Reklama

Nie boję się tłumów - opowieści konferansjera

Rozmowa ze znanym konferansjerem ziemi bielskiej – na co dzień kierownikiem Osiedlowego Domu Kultury w Bielsku Podlaskim, Andrzejem Dłużewskim

      - Panie Andrzeju, otrzymał Pan tydzień temu pisemne podziękowanie od Wojewody Podlaskiego oraz puchar i dyplom od starosty bielskiego, za całokształt działalności kulturalnej i społecznej, a w tym, za propagowanie kultury konferansjerskiej.

      - Muszę powiedzieć, że mimo zapowiedzi telefonicznej, iż do Osiedlowego Domu Kultury przyjedzie wysłannik wojewody i starosty z jakąś nagrodą dla mnie i pana Mikołaja Turkowicza, czułem się trochę podminowany. A tu, okazało się, że przywiózł ją dawny mój kolega z kabaretu, który kiedyś prowadziłem razem z nim w Gminnym Ośrodku Kultury w Boćkach. Oczywiście jestem bardzo zbudowany nagrodą, ale też niepomiernie ucieszyłem się ze spotkania.

Reklama

      - Jest pan boćkowianinem z urodzenia. W Boćkach spędził pan dzieciństwo, ale też po ukończeniu szkół i odbyciu służby wojskowej podjął pan tam pierwszą pracę. Nie była jednak ona związana z kulturą.

      - Tak, to prawda. W 1972 r. podjąłem pracę w Powiatowej Stacji Sanitarno – Epidemiologicznej (rejon Gmina Boćki) na stanowisku kontroler sanitarny. Pracowałem tam sześć lat. W tym czasie uczestniczyłem jednak aktywnie w zajęciach kulturalnych prowadzonych przez GOK w Boćkach. Śpiewałem w Zespole „Klekociaki”, założonym i prowadzonym wtedy przez  Mikołaja Turkowicza. Byłem nieraz jego asystentem, dbałem o nagłośnienie przy występach. Czasem zapowiadałem występy. Byłem też zapraszany przez niego do udziału w jury różnych konkursów tanecznych i śpiewaczych.

Reklama

     Przez pięć lat prowadziłem wraz z kolegą Ryszardem Świerczewskim, też z Bociek, kabaret przy GOK-u. Bardzo ciepło wspominam ten okres. W tym czasie kierowniczką GOK-u była Genowefa Łucjan, dla której nie było spraw niemożliwych do załatwienia, stąd nieoficjalnie nazywano ją „ministrem kultury”.

     - A kiedy zaczęła się etatowa praca w kulturze?

      - W 1978 roku Sergiusz Łukaszuk, ówczesny dyrektor Bielskiego Domu Kultury który widział mnie przy wielu imprezach kulturalnych, nie tylko w Boćkach, ale także w Bielsku, zaproponował mi pracę na stanowisku instruktora d/s organizacji imprez. Tam pracowałem przez siedem lat.

Reklama

     - Czy mógłby pan przywołać najciekawsze okresy z tej pracy?

     - Mieliśmy wyjazdy z Sergiuszem Łukaszukiem i Mikołajem Turkowiczem oraz jego uczniami w teren, w poszukiwaniu zanikających już elementów folkloru ziemi bielskiej. Robiliśmy zapisy i nagrania przekazów, piosenek, muzyki. Mikołaj Turkowicz prowadził wtedy zespoły pieśni i tańca w szkole rolniczej, a także medycznej w Bielsku Podlaskim. Były to „Jutrzenka” i „Kukułki”, których był założycielem. Potrzebował autentycznych materiałów folklorystycznych do pracy z zespołami, takiego materiału potrzebował też do swojego zespołu Sergiusz Łukaszuk.

Reklama

     W tym okresie przyjeżdżały też do BDK-u znane jak na owe czasy gwiazdy sceny krajowej: Irena Santor; Zespół Bajm i wiele innych.

     Wydarzeniem, które zrobiło na mnie największe wrażenie, było jednak kręcenie w Bielsku filmu „Znachor”. Sztab całego przedsięwzięcia znajdował się przez miesiąc w BDK. Tutaj była montażownia, tutaj odbywały się najważniejsze narady i spotkania. Miałem możność obcowania przez trzydzieści dni z ówczesną elitą świata filmowego.

      Natomiast wydarzeniem cyklicznym realizowanym przez BDK, przy którym nabyłem kolejnych szlifów konferansjerskich, było organizowanie Turniejów Międzyzakładowych z Wiedzy i Sprawności. Na przestrzeni pięciu lat było pięć takich turniejów.  W każdej edycji brało udział od czterech do sześciu zespołów, po dwudziestu reprezentantów. Turnieje cieszyły się ogromnym powodzeniem. Nie przyznanie punktu często kończyło się wyklaskaniem, co też nadawało ciekawego kolorytu imprezie.

