Reklama

Zawsze mam w sercu Siemiatycze

06/05/2014 22:49

Dokładnie 11 lat temu przypadkowo spotkałem na Placu Jana Pawła II w Siemiatyczach starszego, szczupłego mężczyznę, który przyglądał się pozostałym, nielicznym, starym kamienicom. Patrzył na budynki jakby chciał odnaleźć widok, który wiele lat temu pozostał w jego pamięci. Wówczas to poznałem Sidneya Zoltaka, a tak naprawdę Sidneya Żółtaka, który w 1931 roku urodził się w Siemiatyczach.

Sidney jest Żydem. Jego rodzice na siemiatyckim Placu Piłsudskiego (dziś pl. Jana Pawła II) prowadzili sklep odzieżowy i zajmowali się krawiectwem. Podczas II Wojny Światowej jako mały chłopiec wspólnie ze swoją rodziną znalazł się w siemiatyckim getcie, z którego udało mu się cudem uciec. Podczas konwersacji w 2003 roku mówił: „Ojca spotkałem dzień później po ucieczce z getta, matkę tydzień później. Babcia też uciekła, a dziadek został zabity. Po ucieczce było bardzo trudno. W związku z tym, że mama pochodziła z Grodziska, to udaliśmy się w tamtą stronę. Wiele osób odmawiało pomocy, tylko nieliczni nam pomagali. Żyliśmy w lasach, ukrywaliśmy się w różnych miejscach i warunkach. Dla mnie, małego chłopca było to coś strasznego. Koszmar, który pamiętam do dzisiaj. Jedna z rodzin spod Grodziska nam pomogła i przechowała nas przez 13 miesięcy. Po wojnie udało się nam poprzez kilka przebytych krajów wyjechać do Kanady”.

Reklama

Spisane wspomnienia

Sidney Zoltak jak tylko jest w Polsce odwiedza rodzinne miasto. Zawsze jak stoi przed kamienicą w oczach ma łzy i wspomina. W ubiegłym roku Sidney wydał w Kanadzie książkę pod tytułem „My Silent Pledge - A Journey of Struggle, Survival and Remembrance” („Moje ciche przemyślenia – podróż do walki, przetrwania i pamięci”). Jest to książka wspomnieniowa opisująca niełatwe życie Sidneya Zoltaka i jego rodziny. Trzy rozdziały poświęcone są życiu w Siemiatyczach.

Pod koniec kwietnia Sidney Zoltak ponownie przyjechał do Siemiatycz wraz ze swoim synem oraz ekipą kanadyjskiej telewizji. Przyjechał, by na żywo przekazać i pokazać telewizji to, co zawarł w swojej książce. W Siemiatyczach odwiedził żydowski cmentarz, gdzie spotkał się z uczniami siemiatyckiego LO, by opowiedzieć o niełatwej historii sprzed lat. Na Placu Jana Pawła II zerknął na swoją dawną rodzinną kamienicę, a później pojechał w okolice Grodziska, by pokazać, gdzie polska rodzina uratowała go przed hitlerowcami. Tego jak powiedział nigdy nie zapomni i za to jest wdzięczny podlaskiej familii. Odwiedził też obóz w Treblince, gdzie uśmiercono tysiące siemiatyckich Żydów. Kilka dni później brał udział wraz z młodzieżą w „Marszu Żywych”, który co roku odbywa się na terenie obozu koncentracyjnego w Oświęcimiu.

Reklama

Właśnie podczas ostatniej wizyty Sidney Zoltak przekazał nam egzemplarz swojej książki, w której jak rzekł zawarł samą prawdę.

Będąc na siemiatyckim, żydowskim cmentarzu powiedział takie oto słowa: „Dziękuję z całego serca dla władz miasta za taki porządek na cmentarzu. Dziękuję jako Żyd, który będąc w Kanadzie w swoim sercu na bardzo ważnym miejscu ma zawsze Siemiatycze”.

Marek Malinowski, Kurier Podlaski – Głos Siemiatycz, fot MM

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.


Reklama

Wideo kurierpodlaski.pl




Reklama