Reklama

Z redakcyjnej poczty - Pochód i narkotyki

25/06/2011 12:06
Przeczytałem ostatnio w Głosie informację z miejskich obchodów Międzynarodowego Dnia Zapobiegania Narkomanii i postanowiłem podzielić się kilkoma swoimi uwagami na temat tej akcji. Rozumiem, że relacja prasowa musiała być tak infantylna, bo tak infantylna jest ta akcja. Ponieważ jednak autorka artykułu nie zdobyła się na jakiekolwiek uwagi krytyczne, ja czuję się w obowiązku.



          Była to czwarta edycja imprezy w naszym mieście. Już czwarta, ale gdzie szukać jej wymiernych efektów? Czy to coś komuś dało? Czy kogokolwiek ustrzegło? Czy grupka uczniów idąca ulicami miasta ze swoimi hasełkami wpłynie na tego, który już siedzi w tym bagnie? Czy fakt, że taki uczeń przeszedł się w pochodzie będzie wystarczający, by za tydzień, kiedy któryś z dobrych kolegów go poczęstuje, powiedzieć sobie - nie, nie wezmę? Widocznie organizatorzy tak myślą.
          Dlaczego w Siemiatyczach Międzynarodowy Dzień Zapobiegania Narkomanii nie jest organizowany wtedy, kiedy rzeczywiście w całym świecie jest obchodzony – czyli 26 czerwca? Czyżby dlatego, że wówczas są już wakacje i nie ma kogo „zaprosić” (jak pisze autorka tekstu) na takie obchody? Czy gdyby nie fakt, że uczniowie zostali zmuszeni do przyjścia na tę imprezę, znalazłoby się choć kilkanaście osób, które chciałyby tak spontanicznie wziąć w tym udział? Na kilka dni przed końcem roku, kiedy jest ładna pogoda, uczniowie z pewnością wolą „manifestować swój sprzeciw” niż siedzieć w szkołach.
          W amfiteatrze już po godzinie można było dostrzec, jak to młodzież manifestuje swój sprzeciw wobec zażywania środków odurzających, kiedy po godzinie tych „występów artystycznych” widownia zaczęła się wykruszać. Do końca zostali nieliczni uczniowie i panie nauczycielki, które korzystały ze słońca – te już brązowe poprawiały swoją opaleniznę, a te całkiem blade dopiero próbowały jej nabrać (...).
          To, że dzieci potrafią trochę śpiewać, czy że potrafią grać i tańczyć – to ma je ustrzec przed dopalaczami? Rozumiem, że chodziło o to, by pokazać, że nieuzależniona młodzież może w ciekawy sposób spędzać swój wolny czas, wykorzystując tylko swoje talenty i nie potrzebując do tego „dopingu”. Tak, jakby to była reguła.
          Człowiek mający pasje, zainteresowania, z wypełnionym dniem nie znajdzie czasu ani ochoty na narkotyki? Bzdura. Jest wiele takich przypadków, gdzie przeciętne dzieciaki, niczym specjalnym się nie wyróżniające, bez dodatkowych zajęć i pasji, czasem pozostawione same sobie są wolne od narkotyków, a te z bogatym życiem pozaszkolnym, te pozostające w centrum uwagi, z talentami i pasjami, wpadają w pułapkę uzależnień. Na to nie ma reguły. Nie jestem specjalistą, więc nie wiem jak i gdzie szukać sposobu na to, by uchronić młodych przed tą modą na ćpanie, ale wiem też, że problemu nie rozwiąże spędzanie dzieci i młodzieży, by pokazać im jak inne tańczą, śpiewają czy recytują.
          Czy jakieś ulotki, rozdawane na ulicy przez wolontariuszy, komukolwiek pomogły, jeśli za chwilę lądowały w koszu na śmieci? Jeśli taką ulotkę dostał na ulicy właśnie ktoś, kto już potrzebuje pomocy, i przeczytał sobie, że narkotyki działają tak, tak i niszczą to i tamto, to nagle ten ktoś dostanie olśnienia i tyle siły by przestać brać?
          Łatwo jest krytykować, trudniej samemu coś zrobić –wiem. Ale jeśli ma się coś zmienić w naszym mieście, także w tej kwestii, to te działania nie mogą być „prowizorką”.

          Czytelnik
(autor znany redakcji)
        
Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.


Reklama

Wideo kurierpodlaski.pl




Reklama