W sobotnie popołudnie, 30 kwietnia, w nurzeckiej szkole miało miejsce niecodzienne spotkanie ludzi z niecodziennym osiągnięciem na swoim koncie. Na zaproszenie miejscowego urzędu gminy na uroczystości wręczenia „Medali za długoletnie pożycie małżeńskie” pojawiły się pary z 50-letnim stażem małżeńskim z terenu gminy Nurzec Stacja. W imieniu prezydenta RP odznaczenia jubilatom wręczył wójt Piotr Jaszczuk.
- 50 lat temu stanęliście na ślubnym kobiercu i wypowiedzieliście swoje „tak, ślubuję”. I choć drogi, którymi podążaliscie nieraz były trudne i kręte, to wytrwaliście ze swoimi przysięgami do dziś. 50 lat temu, kiedy zakładaliście swoje rodziny, budowaliście swoje domy, czasy nie były łatwe, ale dzięki wam i waszej pracy gmina prężnie się rozwijała. Za to należą się wam, drodzy jubilaci, szczególne słowa wdzięczności – mówił wójt Jaszczuk. Jubileuszowe odznaczenie przyznano 23 parom. Wspólne 50 lat świętowali: Nina i Anatoliusz Betlejko z Tymianki, Urszula i Zygmunt Błoccy z Nurca Stacji, Janina i Tadeusz Bloch z Nurca Stacji, Stefania i Feliks Chojnaccy z Nurca Stacji, Krystyna i Bolesław Chmielewscy z Klukowicz, Nina i Mikołaj Drabiuk z Żerczyc, Luba i Aleksander Galimscy z Nurca Stacji, Nina i Józef Grzyb z Zalesia, Maria i Franciszek Jadczukowie z Nurca Stacji, Anna i Mikołaj Janoszuk z Tymianki, Walentyna i Jan Janoszuk z Tymianki, Wiera i Mikołaj Jakimczuk ze Stołbc, Maria i Kazimierz Jaroszuk z Zalesia, Janina i Józef Kondej z Augustynki, Genowefa i Bolesław Korzenieccy z Nurca Stacji, Nina i Włodzimierz Koc z Żerczyc, Wanda i Lucjan Mrozek z Nurca Stacji, Raisa i Leonid Mikołajuk z Siemichocz, Anna i Włodzimierz Omeljaniuk z Klukowicz, Walentyna i Eugeniusz Olesiuk z Tymianki, Aleksandra i Szymon Pleszuk z Zalesia, Zofia i Witold Wasiluk z Werpola oraz Tatiana i Jan Żernaczuk z Sokóla. Na uroczystość wręczenia medali przybyło tylko 14 par. A jak sami jubilaci widzą minione 50 lat? - Być mężem jest całkiem łatwo, ale najważniejsze, że przyjemnie. Mówią, że żona dla mężczyzny to największe nieszczęście, toteż ja wziąłem sobie taką niezbyt dużą żonę, by i nieszczęście było niewielkie – żartuje Franiszek Jadczuk. - Teraz, kiedy dzieci już wychowane i dorosłe, jest dobrze i można by spokojnie cieszyć się życiem, gdyby tylko nie choroby. Dochowaliśmy się trójki dzieci i siedmiorga wnucząt – dodaje jego żona, Maria Jadczuk. Ewa Magdalena Iwaniak, tygodnik Głos Siemiatycz, fot. emi
Komentarze