do Wajkowa udał się patrol z grupy rozpoznania minersko - pirotechnicznego siemiatyckiej policji. Dokładnie przeszukano obejście. - Policjanci nie ujawnili materiałów wybuchowych - mówi sierż. Grzegorz Gilar, oficer prasowy siemiatyckiej policji. Teraz policja ustala, kto dzwonił z informacją o bombie. Wstępnie zdarzenie to zostało zakwalifikowane jako usiłowanie wymuszenia rozbójniczego. Grozi za to kara do 10 lat pozbawienia wolności.
Komentarze