Na terenie Ośrodka Edukacji Przyrodniczej, w drewnianym dworku z 1845 r., wzniesionym na potrzeby gubernatora grodzieńskiego, już po raz dwudziesty można było podziwiać grzyby Puszczy Białowieskiej.
Na wystawie znalazło się prawie 200 gatunków grzybów. W większości nietypowych, bardziej do oglądania niż do jedzenia. Ale nie od dziś wiadomo, że kto chce grzybów do smażenia, suszenia czy gotowania, w puszczy ich raczej nie znajdzie. Chyba, że gustuje w opieńkach, podobno będących przysmakiem żubrów. O prawdziwki, maślaki czy kanie łatwiej daleko od puszczy.
- Przede wszystkim należy zbierać grzyby, które się zna – powiedziała dr Anna Kujawa z Instytutu Środowiska Rolniczego i Leśnego PAN w Poznaniu, Zakładu Biologii Środowiska Stacji Badawczej w Turwi Turew, która oznaczała grzyby. - Jeśli ktoś zna tylko kurki, zbiera tylko kurki. Inaczej powinien zwrócić się do sanepidu i skonsultować zbiór ze znawcami. Poza tym bezpieczniejsze jest zbieranie owocników sitkowatych, a unikanie grzybów blaszkowatych.

Wystawa grzybów, mimo że jubileuszowa, była tylko częścią wielkiego święta Białowieskiego Parku Narodowego pt. „Puszcza Dziedzictwem". W ramach tegoż wydarzenia obchodzono 85-lecie restytucji żubra w Puszczy Białowieskiej i 35-lecie Białowieskiego Parku Narodowego na liście Obiektów Światowego Dziedzictwa UNESCO, zbiegającego się z Europejskimi Dniami Dziedzictwa. Uroczystości i wykładów co niemiara. Ale to nie wszystko. W Zwierzyńcu odsłonięto kolejną wersję żubra na cokole. Stanął na miejscu monumentu z 1862 r., upamiętniającego pierwsze polowanie cara Aleksandra II w Puszczy Białowieskiej. Nowy pomnik powstał z inicjatywy Polskiego Związku Łowieckiego i dzięki ofiarności polskich myśliwych. Pomnik żubra w wersji raczej zabawowej stanął również przy dworku gubernatora, dla upamiętnienia XX wystawy grzybów. Tuż obok w ziemi zakopano niebieską, plastikową beczkę, czyli kapsułę czasu. W kapsule znalazły się m.in. grzyby z puszczy, turówka wonna, zwana żubrówką, list do potomnych, wydawnictwa Białowieskiego Parku Narodowego. Zarówno żubr, jak i kapsuła były atrakcją dla licznie zgromadzonych dzieci. A kiedy już wszyscy obejrzeli wystawę grzybów, na teren ośrodka wjechał samochód z „Zajazdu kolarza” w Budach, z wielkimi kotłami pełnymi zupy. Jak przystało na okoliczności i miejsce, była to oczywiście zupa grzybowa.

Krystyna Kościewicz, Kurier Podlaski – Głos Siemiatycz fot KK
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze