Reklama

Za daleki sanepid

30/01/2008 16:36
Pracownicza książeczka zdrowia z wpisanymi wynikami badania sanitarno epidemiologicznego obowiązuje wiele grup zawodowych. Choć w Siemiatyczach istnieje powiatowa stacja sanepidu, to jednak wyrobienie sobie tego dokumentu wcale nie jest proste, a siemiatycki sanepid nie bierze w tym udziału.
          Powszechnie znane badanie laboratoryjne na nosicielstwo wykonują wyłącznie stacje sanitarno - epidemiologiczne, dlatego też nie potrzeba skierowania od lekarza. Wszelkie szczegóły w sprawie badań do celów sanitarno - epidemiologicznych określa rozporządzenie ministra zdrowia z 2 lutego 2006 roku. Badanie laboratoryjne obejmuje trzykrotne badanie kału, które wykluczyć ma obecność pałeczek z rodzaju Salmonella i Shigella.
          Kto musi?
          Pracowniczą książeczkę zdrowia, wraz z wpisanymi w nią wynikami badania na nosicielstwo, muszą mieć między innymi zatrudnieni w: zakładach zbiorowego żywienia (stołówki i wszelkie obiekty gastronomii), zakładach obrotu niepakowaną żywnością lub produkujących żywność (sklepy spożywcze, zakłady mięsne), zakładach mleczarskich, opieki zdrowotnej itp. Obowiązek wykonania takich badań mają także wszyscy ci, którzy wykonując swoją pracę pozostają w ciągłym kontakcie z ludźmi i stwarzają zagrożenie przeniesienia choroby drogą powietrzno - kropelkową. Będą to więc m.in.: nauczyciele, lekarze, pielęgniarki, pracownicy instytucji kultury, zakładów karnych i policyjnych izb dziecka, pracownicy zakładów fryzjerskich, gabinetów kosmetycznych, pracownicy instytucji i urzędów prowadzących bezpośrednią obsługę interesantów, pracownicy transportu publicznego, np. kierowcy autobusów itp. Nie sposób wymienić wszystkich zawodów, przy wykonywaniu których niezbędne jest to badanie. Warto wspomnieć, że badanie laboratoryjne wykonuje się raz w życiu, z wyjątkiem ponownego przebycia zakażenia czynnikiem chorobotwórczym i jest ono bezterminowe.
          Osobiście lub z pośrednikiem
          Na naszym terenie jest mnóstwo zakładów, które wymagają od pracowników takiegoż badania. Jest też powiatowa stacja sanitarno epidemiologiczna, więc wydawałoby się, że takie badanie to tylko mała formalność. Niestety jednak okazuje się, że jest zupełnie inaczej. Badanie laboratoryjne najbliżej Siemiatycz wykonują dwie stacje, w Siedlcach i w Białymstoku. Zatem pacjent ma dwie możliwości do wyboru: albo dostarczy materiał bezpośrednio do stacji, w której jest laboratorium, albo skorzysta z pośrednictwa najbliższej mu stacji sanepidu. W przypadku Siedlec pośredniczy PSSE w Łosicach. Jeśli badanie ma być wykonane w Białymstoku, to pośrednikiem wbrew pozorom nie będzie siemiatycka stacja sanepidu. Próbki do badania możemy zostawić w Powiatowej Stacji Sanitarno Epidemiologicznej w Bielsku Podlaskim. Tam należy uiścić opłatę: 66 zł za samo badanie i 34 zł za transport.
          Jeśli już pracujesz...
          Siemiatycze od Bielska Podlaskiego dzieli pewna odległość i niestety stanowi ona problem dla chcących się przebadać, zwłaszcza dla tych, którzy już pracują. Próbki do badań powinny pochodzić z trzech, kolejno następujących po sobie dni i należy je zostawić w bielskim sanepidzie do godziny 10.00. Pierwszego dnia należy pojawić się osobiście, bowiem trzeba wypełnić określone dokumenty. Próbki z kolejnych dni nie muszą już być dostarczane przez badającego się, ale jest to sprawa na tyle osobista, że raczej niewielu zdaje się na pomoc osób trzecich. Jeśli pracuje się od 8.00 do 15.00, a do tego jest się uzależnionym od środków masowej komunikacji, to takie, z pozoru nienastręczające trudności badanie, zaczyna być kłopotliwe. Nie ma innego wyjścia, jak tylko mieć trzy dni wolnego, by doprowadzić do końca takie badanie, a to niestety nie we wszystkich zakładach pracy jest możliwe.
          Siemiatycze za daleko
          Wszystko byłoby mniej skomplikowane, gdyby próbki do badania można było zostawić w naszej „rodzimej” stacji sanepidu w Siemiatyczach. Niestety, nie ma takiej możliwości. Sprawdzamy więc dlaczego. Może są jakieś odgórne dyrektywy, które jednym stacjom umożliwiają pośredniczenie w takim badaniu, a innym nie. Rzecznik prasowy Wojewódzkiej Stacji Sanitarno Epidemiologicznej w Białymstoku, Andrzej Jarosz, poinformował nas, że zależy to wyłącznie od danej stacji powiatowej i przyjętych przez nią rozwiązań organizacyjnych. Podobne pytanie kierujemy zatem do siemiatyckiej stacji sanepidu. Inspektor Jerzy Andrzej Kozłowski tłumaczy:
- Po pierwsze to jest to za daleko. Bielsk ma do Białegostoku 45 kilometrów, my 100. 100 kilometrów w jedną stronę i 100 w drugą, więc praktycznie to cały dzień. Jedzie samochód i jedzie kierowca, a jeśli nie ma samochodu i kierowcy, to tu, na miejscu leżą sprawy terenowe. Poza tym, proszę sobie wyobrazić jak mocno wyeksploatowany byłby ten samochód. Inna sprawa – jeżeli już się czegoś podejmujemy, to trzeba być słownym w tym, co się robi. Dlatego nie mogłoby tu być mowy: dziś nie przywieziemy, bo mamy salmonellę w terenie. Nie wozimy więc próbek do badania, bo jest to za daleko, samochód byłby wyeksploatowany, a poza tym brak samochodu i kierowcy uniemożliwiłby właściwe funkcjonowanie stacji na miejscu.
          To może trzeba mieć drugi samochód i kierowcę? Wielu pacjentów wolałoby uniknąć jeżdżenia do oddalonego Bielska, nawet gdyby za ten dowóz trzeba było zapłacić. To, co trzeba wydać na dojazd do Bielska Podlaskiego, dodajmy też tam i z powrotem, z pewnością badający się woleliby przeznaczyć na transport z Siemiatycz. I w taki oto sposób po raz kolejny potwierdza się teoria, że wszelki aparat urzędów i instytucji tylko z pozoru istnieje po to, by ułatwiać życie przeciętnemu człowiekowi.

          Ewa Magdalena Iwaniak, Tygodnik Głos Siemiatycz
Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.


Reklama

Wideo kurierpodlaski.pl




Reklama