Reklama

Z tamtej strony Buga... - Muzykant Zdzisław Radzikowski - (Video)

03/09/2008 16:36

Mieszkał z jednej strony Bugu, w Grannem. Zakochał się w Joannie z Wieski – dziewczyna mieszkała po drugiej stronie rzeki. Ale dość szerokie w tym miejscu koryto Bugu nie było przeszkodą – kawaler pływał do panny drewnianą łódką. A ponieważ już w tym czasie grywał na skrzypcach, dziewczyna nie oparła się urokowi młodego grajka. Dziś są małżeństwem, mieszkają we wsi Wieska, w powiecie sokołowskim, a on jest jednym z najlepszych skrzypków ludowych w Polsce.

          Mowa o Zdzisławie Radzikowskim, którego gry na skrzypcach mogliśmy niedawno posłuchać na żywo pod naszą redakcją, w ramach „Muzyki na ulicy”. Występował wówczas z kapelą „Sterdyniaki”. Dziś bliżej prezentujemy postać skrzypka z Wieski.
          Muzyka od pokoleń
          Pan Zdzisław pochodzi z rodziny, w której amatorskie muzykowanie przechodziło z pokolenia na pokolenie. Na skrzypcach grał pradziadek z Putkowic, dziadek z Pełchu, a także ojciec Czesław. Muzykantami byli również jego stryjowie – Michał i Jan (jeden grał na skrzypcach, drugi na harmonii trzyrzędowej). Na harmonii gra również brat Zdzisława, Edward. Nic więc dziwnego, że i mały Zdzisio połknął muzycznego bakcyla.
          - Kiedy miałem 9 lat, ojciec zaczął mnie uczyć trochę grania. On znał nuty, a ja jestem słuchowcem, nigdy z nut nie grałem. Szybko jednak pojmowałem to, czego uczył mnie ojciec i w niedługim czasie grałem lepiej od niego. Pierwszy raz grałem na zabawie w Krzemieniu, jak miałem 11 lat. Potem, na drugi dzień, grałem na zabawie w Dzierzbach.
          Kapele, instrumenty
          Od tego czasu coraz częściej nastolatek grywał na wielu imprezach, wiejskich weselach, zabawach, z różnymi zespołami. Później zakładał własne. Pierwszy był dwuosobowy, skrzypcom towarzyszyła harmonia trzyrzędowa. Potem kolejno dochodził bębenek, saksofon, jeszcze jedna harmonia.
          - Graliśmy w różnych miejscach, na różnych imprezach. W latach 70, kiedy popularne były banki miast, grywałem z kapelą „Sidory” m.in.: w Białymstoku, w Warszawie, w Kolnie, w Siemiatyczach. Byliśmy nawet u górali.
          Pierwsze skrzypce, na których grał jeszcze jako dziecko, dostał od swojego ojca.
          - Były to skrzypce własnej roboty, z takiej dechy. Struny zrobione były z drutów telefonicznych. Później miałem już prawdziwe, polskie skrzypce. Jeszcze później grałem na skrzypcach, które kupiłem od pana Bolesty z Kamiank. Dziś już na nich nie gram, ale wciąż je mam. One pewnie mają ze sto lat. Teraz mam skrzypce rumuńskie, kupione w Anglii.
          Nie tylko wesela
          Wśród wiejskich imprez, podczas których grywał, miło wspomina tzw. „tłoki”. Było to uroczyste nieco zakończenie pracy przy wykopkach.
          - Robotnicy przy zbiorze ziemniaków pracowali za darmo, ale na koniec trzeba było zrobić wszystkim zabawę. Grywałem z ojcem jeszcze wtedy. Tańczyli całą noc. Jedli blin, pieczoną kiszkę. Pili piwo jałowcowe, czasem też była gorzałka, żeby się lepiej tańczyło...
          Maciejowice, Mińsk, Kazimierz
          Po 5 latach przerwy w muzykowaniu, kiedy trzeba było zająć się budowaniem domu, okazało się, że bez grania i muzyki trudno jest żyć. Dlatego za namową Wandy Księżopolskiej, etnografa z Muzeum Regionalnego w Siedlcach, pan Radzikowski wrócił do swoich ukochanych skrzypiec. Także z inicjatywy Księżopolskiej, skrzypek coraz chętniej i częściej pojawiał się na rozmaitych przeglądach, festiwalach, konkursach. Prawie zawsze znajdował się w czołówce nagradzanych muzykantów.
          - Można powiedzieć, że właściwie od kilku lat nie schodzę z podium, zawsze jest pierwsza, druga lub trzecia nagroda. Czasami zdarzało się wyróżnienie.
          Za swoje największe dotychczasowe osiągnięcie skrzypek uważa zdobycie w 2005 r. głównej nagrody „Złotych basów” i pierwszego miejsca w ogólnopolskim Konkursie Kapel i Śpiewaków Ludowych Regionów Nadwiślańskich „Powiślaki” w Maciejowicach, w kategorii soliści instrumentaliści. Jak podkreśla nasz rozmówca, wcale nie było to takie proste, ale po wielu latach ciężkiej pracy udało się. Tym bardziej więc nagroda ta jest wartościowa.
          Co roku pan Radzikowski święci swój mniejszy lub większy triumf także na Mazowieckim Festiwalu Kapel i Śpiewaków Ludowych w Mińsku Mazowieckim. Pierwsze miejsce na tym festiwalu zdobywał kolejno w 2002, 2005, 2006, 2007 r. W 2003, 2004, 2008 zajął niemniej zaszczytne drugie miejsce. Po przesłuchaniach dwukrotnie bywał kwalifikowany do najważniejszego ogólnopolskiego festiwalu kapel i śpiewaków ludowych w Kazimierzu Dolnym. W 2003 r. zdobył tam drugie miejsce, w 2006 pierwsze. Panu Zdzisławowi brakuje już tylko do kolekcji zdobytych nagród „Baszty” – głównej nagrody na festiwalu kazimierzowskim. Wystarczy posłuchać jego gry, finezyjnej, pełnej ozdobników i wariacji, by spodziewać się, że nagroda ta jest tylko kwestią czasu.
          Repertuar na życzenie
          Repertuar skrzypka z Wieski jest bogaty, a cenny tym bardziej, że zawiera podlaskie polki, dziś już niewielu osobom znane, stare oberki. Nie brakuje też w muzyce pana Radzikowskiego popularnych melodii, tzw. biesiadnych. Każdy, komu bliski jest dźwięk skrzypiec, jeśli tylko chce, może stworzyć sobie okazję do ich posłuchania na żywo, właśnie w wykonaniu pana Radzikowskiego. Państwo Radzikowscy bowiem, wspólnie z synem, prowadzą gospodarstwo agroturystyczne, które położone jest nad samym brzegiem Bugu. Uroku tego miejsca, zwłaszcza o tej porze roku, nie da się opisać i trzeba to zobaczyć na własne oczy. Podczas pobytu w tym miejscu z pewnością nie zabraknie muzyki. Właściciele organizują swoim gościom ogniska, grillowanie, pływanie po Bugu i przejażdżki bryczką, właśnie przy dźwiękach skrzypiec i nie tylko.
          Ocalić od zapomnienia
          Na naszym terenie ludowe kapele ostatnio przeżywają jakby swój renesans. O ile jednak jest wielu harmonistów czy akordeonistów, o tyle trudno spotkać dobrych skrzypków. Pan Radzikowski wspomina, że przed laty było ich kilku.
          - Były Suchodoły, był Żero, był Ziuniek z Wierzchucy. Wszyscy poumierali.
          W kontekście powyższych słów tym bardziej potrzebnym wydaje się być pisanie artykułów o ludziach takich jak Zdzisław Radzikowski.
         




          Ewa Magdalena Iwaniak, Tygodnik Głos Siemiatycz, fot. EMI

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.


Reklama

Wideo kurierpodlaski.pl




Reklama