4 marca Cresovia Siemiatycze miała pokazać inne oblicze. Przedostatnie miejsce po rundzie jesiennej pachniało spadkiem z IV ligi do klasy okręgowej
Można rzec że taki sceniariusz dla dość pokaźnego miasta powiatowego byłby, delikatnie mówiąc, pewnym rumieńcem wstydu. A więc, aby scenariusz miał pozytywny wydźwięk, Cresovia musiała zdobyć przynajmniej jeden punkt. A przeciwnikiem była drużyna z wierzchołka tabeli KS Wasilków. Tak więc przed spotkaniem mało rozmawiano o wyniku, o zwycięstwie. Choć jeden z kibiców stwierdził, jak powiedział „dla jaj”, że będzie zwycięstwo 3:2. Okazał się prorokiem, bo taki był wynik końcowy. I trzy, jakże potrzebne, punkty zostały w Siemiatyczach.
Radości było co niemiara. Ale po kolei. Właściwie od początku meczu miejscowi piłkarze grali odważnie, często atakowali. Na trybunach padły słowa: „Na razie nieźle to wygląda”. Już w 2 minucie Tomczyk gdyby wykazał więcej zdecydowania, mogłoby zakończyć się to golem. W 12 minucie Karolczuk musiał wykazać się dobrym refleksem broniąc uderzenie napastnika z Wasilkowa. Dwie minuty później dobrze pokazał się Zazuliński, w 21 minucie rozpaczliwie musiał interweniować Krasowski wybijając piłkę na róg. Siedem minut później dobrze pokazał się Kowalczuk, wypuszczony przez Jeleszuka w uliczkę o mały włos siegnął by piłki i mogła paść bramka. W 32 minucie Karolczuk po raz kolejny zażegnał płomień pod swoją bramką. Ale zaiskrzyło pod światynią bramkarza KS w 35 minucie, po koronkwej akcji Konachowicz – Tomczyk – Konachowicz strzał tego ostatniego poszybował nieznacznie nad poprzeczką. Goście także nie odpuszczali, dobrze grali w środku i skrzydłami, co doprowadziło do dużego zamieszania pod siemiatycką bramką i stratą gola. Do przerwy 0:1.
Po przerwie nagle kolejna strata bramki, w 55 minucie do odbitej piłki dopadł jeden z zawodników Wasilkowa i umieścił ją w bramce Rafała. Zapachniało porażką. Do tego w II połowie zepsuła się pogoda, zaczęło padać i zerwał się mocny wiatr. Ale Cresovia tego dnia o tej porze miała w swoich szeregach młodego, szybkiego Miłosza Kowalczuka. I właściwie na nim można się skupić, bo ten zawodnik ustawiał się w miejscu gdzie o nim zapominali przeciwnicy, a gdy w 52 minucie otrzymał odpowiednie podanie, włączył szybszy bieg i strzelił swoją pierwszą bramkę w meczu. Drugą, prawie identyczną w 85 minucie. To jakby zatkało wasilkowian, bo już byli w ogródku, już witali się z gąską. A tutaj remis,zaczęło się im śpieszyć. Cresovia także nie odpuszczała, zrobiło się ciekawie na boisku. Można dodać, że Kowalczuk jakby dostał skrzydeł, bo miał kolejne dwie super okazje, ale bramkarz nie dał się pokonać. Także Zazuliński w 89 ładnie strzelił koło słupka. Jednak Miłosż Kowalczuk nie miał dosyć, wiedział że gra się do końca i w 92 drugiej minucie po raz kolejny urwał się obrońcom drużyny przeciwnej i zaliczył trzecie celne uderzenie. Mecz zakończył się wynikiem 3:2 dla Cresovii.
Cresovia Siemiatycze: Rafał Karolczuk, Michał Nowicki (kapitan), Marek Konachowicz, Krzysztof Krasowski, Paweł Łuba (75 Mateusz Dawidziuk), Jakub Jeleszuk (46 Damian Kurek), Krystian Łopaciuk (46 Krystian Mantur), Hubert Łempicki, Kamil Tomczyk, Kacper Zazuliński, Miłosz Kowalczuk. Rez.: Karol Koc, Bartłomiej Bajor, Jakub Walendziuk, Damian Zaleski. Trener Wojciech Moczulski, kierownik Wojciech Łopaciuk, opieka medyczna Wiesława Piotrowska.
Jacek Piotrowski, fot. JP
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze