Reklama

40-lecie wydania monografii Siemiatycz - PIERWSZA I JEDYNA

12/06/1999 21:30

          W tym roku mija okrągła 40 rocznica wydania drukiem pierwszej i jedynej do tej pory monografii Siemiatycz autorstwa Ignacego Gilewskiego. Historia powstania i wydania tej książki jest nietypowa. Nie żyją już, niestety, główni bohaterowie tej inicjatywy. Spróbujmy więc przybliżyć fakty z nią związane na podstawie zachowanych dokumentów, korespondencji, telegramów.
          Postać Ignacego Gilewskiego wielokrotnie pojawiała się na naszych łamach. Przypomnijmy pokrótce: od 1919 roku był kierownikiem szkoły w Siemiatyczach i jednym z pionierów organizowania polskiego szkolnictwa w Siemiatyczach po odzyskaniu niepodległości. Był Gilewski, wraz z kilkoma innymi osobami, inicjatorem wielu ówczesnych inicjatyw społecznych i kulturalnych, prawdziwym pozytywistycznym działaczem, ale pomińmy to tym razem. Jedną z rzeczy jakie po sobie miastu zostawił jest wydana w 1958 roku monografia, a właściwie zarys monografii, który opisuje miasto od jego początków do 1939 roku. Praca ta powstawała jeszcze przed wojną i uzupełniana była w latach powojennych. Ignacy Gilewski zmarł 8 października 1955 roku. Przed śmiercią rękopis monografii przekazał swemu wychowankowi a później przyjacielowi Antoniemu Nowickiemu. Kiedy i w jakich okolicznościach zrodził się pomysł spróbowania wydania monografii - nie wiadomo. Przypomnijmy tylko, że w tamtych czasach wydrukowanie czegokolwiek nie było łatwe. Monopol na słowo drukowane miała tylko partia komunistyczna.

          Zachowana do dzisiaj korespondencja osób prywatnych, związana z tą sprawą świadczy, że w wydanie monografii przede wszystkim zaangażowali się, również finansowo, byli wychowankowie i koledzy Gilewskiego: "Pan Magister" Zygmunt Wasilewski, Antoni Nowicki, Edward Rycerz, Bronisław Wielbut.

          Ich wysiłki i pieniądze na nic by się jednak nie zdały, gdyby nie przebywający wówczas w Lublinie siemiatyczanin inż. Antoni Konczerewicz, który przejął na siebie wszystkie techniczne i urzędowe sprawy związane z drukiem, wykorzystując swoje rozległe prywatne znajomości w środowisku naukowym i wydawniczym. W liście z 30 kwietnia 1957 roku pisze do Antoniego Nowickiego:

          "(...) Ogólny koszt wyniósłby 6000 zł przy 3 tys. egzemplarzy. Napisałem w tej sprawie do Liceum do p. Miłkowskiego, gdyż oficjalnym wydawcą byłoby Liceum, a koszty pokryliby wychowankowie, o czym mógłby Pan porozmawiać w międzyczasie z najbliższymi kolegami (...)".

          Dlatego właśnie jako wydawca figuruje w monografii "Szkoła Podst. I Liceum Ogólnokształcące w Siemiatyczach". Praktyczna rola szkoły ograniczyła się do tego, że część brakujących pieniędzy przy zapłacie w drukarni - 2000 zł - pożyczono z Komitetu Rodzicielskiego. Decyzja władz o druku zapadła 30 kwietnia 1957 roku. Jakiś czas jeszcze kompletowano zdjęcia. Maszynopis został oddany przez Antoniego Konczerewicza, 3 maja 1958 roku do Lubelskiej Drukarni Prasowej.

          W grudniu 1958 roku do Liceum w Siemiatyczach - oficjalnego wydawcy, nadeszło pismo tej treści: "Ministerstwo Kultury i Sztuki Departament Wydawnictw wyraża w drodze wyjątku zgodę na wydanie broszury pt "Zarys monografii miasta Siemiatycze" J.Gilewskiego, w nakładzie 2 tys. egz. Jednocześnie informujemy, że w przyszłości Departament Wydawnictw będzie załatwiać podobne wnioski odmownie (...)". Data wydania monografii to 1958 rok, ale potrzebne było jeszcze zezwolenie partyjne na rozprowadzenie publikacji - miało przysłane być z KC (Komitet Centralny PZPR !!!) do drukarni w Lublinie dopiero w styczniu 1959 roku.

          Ale dalej były kłopoty. 1 lutego 1959 roku, Antoni Konczerewicz w liście do Antoniego Nowickiego pisze: (...) "Przed paru dniami oświadczono mi, że wysłanie całego nakładu z drukarni równoznaczne jest z zezwoleniem na rozpowszechnianie. Na co nie ma zezwolenia, nie wypuszczą z drukarni. W odpowiedzi na list Pana Prokopa odpowiedziałem trochę niezręcznie i przypomniałem, że sprawa monografii jest sprawą wspólną i dziwna mi się wydaje taka ostrożność. Przy spotkaniu proszę załagodzić w miarę możności mój nieco może za ostry zwrot ("chowanie głowy w piasek")". Termin płatności w drukarni - 15.II 1959.

