W październiku zeszłego roku zwróciła sie do mnie pani dyrektor Siniakowicz (zakład Zapobiegawczo - Leczniczy w Bacikach) z prośbą o wsparcie materialne. Uskarżając się przy tym na ogólny niedostatek w zakładzie. A przede wszystkim na brak pościeli, ręczników, odzieży, obuwia, a także na rażące zużycie materaców, które to niezwłocznie powinny być wymienione.
Zapewniłem wtedy panią dyrektor, że spełnię jej prośbę i wzorem lat minionych, za pomocą ogłoszenia prasowego, zorganizuję akcję zbiórkową, ale pod warunkiem, że to, co zbiorę, pani dyrektor odbierze własnym transportem, gdyż ja takowego nie posiadam. A tak to było czynione w przeszłości. Na to pani dyrektor, wskazując ręka na busa, którym przyjechała, dodała: - a do tego jeszcze mamy przyczepę. Jak tylko uda się coś zebrać, to telefon i zaraz przyjeżdżamy. Z odbiorem nie będzie problemu. (...) Na początku kwietnia br. w lokalnej prasie zamieściłem ogłoszenie, za pomocą którego udało się zebrać 22 materace, lodówkę z dwukomorową zamrażarką, magiel elektryczny (rzecz niezbędna w takiej placówce), a także 56 kartonów z zawartością pościeli, obuwia, ręczników, zabawek i odzieży w stanie nie budzącym zastrzeżeń. A w tym i wiele rzeczy nowych. A więc wszystko, z czym pani dyrektor miała problemy. Odzież i obuwie adekwatne dla grupy wiekowej (7-16 lat), zarówno dla dziewczynek jak i chłopców i na każdą porę roku. Ale niestety, mimo już paru telefonów i listu z prośbą o odbiór, nadal wszystko to, co zostało od ofiarodawców zebrane od końca kwietnia tego roku zalega w moim garażu. A co najgorsze, to obecnie pani dyrektor nie widzi nawet potrzeby bycia ze mną w kontakcie, nie mówiąc już o podaniu chociażby przybliżonego terminu odbioru. Lekceważąca postawa pani dyrektor i brak odpowiedzialności za słowa i czyny są również przejawem braku dobrej woli. (...) Czuję się zawiedziony i jestem tym przykrym faktem bardzo poruszony. Tym bardziej, że moja współpraca z obecnym Zakład Zapobiegawczo - Leczniczy, a byłym Prewentorium Przeciwgruźliczym – (dyrektor Mrowiński) i przy tymże prewentorium szkoła – (pani dyrektor Klem), późniejszy dyrektor prewentorium - pan Bąk, w międzyczasie Polskie Towarzystwo Walki z Kalectwem pod prezesurą pani Pugacewicz i szkołą podstawową specjalną (pani dyrektor Obrycka), następnie Dom Opieki Społecznej (dyrektor Bąk), trwa nieprzerwanie od 1996 roku. Była to i jest po dzień dzisiejszy moja odpowiedź na apel o pomoc, z jakim w 1996 roku byłe kierownictwo prewentorium za pośrednictwem Radia Białystok zwróciło się do społeczeństwa. To była bardzo owocna współpraca z tymi ludźmi. Nigdy z niczym nie było żadnego problemu. Organizowanie takich akcji czyniło radość. Z wielką przyjemnością wspominam ten czas. Wystarczył jeden telefon i pan dyrektor Mrowiński, a także pan dyrektor Bak osobiście kilkakrotnie przyjeżdżali i odbierali zebrane dary. A było tego bardzo dużo. Były podziękowania dla ofiarodawców. Ale niestety czegoś tak pozytywnego nie mogę powiedzieć o obecnej pani dyrektor. (...) Droga Redakcjo, wykorzystałem już wszystkie swoje możliwości i mimo doznanego zawodu nadal jestem dobrej myśli i mam nadzieję, ze publikacja tego listu na łamach Głosu Siemiatycz okaże się skuteczną interwencją i przyczyni sie do rozwiązania tego problemu. Z pełnią należnego szacunku i serdecznymi pozdrowieniami (nazwisko i adres znane redakcji)
Odpowiedź na list Kłopotliwe wspieranie potrzebujących - zdaniem ZOL Nawiązując do artykułu: „Kłopotliwe wspieranie potrzebujących” zawartego w nr. 31/735 Głosu Siemiatycz, uprzejmie informuję, iż zawarte w nim fakty zostały przedstawione bardzo wybiórczo i ogólnikowo. Zabrakło w nim najistotniejszej informacji, a mianowicie tego, że garaż w którym zgromadzone są dary znajduje się w Niemczech, w miejscowości Kassel niedaleko Hannoweru. Jest to około 2.200 km w obie strony. Odpowiadając na zawartą w poprzednim numerze wzmiankę przypominam, że to właśnie ja jestem odpowiedzialna za prawidłowe funkcjonowanie ZOL w Bacikach Średnich, i niestety, nie mogę sobie pozwolić na rozrzutność, urządzając kilkudniową wycieczkę do Niemiec. Przy obecnych kosztach paliwa, wynagrodzeniu i delegacji dla kierowców wysłanie dwóch osób na 2-3 dni w taką podróż powoduje, że koszt podróży przekroczy wartość zebranych darów. W tekście nie znalazłam również informacji o tym, że dwukrotnie zorganizowałam odbiór zebranych rzeczy: raz tirem a raz autobusem, który kursuje co tydzień do Brukseli i odebrałby zebrane dary. W rozmowach telefonicznych ofiarodawca odmówił, stwierdzając, że ani tir, ani autobus nie może wjechać do miasta (sic!). Dodam, że miasto jest trochę mniejsze niż Białystok i ta sytuacja wydaje się być dość zagadkowa. Dziwi mnie brak wyobraźni osoby organizującej zbiórkę, czy też autora listu, próbujących zapakować 22 materace, lodówkę i 56 kartonów do dziewięcioosobowego volkswagena transportera! Wyrażanie fałszywej opinii o mojej lekceważącej postawie oraz braku dobrej woli uważam za krzywdzące i nieuzasadnione, bo „owoce” Pana współpracy trwającej nieprzerwanie od 1996 r. do dziś zalegają w magazynach, gdyż od razu były uszkodzone lub bezużyteczne. Organizowanie takich akcji „pod publiczkę” mija się z celem i dopłacanie do nich przez Zakład uważam ze względów ekonomicznych za bezzasadne. Jednocześnie pragnę podziękować za współpracę, ofiarność i hojność wszystkim ludziom dobrej woli, firmom, instytucjom, których jest tak wiele, ze nie sposób każdą z osobna wymienić. Dzięki Państwu życie tych małych dzieci stało się trochę lepsze. O efekcie najlepiej świadczy reakcja dzieci. Ich uśmiechy, to najwyższa zapłata za Państwa dobroć.
Z wyrazami szacunku - Dyrektor SPZOL dla Dzieci i Młodzieży, Katarzyna Siniakowicz
Komentarze