Reklama

Złote gody w Nurcu Stacji

01/05/2011 14:35
W sobotnie popołudnie, 30 kwietnia, w nurzeckiej szkole miało miejsce niecodzienne spotkanie ludzi z niecodziennym osiągnięciem na swoim koncie. Na zaproszenie miejscowego urzędu gminy na uroczystości wręczenia „Medali za długoletnie pożycie małżeńskie” pojawiły się pary z 50-letnim stażem małżeńskim z terenu gminy Nurzec Stacja. W imieniu prezydenta RP odznaczenia jubilatom wręczył wójt Piotr Jaszczuk.

          - 50 lat temu stanęliście na ślubnym kobiercu i wypowiedzieliście swoje „tak, ślubuję”. I choć drogi, którymi podążaliscie nieraz były trudne i kręte, to wytrwaliście ze swoimi przysięgami do dziś. 50 lat temu, kiedy zakładaliście swoje rodziny, budowaliście swoje domy, czasy nie były łatwe, ale dzięki wam i waszej pracy gmina prężnie się rozwijała. Za to należą się wam, drodzy jubilaci, szczególne słowa wdzięczności – mówił wójt Jaszczuk.
          Jubileuszowe odznaczenie przyznano 23 parom. Wspólne 50 lat świętowali: Nina i Anatoliusz Betlejko z Tymianki, Urszula i Zygmunt Błoccy z Nurca Stacji, Janina i Tadeusz Bloch z Nurca Stacji, Stefania i Feliks Chojnaccy z Nurca Stacji, Krystyna i Bolesław Chmielewscy z Klukowicz, Nina i Mikołaj Drabiuk z Żerczyc, Luba i Aleksander Galimscy z Nurca Stacji, Nina i Józef Grzyb z Zalesia, Maria i Franciszek Jadczukowie z Nurca Stacji, Anna i Mikołaj Janoszuk z Tymianki, Walentyna i Jan Janoszuk z Tymianki, Wiera i Mikołaj Jakimczuk ze Stołbc, Maria i Kazimierz Jaroszuk z Zalesia, Janina i Józef Kondej z Augustynki, Genowefa i Bolesław Korzenieccy z Nurca Stacji, Nina i Włodzimierz Koc z Żerczyc, Wanda i Lucjan Mrozek z Nurca Stacji, Raisa i Leonid Mikołajuk z Siemichocz, Anna i Włodzimierz Omeljaniuk z Klukowicz, Walentyna i Eugeniusz Olesiuk z Tymianki, Aleksandra i Szymon Pleszuk z Zalesia, Zofia i Witold Wasiluk z Werpola oraz Tatiana i Jan Żernaczuk z Sokóla.
          Na uroczystość wręczenia medali przybyło tylko 14 par.
          A jak sami jubilaci widzą minione 50 lat?
          - Być mężem jest całkiem łatwo, ale najważniejsze, że przyjemnie. Mówią, że żona dla mężczyzny to największe nieszczęście, toteż ja wziąłem sobie taką niezbyt dużą żonę, by i nieszczęście było niewielkie – żartuje Franiszek Jadczuk.
          - Teraz, kiedy dzieci już wychowane i dorosłe, jest dobrze i można by spokojnie cieszyć się życiem, gdyby tylko nie choroby. Dochowaliśmy się trójki dzieci i siedmiorga wnucząt – dodaje jego żona, Maria Jadczuk.




          Ewa Magdalena Iwaniak, tygodnik Głos Siemiatycz, fot. emi
        
Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.


Reklama

Wideo kurierpodlaski.pl




Reklama