Gabinet Historii Naturalnej, kompletowany latami przez Annę ks. Jabłonowską w Siemiatyczach, niewiele miał równych sobie zbiorów w ówczesnej Europie. Pisałem o nim już dawniej w "Głosie Siemiatycz" i zapewne powrócę do tego tematu w przyszłym roku. Będzie to bowiem rocznica 200-na zgonu księżny Jabłonowskiej (7 luty 1800).
Tymczasem przypomnę inne osoby, pozostające oczywiście zawsze w tle znakomitej damy znanej na licznych dworach Europy. Pierwszym będzie kapitan Henryk Greybner, szambelan siemiatyckiego dworu, który towarzyszył księżnej w podróżach zagranicznych. Był osobą bezpośrednio odpowiedzialną za bibliotekę i zbiory. Do niego należało też uczestniczenie w zakupach i transakcjach zawieranych przez księżną. O jego pozycji na siemiatyckim dworze może świadczyć fragment listu księżny do króla Stanisława Augusta, datowanym 10 kwietnia 1786 r. z Wysokiego Lubelskiego.
-"Nie stanęłam jeszcze w Kocku i nie wiem czy p. Kapitan Greybner już rozkazowi W.K.M. zadość uczynił w posłaniu książek ekonomicznych, dzieła do ciemnych moich kątów zrobionego!". "Przypadek - pisze dalej księżna - zrządził, że dzieło to dostało się do rąk publicznych, gdyż sama kazałam wybić w mojej domowej drukarni (w Siemiatyczach) tyle tylko egzemplarzy, ile potrzeba było dla moich dóbr, tymczasem drukarz sekretnie wybił sobie kilka, a drukarnia lubelska ustawy dla moich miast i wsi przedrukowawszy, postawili mnie na publicznym widoku, którego zawsze się lękałam i lękam".
Podczas jednej z wizyt Stanisława Augusta w Siemiatyczach (we wrześniu 1777 roku) obdarzył król kapitana Graybnera, za zasługi w dozorze nad gabinetem, wspaniałym pierścieniem brylantowym "czerwonych złotych 200 szacunku mającym". Najlepiej wyraża powiązanie kapitana Greybnera ze zbiorami siemiatyckimi list księżny do Marszałka Małachowskiego, gdzie w związku z wyrażoną chęcią ofiarowania Rzeczypospolitej Gabinetu Historii Naturalnej stawia wojewodzina następujące żądania:
żeby gabinet ten wiecznemi zachował czasy imię gabinety Sapiehów i to konstytucją zatwierdził; żeby dyrektorem onego był Jmć Pan kapitan Greybner i zachowani ci, którzy dotąd o nim wiedzą; żeby był kto przysłany dla widzenia jego i zregestrowania jeżeli życie będzie mi pozwolone, co rok pomnażać go będę jeżeliby się zdało powszechnym Stanom przewieść go zaraz, i temu nie jestem sprzeczna, wyznaję jednak, żeby kondycja pierwszą miłą by mi była".
List ten datowany 26 kwietnia w Siemiatyczach nie posiada roku.... Kapitan rozstał się przypuszczalnie ze zbiorami księżny niebawem po jej śmierci, gdy spadkobiercy sprzedali je carowi Aleksandrowi I. Przybyli po nie: Wasyl Siewiergin, wybitny rosyjski mineralog, oraz Aleksander Siewastianow.
Drugą postacią zajmującą się zbiorami księżny była Renata Wilhelmina Gralath. Pochodziła z zasłużonej rodziny patrycjuszy gdańskich, zamiłowana do nauk przyrodniczych odziedziczyła po ojcu. Na dworze siemiatyckim korzystała z wysokiej pozycji przyjaciółki księżny. Byłą nieco młodsza, ale wzrostem dorównywała księżnej, smukła i elegancka, zjednywała sobie gości zwiedzających gabinet swoją serdecznością ale i wiedzą. Ona bowiem oprowadzała po zbiorach Anny ks. Jabłonowskiej. Udzielała również listownych informacji uczonym tej miary, co Jan Bernoulli, wybitny astronom szwajcarski - np. pisała, jeszcze z Gdańska, pod datą 29 września 1778 r: - "Gabinet księżnej pani zasługuje na uwagę znawcy. Księżna nie szczędzi wysiłków ani pieniędzy, by go skompletować, w roku ubiegłym przysłano jej z Holandii wiele skrzyń zawierających różne osobliwości przyrodnicze, przeznaczone do kolekcji. Nadesłane w tym roku eksponaty, mające uzupełnić zbiory gabinetu, znajdują się jeszcze u mnie; biblioteka nasza upodabnia się raczej do muzeum, a chwilą gdy ozdobiłam ją przeszło 180 słojami zawierającymi czworonogi, ryby, węże itd. - zakonserwowane w spirytusie. Obok tego ptaki z obcych krajów i wypchane małpy, muszle, wśród których najcenniejszymi okazami są Pavillon d"orange i Natile papirace... Co się tyczy zbioru muszli, muszę wyznać, że to ja właśnie ułożyłam go rodzinami według połączonego systemu panów d"Argebville"a i Daville"a. W czasie gdy księżna pani odbywały podróż po Polsce, mnie przypadł zaszczyt opiekować się jej pozostawionymi w Gdańsku zbiorami, nad którymi sprawowałam pieczę w ciągu dwóch i pół lat. Ten dowód zaufania księżnej bardzo mi pochlebia..."
Renata Gralath jeszcze raz pisała do Szwajcarii, powiadamiając o następnej partii zakupionych okazów w liście z dnia 30 kwietnia 1779 r.:
- "Oczekuję od pani Nicoli trzech tomów pańskich listów na różne tematy, by móc je przesłać księżnej Jabłonowskiej. Prześlę jej również tom zawierający relacje z pańskich ostatnich podróży, skoro tylko ukażą się w druku. Otrzymałam niedawno wiadomość, że okręt znajdujący się w tej chwili w drodze, wiezie dla księżny znaczną ilość żywych ptaków. Ta arka Noego przybędzie najpóźniej za dwa tygodnie. Będą tam okazy z czterech części świata: kaczki i gęsi z Indii, koguty i kury z Afryki, gołębie z Cejlonu. Panowie Holendrzy korzystają z przyzwolenia księżny i przesyłają ciekawe okazy. Ma przybyć w sumie 200 sztuk różnych ptaków, które jak opiewa rachunek, kosztować będą 800 florenów holenderskich. Jest więc drób dość drogi!"
W czasie trwania pertraktacji księżny z królem i Sejmem na temat przekazania zbiorów Rzeczypospolitej, ok. 1790 roku, Renata Wilhelmina Gralath, nie mogąc się pogodzić z decyzją księżny powróciła do Gdańska.
Adam Wołk
(w opracowaniu wykorzystano: J.Bergerówna - Księżna pani na Kocku i Siemiatyczach.. Lwów 1936; Z.Wójcik - Aleksander Sapieha... Prace Muzeum Ziemi nr 15, Warszawa 1970; K.Marszałek - A Polska śpi na pośmiewisko mądrej Europy, 1992.)
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze