6 lat temu o 13-letniej wówczas Agnieszce Soszyńskiej z Czartajewa było głośno nie tylko w naszej okolicy, ale i w kraju.
Zbiórka i zabieg Agnieszka była bardzo chora. Cierpiała m.in. na postępujący zanik mięśni, niedobór wzrostu i masy ciała, skrzywienie kręgosłupa. Schorzenia doprowadziły do tego, że życie mogła jej polepszyć tylko terapia w klinice w Kijowie. Możliwe były cztery zabiegi, ale każdy z nich to koszt liczony w tysiącach euro. Stąd wiele osób, firm i instytucji zorganizowało przed 6 laty wielką zbiórkę pieniędzy dla Agnieszki, aby mogła ona skorzystać z leczenia. Akcja okazała się dużym przedsięwzięciem, a zaangażowanie w nią ogromnej liczby ludzi przerosło początkowe oczekiwania. Pieniądze były zbierane w: zakładach pracy, szkołach, cerkwiach, kościołach, przedszkolach, można je było wpłacać bezpośrednio na konto, zbierała je nawet Polonia. Akcja urosła do takich rozmiarów, że - jak wspomina pani Grażyna Soszyńska, mama Agnieszki - w ciągu dwóch miesięcy udało się zebrać ok. 60.000 zł, a więc tyle, ile trzeba było na pierwszy zabieg. Rodzina Agnieszki była uradowana. Za kilka miesięcy Agnieszka znalazła się w Kijowie we wspomnianej klinice. Przeszła pierwszy zabieg pomyślnie. Jak na razie był to jedyny zabieg. Cały czas szpital Od pamiętnego zabiegu w Kijowie minęło już ponad 5 lat. Z panią Grażyną Soszyńską oraz Agnieszką spotkaliśmy się ponownie w ubiegłym tygodniu. Agnieszka ma się dobrze i jak mówią rodzice - najważniejsze, że żyje. Niestety po pierwszym zabiegu, kiedy wydawało się, że wszystko co złe już minęło, dziewczyna zachorowała na zapalenie płuc. - Cztery miesiące leżała w szpitalu w Białymstoku. Praktycznie codziennie do niej jeździłam. Życie domowe nie istniało. Cały czas tylko szpital i szpital. Córka była podłączona do butli z tlenem, znowu zaczęła tracić na wadze i jej stan pogarszał się. Personel nie opiekował się nią jak należy. Na przykład godzinami leżała na boku, co pogarszało skrzywienie kręgosłupa, a rehabilitacja w warunkach szpitalnych praktycznie nie istniała. Dopiero jak poruszyliśmy niebo i ziemię, lekarze zaczęli wokół córki więcej robić. Po czterech miesiącach zabraliśmy ją do domu - z rurką w tchawicy, przez którą oddychała. Po roku od zachorowania wyjęto jej tę rurkę. Teraz jest lepiej, ale mimo wszystko na noc podłączamy respirator, by wspomagał jej oddychanie. A jak przypomnę sobie ją sprzed zabiegu.... - przecież sama autobusem do gimnazjum w Siemiatyczach jeździła - opowiada pani Grażyna. Dom Sue Ryder Dziś 19-letnia Agnieszka cały czas przebywa w domu. Znajduje się pod stałą opieką medyczną. Przynajmniej raz w tygodniu przyjeżdżają lekarz i pielęgniarka, a 2 razy w tygodniu rehabilitantka. Dziewczyna znajduje się również pod opieką bydgoskiego stowarzyszenia "Dom Sue Ryder". To dzięki stowarzyszeniu ma w domu potrzebny sprzęt medyczny, to stowarzyszenie opłaca pomoc lekarską. Na razie rodzice nie myślą o kolejnych zabiegach. Nie wiadomo, w jakim zakresie by pomogły. Cieszą się, że córka przeżyła zapalenie płuc i jest z nimi w domu. Ze zbiórki pieniędzy z 2003 r. zostało jeszcze na koncie parę groszy na kolejne zabiegi i pieniądze nadal napływały na leczenie, ale - jak mówią rodzice - zrobiła się nagonka. Otóż m.in. przedstawiciele kościoła zaczęli kwestionować metody przeprowadzania tych zabiegów. Zdaniem wielu były one nieetyczne, bo częściowo podobno bazowały na ludzkich embrionach. To też nieco ostudziło zapał rodziców w dążeniu do kolejnych zabiegów. Dlatego, aby mieć czyste sumienie pieniądze znajdujące się na koncie na leczenie córki postanowili przelać na konto Polskiego Towarzystwa Walki z Kalectwem. - Córka nie skorzystała z reszty tych pieniędzy. Oddaliśmy je na szlachetne cele - mówi pani Grażyna. Rodziców, i nie tylko, do dziś dziwi postawa niektórych ludzi ze świata religijnego, kwestionujących te zabiegi ratowania życia. - Przecież nawet z Watykanu przyszło tysiąc dolarów na leczenie - wspomina pani Grażyna. Matura Agnieszka czuje się na tyle dobrze, że kontynuuje naukę. Oczywiście w domowych warunkach. Nauczyciele w wolnych chwilach przyjeżdżają do niej. Twierdzą, że jest bardzo zdolna. Jak mówi mama Agnieszki - z klasą nauczyciele przerabiają materiał w 2 godziny, a z Agnieszką zajmuje to 30 minut. Agnieszka jest uczennicą ZSR w Czartajewie - liceum profilowanego o kierunku ekonomiczno - administracyjnym. Inni uczniowie mają z nią stały kontakt. Do tego stopnia, że nawet rozdawanie świadectw na koniec roku szkolnego organizowane jest u Agnieszki w domu. Ubiegły rok szkolny Agnieszka ukończyła z wyróżnieniem, otrzymując świadectwo z czerwonym paskiem. W tym roku czeka ją matura. A jakie przedmioty lubi najbardziej? - Wszystkie lubię. Bez różnicy - odpowiada. - Jest dobra z wielu przedmiotów. Nawet z angielskim świetnie sobie radzi - dodaje mama Agnieszki. Wózek, turnusy, studia... Rodzicom trudno na razie powiedzieć, czy będą kolejne zabiegi. Nie wiadomo jak Agnieszka zniosłaby podróż. Na razie celem nadrzędnym jest utrzymanie córki w dobrej kondycji fizycznej. Trudno też powiedzieć, czy udałoby się zebrać pieniądze na dalsze leczenie. Być może zabiegi wspomogłoby Polskie Towarzystwo Walki z Kalectwem. Zresztą nawet bez decyzji o kolejnym zabiegu wsparcie finansowe dla Agnieszki nadal jest potrzebne. Dziewczyna mogłaby jeździć na turnusy rehabilitacyjne, a to kosztuje. Jakiś czas temu popsuł się jej wózek elektryczny - był używany i zużyty. Trzeba kupić nowy. Chce też studiować po ukończeniu szkoły średniej. Oczywiście korespodencyjnie lub przez internet. Na to też potrzeba pieniędzy. Każdy, kto chciałby wspomóc naukę i leczenie Agnieszki Soszyńskiej, może to zrobić wpłacając najdrobniejszą nawet sumę na konto - Polskie Towarzystwo do Walki z Kalectwem Oddział w Białymstoku: 8910 2013 3200 0014 0200 2598 12 z dopiskiem "Dla Agnieszki Soszyńskiej". Za naszym pośrednictwem Agnieszka pozdrawia swoich rówieśników i rówieśniczki oraz kolegów i koleżanki z klasy. Rodzice zaś z całego serca dziękują wszystkim tym, którzy do tej pory wspomogli leczenie ich córki.
Cezary Klimaszewski, Tygodnik Głos Siemiatycz, fot. CK
Komentarze