Reklama

Z karnawałem i kolędą

Małą tradycją powoli staje się organizowane przez Gminny Ośrodek Upowszechniania Kultury w Nurcu-Stacji, zazwyczaj w drugiej połowie stycznia, popołudnie z kolędą oraz muzyką karnawałową. W niedzielę, 27 stycznia, po raz kolejny do nurzeckiej szkoły zaproszeni zostali przeróżni wykonawcy, by swoim śpiewem i grą zająć niedzielne popołudnie tym, którzy zdecydowali się wziąć udział w wydarzeniu.

     W tym roku zaprezentowali się następujący wykonawcy: zespół seniorów (jeszcze bez nazwy) działający przy Siemiatyckim Ośrodku Kultury, a rekrutujący się z Uniwersytetu Trzeciego Wieku, młodzieżowa grupa z Miejskiego Ośrodka Kultury, Sportu i Rekreacji w Kleszczelach, nurzeckie zespoły „Tęcza” i „Niezabudki”, białowieski „Ruczajok” oraz dziecięco-młodzieżowy zespół folklorystyczny „Hiłoczka” z Czeremchy.

       Wydarzenie odbywa się od dobrych kilku, a może już i kilkunastu lat, organizowane jest wciąż przez tych samych ludzi, często z udziałem powtarzających się wykonawców – czy można więc powiedzieć o nim coś nowego? Tym razem można. Każdy wykonawca miał w swoim repertuarze kilka kolęd lub pastorałek oraz kilka utworów, których nie nazwałabym karnawałowymi, raczej ludowymi, biesiadnymi. O dziwo – żaden z utworów się nie powtórzył, co w przeszłości zdarzało się niejednokrotnie. Pozytywnym aspektem może być więc różnorodność repertuaru. Proporcje mocno przechylone w stronę utworów białoruskich czy nawet ukraińskich. Polskich kawałków jak na lekarstwo. Czy to plus czy minus, kwestia sporna. Większości śpiewających towarzyszył akompaniament jakiegoś instrumentu, na ogół akordeonu. Być może dlatego w warstwie muzycznej było lepiej niż zawsze – czyściej, równiej. Tylko kleszczelowska młodzież w drugiej części swojego występu śpiewała przy gotowych podkładach, które w moim odczuciu obniżyły jego jakość i zagłuszyły kilka naprawdę mocnych i czystych głosów. Błędu tego nie popełniła „Hiłoczka” z Czeremchy, która śpiewała a capella. Ludowe melodie, nawet jeśli czasem obce, to wykonane bezbłędnie, często typowym białym śpiewem, z podziałem na głosy, z równymi wejściami, w tych samych tonacjach, bez konieczności intonowania, z pozbawionymi dysonansów zakończeniami. Brzmieniowo czysta przyjemność.

Reklama

       I na koniec stare spostrzeżenie – widownię zdecydowanie bardziej porywały ludowe, biesiadne i rytmiczne melodie, niż kolędy i pastorałki. Gdyby na sali było miejsce, momentami żywiołowo reagująca i wspólnie śpiewająca publiczność prawdopodobnie poszłaby w tany. Wykonawcy oraz zaproszeni goście kolędowo-karnawałowe popołudnie zakończyli poczęstunkiem w szkolnej stołówce, gdzie zabawę „rozkręcili” dwaj harmoniści (z białowieskiej grupy „Ruczajok” oraz towarzyszący „Niezabudkom” Andrzej Łuniewski) i Bogdan Sobecki (z braku laku grający na stołowych łyżkach).

      Ewa Magdalena Iwaniak, fot. emi

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.


Reklama

Wideo kurierpodlaski.pl




Reklama