List otwarty do wszystkich, którzy mogą coś zrobić, by nie zginął młody człowiek
Siemiatycze - małe powiatowe miasteczko na Podlasiu, cztery cmentarze, na których pod pięknymi nagrobkami leżą młodzi ludzie: dzieci najbogatszych, średniozamożnych i biednych mieszkańców - ofiary narkomanii i znieczulicy wszystkich, na których emerytury nie będzie już komu pracować. Gdyby policzyć te młode przerwane życia samobójstwami, morderstwami, wypadkami to z Siemiatycz zginęła jedna duża ulica, a dwie następne to skazańcy i odwykowcy. Łzy zrozpaczonych rodzin z powodzeniem zasilić mogą wysychającą rzeczkę Mahomet. Ta gangrena od lat pustoszy miasto: morderstwa, rozboje, kradzieże, wypadki i samobójstwa, najmłodszy narkoman to siedmiolatek. Kto policzy rodziny wyzbywające się majątków oraz spłacających kredyty za długi narkotykowe swoich dzieci? Ile skatowanych, połamanych, zastraszonych i zgładzonych złotym strzałem dla zastraszenia innych? Aby było praworządnie od czasu do czasu do aresztu trafia drobny ćpun - diler wyeksploatowany i nieprzydatny do biznesu. A potem jeszcze większym strumieniem płyną do miasta narkotyki, a w międzyczasie wyrastają nowe plantacje narkomanów, nie tylko miejskie, ale i wiejskie. W Boże Ciało z procesji zamiejscowa policja zgarnęła kilku biznesmenów narkotykowych (dilerów i bandytów specjalistów od bicia ćpunów). Aktualnie są za kratkami, mają adwokatów i przecieki. Aktualnie całe miasto Siemiatycze w napisach jak za okupacji niemieckiej z wyrokiem śmierci na kolejną ofiarę. Darek Żornaczuk winien czy nie winien, wyrok wydany, wykonanie też będzie dla zastraszenia innych, aby biznes się rozwijał aż do następnej ofiary na krótki czas. Kto ocali Darka? Następną ofiarą mogę być ja lub każdy inny, kto ma wrażliwe sumienie.
Komentarze