24 lipca 2015 r. w Czeremsze, już po raz 20, rozpocznie się najciekawsza impreza folkowa na Podlasiu, jedna z bardziej znaczących w Polsce i Europie. A wszystko dzięki zespołowi Czeremszyna. Rozmawiamy z Barbarą Kuzub – Samosiuk, która wraz z Mirosławem Samosiukiem założyła Czeremszynę. Oboje mieli pomysł na festiwal folkowy. Basia jest dyrektorem GOK w Czeremsze.
Był rok 1993, kiedy Czeremszyna powstała. Wkrótce zrodziła się myśl, że jeśli gdzieś koncertujemy, to dlaczego nie zaprosić do nas? Tak w 1996 r. powstały Spotkania Folkowe „Z wiejskiego podwórza”.
- Spotkania Folkowe „Z wiejskiego podwórza” to było pierwsze, potem nazwa ewoluowała – Międzynarodowe Spotkania ze Sztuką Ludową, od kilku lat jest Festiwal Wielu Kultur i Narodów „Z wiejskiego podwórza” i pewnie jeszcze coś się zmieni w tej nazwie. Może zostanie tylko Folk Festiwal „Z wiejskiego podwórza”?
Termin festiwalu folkowego był przesunięty raz, z powodu remontu Gminnego Ośrodka Kultury…
- Nie. Terminów było bardzo dużo. Na początku festiwal robiliśmy jesienią, we wrześniu. Później, przenieśliśmy go w okolice Bożego Ciała. Potem, z racji próśb, głównie studentów, bo to akurat termin sesyjny, zdecydowaliśmy się na wakacje, w lipcu i tak już zostało. W tym roku staraliśmy się nie zdublować z innymi imprezami, które odwiedzają też nasi widzowie, chodzi o Basowiszcze. Nie zdublowaliśmy się także z „Na Iwana na Kupała” w Dubiczach Cerkiewnych. Zdublowaliśmy się z „Rockowiskiem” i Podlaską Oktawą Kultur, ale my bazujemy bardziej na folkowych klimatach, bez stylizacji. U nas jest folk w postaci bardzo ortodoksyjnej, np. Zawołany Skład Weselny i bardzo mocno inspirowany np. DAAB. Czeremszyna też jest inspiracją czy Todar z WZ, czy Boban & Marco Marković.
- Nie folklor, a właśnie folk?
- Na Zachodzie folk to forma autentyczna. Jak się mówi folk festiwal, to bardziej w formie korzennej. U nas folk to rzecz, która jest inspirowana. Folklor jest bazą, a folk czymś, co jest bardziej przetworzone, zainspirowane formą autentyczną. Właściwie nigdy nie zawężaliśmy tego, co ma być na festiwalu. Chcieliśmy, aby pokazywała się jedna i druga forma. Obie są interesujące, zarówno baza, jak i to, co z tej bazy powstaje, czyli pewna dowolność inspiracji.
Inspiracją Czeremszyny były kobiety z naszych wiejskich zespołów?
- Głównie od nich repertuar. I różnych nagrań etnomuzykologicznych. Trochę tych nagrań posiadam, jest baza do wykorzystania, ale głównie te trzy kasety, które kiedyś wydaliśmy z zespołem śpiewaczym Dobrowoda, Czeremcha Wieś, Wólka Terechowska. Tam jest sporo materiału, z którego można spokojnie skorzystać.
Na waszej bazie wyrósł też inny zespół z Czeremchy – Hiłoczka.
- Powstał w podobnym okresie. Irena Wiszenko była u nas w zespole, a po dwóch latach założyła Hiłoczkę. Hiłoczka ma formę bardziej autentyczną. Te dziewczyny, po odejściu z zespołu robią różne rzeczy - śpiewają w folkowych zespołach i wykonują śpiew autentyczny. Fajnie to się potoczyło.
Widzę ogłoszenia, że wolontariusze mile widziani i kwaterodawcy.