          Ówczesny dyrektor Liceum P. Prokop miał wiele obiekcji i wiele przeżywał strachu w związku z tą książeczką. Już, kiedy pierwsze egzemplarze ujrzały światło dzienne A.Konczerewicz pisał do A.Nowickiego: "Proszę napisać o wrażeniach naszego społeczeństwa w zetknięciu się z tą książeczką. Niech Pan porozmawia z księżmi aby wzięli trochę do sąsiednich parafii, także z księdzem prawosławnym, z kim tylko się da. Niech Pan koniecznie da egzemplarz dla Wilgata aby przesłał swoje siostrze i bratu, którzy mieszkają za granicą. Róbcie co możecie aby rozprowadzić i zdobyć pieniądze na pokrycie wydatków. Pisałem prywatny list do P.Prokopa (dyr. Liceum - przyp. red.), prosiłem go i wyjaśniłem, że wszystko co robimy jest legalne i obaw żadnych być nie może. Wszystkie biblioteki państwowej w kraju otrzymały egzemplarze okazowe. Przesłałem mu także odpis pisma do K.C., aby Pan Prokop nie miał żadnych wątpliwości."

          Dziwne, a może i śmieszne wydają się dzisiaj takie trudności i wysiłki, jakie trzeba było ponieść wtedy by wydać skromną broszurkę w malutkim nakładzie. Takie były wtedy realia i możliwości. Takie były te "szanse" jakie dawał PRL-owski socjalizm ludziom z inicjatywą, o czym tak chętnie opowiadają dzisiaj partyjne dziadki młodym naiwnym.

          Co warto wreszcie zauważyć, jak widać z porównania rękopisu z drukiem nie wszystko zostało wydrukowane (rękopis monografii znajduje się w archiwum "Głosu Siemiatycz").

          Oto jeden z jej fragmentów, dotyczący cerkwi prawosławnej, usunięty przez ówczesną cenzurę: (...) "W roku 1838 zostały utworzone komisje, których zadaniem było sprawdzanie ksiąg odbytych spowiedzi wielkanocnych celem wykrycia tych osób, które sprzeniewierzyły się prawosławiu i sprowadzeniu ich na łono cerkwi prawosławnej. Oprócz tego obowiązkiem duchowieństwa (prawosławnego - przyp. autora) było informowanie władz o tych odstępcach, których nie wykryto w księgach odbytych spowiedzi. System zaliczania do jednej lub drugiej grupy wyznaniowej bez wiedzy i zgody samych zainteresowanych wywołał liczne sprzeciwi i wytworzenie się grup tzw opornych, których sprawy nie rozstrzygnięte zostały jeszcze w ostatnich latach XIX w."

          Wśród innych fragmentów "wyciętych" są np. wzmianki o upadku handlu po wojnie w Siemiatyczach, o stratach wśród miejscowej inteligencji w czasie wojny, a także... lokalna legenda "opowiedziana przez stałego mieszkańca m. Siemiatycze (przedm. Łojki) p. Michała Drewulskiego, liczącego w chwili jej opowiadania około 80 lat". Tematyka tej legendy sięga czasów pogańskich i okoliczności przyjęcia chrześcijaństwa syna legendarnego właściciela Siemiatycz. Ale na szczęście miejsc wyciętych nie było zbyt wiele i miały drugorzędne znaczenie dla całokształtu monografii. Zgodę na drukowanie co prawda przewlekano z powodu sporej ilości miejsca poświęconego historii kościoła w Siemiatyczach, ale w końcu to przeszło.

          Inicjatywa wydania monografii była przede wszystkim chęcią upamiętnienia jej autora przez byłych uczniów i wychowanków. Jak napisał Bronisław Wielbut w słowie wstępnym o Ignacym Gilewskim: (...) "Także w dowód wdzięcznej pamięci wychowankowie postarali się o wydanie niniejszej monografii Siemiatycz". Dzisiaj monografia jest "białym krukiem" o pożółkłych stronach przechowywanym pieczołowicie w wielu domach w Siemiatyczach. Czasem papier i słowo na nim wydrukowane jest trwalsze od pomników. Niechże i ten skromny artykuł będzie przyczynkiem do upamiętnienia w historii naszego miasta Ignacego Gilewskiego i inicjatorów wydania jego monografii.

          Jerzy Nowicki, Tygodnik Głos Siemiatycz

Źródło i opracowanie własne Aktualizacja: 31/07/2024 17:50
Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.


Reklama

Wideo kurierpodlaski.pl




Reklama