Reklama

      Konferansjerkę z najwyższej półki prowadziłem natomiast podczas Dni Bielska Podlaskiego razem z dziennikarzem Radia Białystok Wojciechem Grześkowiakiem. Ciekawym jest to, że poleciła mnie jemu jedna z kucharek z bielskiej szkoły. Otóż, będąc w Bielsku, zapytał ją czy zna kogoś w mieście, kto mógłby poprowadzić z nim obchody święta miasta. Ona, bez wahania odpowiedziała, że zna taką osobę, a jest nią Andrzej Dłużewski. W połowie konferansjerkę prowadził on, a w połowie ja. Jak widać, czasem na losy ludzkie wpływa zupełny przypadek.

     W kolejnym roku prowadziłem Dni Bielska z innym dziennikarzem: redaktorem Wojciechem Kujałowiczem. Później dyrektor Sergiusz Łukaszuk stwierdził, że Radio Białystok jest za drogie i kilka edycji Dni Bielska prowadziłem sam.

Reklama

      Odrębną sprawą, dość istotną, było uczęszczanie przeze mnie na Studium Oświaty i Kultury dla Dorosłych przy Wojewódzkim Ośrodku Animacji i Kultury w Białymstoku. Szkołę ukończyłem po dwóch latach. Bardzo miło wspominam ten okres. Szczególnie gorąco wspominam Kazimierza Derkowskiego, ówczesnego szefa WOAK-u i wykładowcę, człowieka o bardzo wysokiej kulturze, wiedzy i erudycji.

     - Ostatecznie, po siedmiu latach pracy w BDK-u związał się pan z Osiedlowym Domem Kultury (ODK) Spółdzielni Mieszkaniowej w Bielsku Podlaskim, gdzie pracuje pan do dzisiaj. Co o tym zadecydowało?

Reklama

     - W 1985 r. Józef Rezler, prezes Spółdzielni Mieszkaniowej, zaproponował mi pracę w tworzonym ODK-u, na stanowisku kierownika. Muszę przyznać, że przeżywałem rozterki czy sobie poradzę. Poza tym zżyłem się z kolegami i koleżankami z BDK. Trudno było się mi rozstawać. Postanowiłem jednak zaryzykować, niebagatelną rzeczą była też płaca, prawie dwukrotnie wyższa. Mogłem też w większej mierze realizować swoje autorskie programy. Potraktowałem to jako nowe wyzwanie.

     - Która pańska impreza w ODK-u była sztandarową?

Reklama

     - Cykliczne Turnieje Familijne, w których startowało pięć do ośmiu rodzin. Z przerwami było ich 10 edycji na przestrzeni kilkunastu lat. Królowały tu quizy, umiejętności sprawnościowe rodzin, śpiewacze, taneczne, kulinarne. Jedna z edycji była realizowana wspólnie: jeden dzień w ODK, a finał w BDK, gdzie ze względu na większą salę, był zorganizowany na wybiegu pokaz sukien ślubnych.

       - A obecnie co jest wizytówką ODK ?

       - Są kółka zainteresowań: Koło plastyczne; Koło modelarskie; działa Klub seniora; są zajęcia muzyczne i jest prowadzony w ramach ODK zespół śpiewaczy „Dziewczęce Nutki”; działa Klub amazonek; tu spotyka się też Stowarzyszenie Uniwersytet Trzeciego Wieku; odbywają się spotkania autorskie z poetami, a także są zajęcia taneczne. Co roku odbywają się szeroko zakrojone akcje dla dzieci i młodzieży: „Lato w mieście” i „Zima w mieście”.

Reklama

       - Jaka jest recepta na dobre kierowanie Osiedlowym Domem Kultury?

       - Trzeba lubić i kochać ludzi, i słuchać tych, których się szanuje oraz iść za ich głosem, a wtedy wszystko się ułoży.

       - A przepis na dobrego konferansjera?

       - Nigdy nie bałem się dużych zbiorowisk ludzi, tłumów. Trzeba też umieć nad nimi zapanować słowem, rozbawić, a czasem przywołać perswazją do porządku jakieś niesforne jednostki. Muszę być w tym wszystkim naturalny, przekonujący.

       - Dziękuję za rozmowę

Reklama

 Andrzej Salnikow, Fot. AS

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.


Reklama

Wideo kurierpodlaski.pl




Reklama