Reklama

Agroturystyka w Sieklukach

15/09/2011 21:42
Ranczo leży około pół kilometra od wsi Siekluki w gminie Boćki. Zarządza nim Janina Tołwińska.

          - Nasze gospodarstwo agrosturystyczne nazywam Ranczem. Właściwie sama nim zarządzam, mąż woli zajmować się rolnictwem. Są miejsca noclegowe w pięciu pokojach, ogródek, miejsce na grill, na rozbicie namiotu.
          - Od dawna zajmuje się Pani agroturystyką?

          - To już chyba dobry kawał czasu. Położenie domu sprawiło, że trzeba było znaleźć pomysł na jego wykorzystanie. Niedaleko lasy, około 500 metrów rzeka Leśna. Pomogli nam Krzysiek Tołwiński i miejscowy ODR. Także moi synowie, którzy obecnie są w USA.
          - Są klienci?

          - Ależ są. Przeważnie warszawiacy. Ale byli także goście z innych stron. Niemcy, Amerykanie. W tym roku było dużo Niemców. Przyjechali caravaningami. Rozłożyli się obok domu, korzystali z mojej kuchni. Byli zauroczeni okolicą.
          - Kuchnia, a więc i regionalne potrawy. Czy są tutaj takie?

          - Trochę mam kłopoty ze zdrowiem, ale nie potrafię nikomu odmówić. Więc robię kiszkę ziemniaczaną, blin, pierogi pyzy, naleśniki, indyk i gęś pieczoną, smalec.
          - No i nalewka.

          - Ależ tak. Nalewka Xawera. Sama ją robię, według odpowiedniej receptury. To od imienia moje babci, która żyła 106 lat. Najpierw była nalewka dziadka Grzegorza. Ale nalewka powinna mieć imię żeńskie, więc nastąpiła zmiana.
          - Pani stoisko było widoczne na Siemiatyckich Targach Pogranicza.

          - Jeżdżę tylko na zaproszenia. Wielokrotnie na różne targi w Białymstoku. Do Siemiatycz nie wiem czy się jeszcze kiedykolwiek wybiorę. Na targach jacyś mundurowi pytali mnie o pozwolenia na sprzedaż nalewki. Nigdzie z czymś takim się nie spotkałam, tylko tam. To było nieprzyjemne zdarzenie.
          - Wróćmy na siekluckie progi. Turysta powinien wyjeżdżać zadowolony.

          - I wyjeżdża. Czy wie pan co do mnie mówią, np. turyści z południa Polski? Że tutaj jest piękny świat. I nie tylko chodzi o nasz krajobraz, naszą kuchnię. Jeden z nich mówił, że tutaj żyją ludzie jakby z innego świata. Bo u siebie, gdy kogoś zapyta o drogę, to wskażą mu odwrotny kierunek. A u nas ludzie podchodzą do auta, rozmawiają, tłumaczą. To dziwi moich turystów. Dlatego wracają.

          Jacek Piotrowski, Głos Siemiatycz, fot. JP

        
Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.


Reklama

Wideo kurierpodlaski.pl




Reklama