- No tak, staramy się troszeczkę ożywić ludzi, którzy tutaj mieszkają. Począwszy od młodzieży, która jest mile widziana do pracy przy festiwalu, bo pracy jest dużo, ale też chciałam, żeby istniała idea udostępnienia swoich wolnych pokoi, których jest pewnie sporo w niektórych domach z racji migracji ludności. Żeby ci ludzie podzielili się pokojem z przyjeżdżającym turystą, na czas festiwalu. Myślę, że jest to obopólna korzyść.
- Jednocześnie jest się w pewnym sensie współtwórcą festiwalu.
- Oczywiście. Ludzie poznają naszą gościnność, naszą kulturę. A jeśli jeszcze ktoś zaserwuje smaczne danie, to jeszcze milej i sympatyczniej.
Podczas festiwalu zawsze można spotkać pełno miejscowych ludzi. Z tego co widzę, wynika, że jest akceptacja waszych poczynań. Oczywiście, ludzie przyjeżdżają też z całej Polski. Dzięki temu festiwalowi, dzięki zespołowi Czeremszyna, Czeremcha się ostała znaną miejscowością. Nie pozwoliłaś zapomnieć o Czeremsze.
- Fajnie. Na pewno Czeremcha jest znana z festiwalu i z Czeremszyny. Pomimo tego, że w Czeremszynie jest już niewiele osób mieszkających w Czeremsze, bo tylko ja i Mirek, ale dwie Magdy są rodem z Czeremchy, Marysia. Trzon zespołu tak, ale są osoby z Warszawy, z Białegostoku, z Hajnówki. Jednak zawsze powtarzamy, że Czeremszyna jest z Czeremchy. Ta nazwa miejscowości pewnie już utkwiła ludziom w głowie. I festiwal, który jest specyficzny na tych terenach. Nie ukrywajmy, drugiego takiego nie ma. Z przerażeniem obserwuję to, co się dzieje w kulturze, jakie imprezy robią domy kultury i jestem przerażona. Zalewające discopolo jest czymś bardzo okrutnym. Rozumiem, że trzeba ludziom dać tak zwaną kiełbasę, ale dlaczego akurat to? Discopolo to też kultura, tylko czy to jest forma, którą powinny propagować domy kultury?
Przy okazji festiwalu organizujemy przeróżne formy od tanecznych, rękodzielniczych, kulinarnych, muzycznych. Jest tego naprawdę bardzo dużo i jak się okazuje, ludzie są żywo zainteresowani taką formą. Czemu tego nie pokazywać, nie propagować też w innych miejscach? Przecież wszędzie są rękodzielnicy. Ktoś przyjeżdża, żeby poprowadzić. W tym roku kuchnię indonezyjską prowadzi akurat pan, który się ożenił z dziewczyną z Czeremchy. Kiedyś miał restaurację w Salonikach, teraz się przeprowadzili do Polski i powstał pomysł, żeby zrobić u nas warsztaty.
W tym roku będzie kuchnia indonezyjska?
- Tak. I kuchnia bretońska. Bretończycy zagoszczą na festiwalu, bo będzie zespół z Bretanii, Yoksel Moksel, będą też tańce bretońskie i warsztaty kuchni bretońskiej.
Czyli można się tu dużo nauczyć w ciągu kilku dni festiwalu.
- Staramy się, żeby ludzie, którzy tutaj przyjadą nie błąkali się bez sensu. Od godz. 11 są już jakieś działania. Wstajemy rano, jemy śniadanie, chwila odpoczynku i możemy przyjść do ośrodka kultury. Zresztą w sobotę, o godz. 9, mamy pierwsze Ligowe Mistrzostwa Europy w Piłce Błotnej. Część osób pewnie się przemieści na boiska.
Mirek gra w piłkę błotną. W internecie widziałam zdjęcia z meczów z jego udziałem.
- Drużyna z Białegostoku, z którą grywa, to kilkukrotny mistrz Polski. Teraz, gdy pojechali do Turcji z tą drużyną Torfowy Dr Tusz, w Stambule zdobyli mistrzostwo świata. W Czeremsze, na festiwalu, będą gospodarzami mistrzostw. Dodatkowa atrakcja sportowa.
Będzie również konferencja naukowa.
