Reklama

XXVI Festiwal Czeremcha Wielu Kultur i Narodów już za nami

W malowniczej scenerii festiwalowych stoisk z rękodziełem i przy sprzyjającej pogodzie, na terenie Gminnego Ośrodka Kultury w Czeremsze odbył się 26 Festiwal Czeremcha Wielu Kultur i Narodów. Festiwal trwał trzy dni – 23, 24 i 25 lipca 2021 r. W związku z obostrzeniami covidowymi, w tym roku, podobnie jak w poprzednim, obowiązywała wcześniejsza rejestracja internetowa. Na szczęście nie było podziału na sektory, więc publiczność stanowiła całość.

       Organizatorem tego ogromnego przedsięwzięcia jest Stowarzyszenie Miłośników Kultury Ludowej i Gminny Ośrodek Kultury w Czeremsze, a gospodarzem znany i szanowany zespół folkowy „Czeremszyna”. Nad całością czuwają Barbara Kuzub – Samosiuk i Mirosław Samosiuk, założyciele zespołu „Czeremszyna” i pomysłodawcy festiwalu.

       - Dzięki, że jesteście z nami – zwrócił się do publiczności Mirosław Samosiuk.

       - Mam nadzieję, że będą to niezapomniane trzy dni, motor napędowy na kolejny, 27 festiwal – powiedział podczas otwarcia Jerzy Wasiluk, wójt gminy Czeremcha. - Cieszę się, że nie zawiedliście, przyjechaliście do nas na festiwal, mimo tych wszystkich obostrzeń, które musieliśmy wprowadzić. Chcielibyśmy was przyjąć jak najwięcej, ale mamy takie czasy.

Reklama

       W ciągu 26 lat istnienia, festiwal „Z wiejskiego podwórza” zmieniał nieco nazwę, ale nigdy nie zmienił atmosfery wielokulturowości i otwartości. Doskonałe zespoły muzyczne z kraju i zagranicy, folkowa wioska ze stoiskami pełnymi rękodzieła, konferencja naukowa na temat kultury ludowej, warsztaty rękodzielnicze i muzyczne, przedstawienia teatralne, wystawy, filmy, spotkania autorskie, konkurs muzykujących na harmonijkach ustnych, konkurs potraw regionalnych, to ogromne wyzwanie dla organizatorów festiwalu.

       Na scenie wystąpiło dziewięć zespołów. Wśród nich Daj Ognia, Vołosi, Dzikie Jabłka, Fanfara Awantura, Kukawica, Bordó Sárkány, Habiarjan, Kroke i, oczywiście, Czeremszyna. Konferansjerem był, jak zawsze, Stanisław Jaskułka.

Reklama

       Tegoroczne koncerty rozpoczął zespół Daj Ognia z Krakowa.

       - Tworzymy muzykę inspirowaną rytmami tradycyjnymi Polski i Skandynawii – mówi wokalistka Anna Sitko. - Słyszeliśmy dużo pozytywnych opinii o festiwalu w Czeremsze, wiedzieliśmy, że musimy tu przyjechać. Jest wspaniale, zarówno ze strony organizatorów, jak publiczności.

       Zespół Dzikie Jabłka przyjechał z Łodzi.

       – Gramy afrykańską muzykę perkusyjną z Afryki Zachodniej, oczywiście jest tam dużo rytmów naszych, inspirowanych Afryką – stwierdza grający na bębnie Bartosz Gułaj. - W Czeremsze jesteśmy pierwszy raz, w końcu udało się przyjechać. Oczywiście znamy Czeremszynę, to klasyka.

Reklama

       Tak się złożyło, że nie mógł przyjechać zespół Bel Air de Forro z Francji, ale nie było żadnej dziury w programie, ani przesunięcia koncertów w czasie. Organizatorzy postarali się o inny folkowy zespół. Był nim multikulturowy Habiarjan z Warszawy.

       Tradycją festiwalu jest to, że publiczność tańczy na trawie przy scenie. W tym roku, najwięcej tańczących było podczas koncertów zespołów Bordó Sárkány Czeremszyny.

       Występ Czeremszyny to także okazja do wspólnego śpiewania licznie zgromadzonych fanów. Podczas każdego festiwalu Czeremszyna przestawia się nieco inaczej. Tym razem do swojego koncertu zaprosiła troje śpiewaków z zespołu Horyna z Równego na Ukrainie.

Reklama

       - Już 25 lat robię podobny festiwal, 100 km od Budapesztu, zawsze w sierpniu – mówi Bela Pop z Węgier. - Czeremszyna u nas koncertowała, w tym roku też przyjedzie. Będzie pracowała w studio, gdzie realizujemy projekt i wspólnie nagramy płytę. Nasza, węgierska, publiczność bardzo lubi Czeremszynę, a przede wszystkim Mirka Samosiuka, gdy skacze z wielką bałałajką. I pełne głosy dziewczyn z Czeremszyny.

       Niedziela, trzeci dzień festiwalu, była poświęcona przede wszystkim miłośnikom harmonijek oraz konkursowi regionalnych potraw.

Reklama

       – Od 15 lat cieszę się na tę okazję, że jestem co roku z wami i oceniam wytwory kuchni regionalnej – powiedział Giena Mientkiewicz, przewodniczący jury konkursu kuchni regionalnej. - Za każdym razem, kiedy nie ma kisielu owsianego, drę mordę nieprzyzwoicie. Widocznie daje to efekty, bo w tym roku zostały zgłoszone cztery kisiele owsiane. Znamienne, żebyście zrozumieli, nie światowe rzeczy nas zachwycają, ale regionalne, przygotowywane tutaj od dziada pradziada, od babki, prababki. One są przekazywane jako smaki. Wierzcie mi, że nikogo nie zachwyca ugotowanie homara. Jeśli ktoś chce się zachwycić smakami, wtedy szuka bab ziemniaczanych, kisieli, sała, robionych doskonale naleweczek, twarogów, wędlin, pieczonych pierogów. Tego właśnie szukamy. Myślę, że w tym roku będzie bardzo dobrze. Wszyscy startują w trzech kategoriach – dania mięsne, dania bezmięsne i słodkości. Jeśli ktoś robi tylko kozi ser, to nie będzie startował w daniach mięsnych, ani też nie będzie wydziwiał, żeby zrobić coś słodkiego. Ale jeśli tym kozim serkiem nas zachwyci, no to ma wygraną w kieszeni. To bardzo proste – smak, osadzenie w tradycji, to podstawowe rzeczy, które będziemy wysoko oceniać.

       Tegoroczny festiwal spełnił nie tylko oczekiwania muzyczne, kulinarne, czy rękodzielnicze. Był okazją do otwarcia serc i portfeli publiczności. Czeremcha, to miejsce, z którego pochodzi mama Mikołaja, chłopczyka chorego na SMA. Zatrzymać straszną chorobę może tylko bardzo kosztowna terapia genowa. Podczas otwarcia festiwalu do uzbierania 9 milionów na lek, brakowało około 400 tys. zł. Drugiego dnia festiwalu - wymagana kwota została przekroczona, czyli mały Mikołaj dostanie lek.

Reklama

       Krystyna Kościewicz, fot. KK

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.


Reklama

Wideo kurierpodlaski.pl




Reklama