- Festiwal zaczyna się konferencją, w piątek o godz. 12.00. Później mamy otwarcie wystawy Bieżeństwo, spotkanie z Piotrem Nesterowiczem i promocja jego książki „Cudowna”, mamy tez filmy Jurka Kaliny. Nie każdy lubuje się w warsztatach. Ktoś przyjdzie na film, ktoś na spotkanie. Oby tylko dało się nam to wszystko pogodzić w sensie miejsca. Działań jest dużo, a każdy warsztat wymaga oddzielnego namiotu.
Ludzi przyjeżdża co najmniej jeszcze raz tyle, co mieszkańców gminy Czeremcha.
- Np. na warsztatach w tamtym roku przewinęło się 300 osób. Przez te wszystkie formy taneczne, rękodzielnicze, muzyczne, później jeszcze tydzień 27 – 31 lipca warsztaty śpiewu i warsztaty rękodzielnicze. Uważam, że 300 osób to liczba imponująca. Okazuje się, że ludzie bardzo chętnie rozwijają się manualnie, chętnie coś robią.
Organizatorem festiwalu jest Gminny Ośrodek Kultury i Stowarzyszenie Miłośników Kultury Ludowej w Czeremsze. Stowarzyszenie, które powstało na bazie tego festiwalu.
- Stowarzyszenie działa szesnasty rok. Dużą pomoc zapewnia też Urząd Gminy Czeremcha, a Zespół Szkolno-Przedszkolny w Czeremsze żywi wszystkich uczestników. Wszystko to musi zagrać na poziomie. Straż pożarna i policja zapewnia prządek, współpracujemy z Nadleśnictwem Bielsk, dostarcza nam materiał na chatki wioski festiwalowej. Każdy dokłada cegiełkę.
A dzięki kolejarzom na trasie Warszawa – Czeremcha jedzie specjalny pociąg festiwalowy, na dodatek przejazd jest za darmo.
- Po raz dziesiąty w ramach festiwalu będzie też konkurs na najsmaczniejszą potrawę regionalną. Dzięki temu konkursowi ludzie odgrzebują w rodzinach stare przepisy, na potrawy, które się kiedyś jadło.
Przepisy nie z internetu, ale od babć, cioć. Świetne, bo połączone z degustacją, a każdy z tradycyjnych kucharzy dostaje nagrodę. I piąta konferencja. Tym razem na temat „Kultura - naród - etniczność na pograniczach Europy i świata”.
- Konferencję robimy wspólnie z Politechniką Białostocką i Uniwersytetem w Białymstoku. Będzie kilka wystąpień naukowych, ale także wolne wnioski.
Potem ukaże się w formie książki?
- Tak, ktoś może kiedyś zajrzy, odgrzebie. Z bardzo etnicznych rzeczy mamy także pokazy filmów etnograficznych Akademii Kolberga.
„Z wiejskiego podwórza” to także kiermasz w wiosce festiwalowej.
- Zawsze staram się, żeby to było wyższej jakości. Nie zgadzamy się na pokazywanie rzeczy, które są w produkcji masowej bądź przywiezione nie wiadomo skąd. Wyłącznie własnoręcznie wykonane. Musi to być rękodzielnik, który robi to własnoręcznie, a nie jest tylko sprzedawca jakichś wyrobów. Trudno wszystko zweryfikować, ale ludzie wiedzą jakie mamy wymagania i starają się pilnować. Nie chcemy promować masówki. Ideą tego kiermaszu jest promowanie naprawdę prawdziwego rękodzieła.
A skąd u ciebie taki pęd do tutejszości?
- To chyba naturalne. 27 lat temu zaczęłam pracę w GOK. Gdzieś tam po drodze to wszystko się zdarzyło. 22 lata Czeremszyny. 19 lat festiwalu. Myślę, że warto, żeby wypromować naszą kulturę. Ludzie się tego wstydzili. Teraz może już mniej się wstydzą?
Też tak myślę. Zobaczyli ludzi z innych krajów, którzy się nie wstydzą.
- Tym bardziej Podlasie nie powinno się wstydzić, bo do pokazania ma bardzo dużo dobrej kultury.
Dziękuję za rozmowę i życzę udanego festiwalu.
Krystyna Kościewicz, Kurier Podlaski – Głos Siemiatycz , fot emi
/z festiwalu ubiegłorocznego/
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze