„ To historia końca tych, których dziś nazywamy żołnierzami wyklętymi – członków podziemia niepodległościowego uważających, że wojna nie skończyła się w 1945 rok, a sowiecka okupacja trwa”.
Tak zaczyna się informacja na okładce książki Piotra Lipińskiego „Kroków siedem do końca. Ubecka operacja, która zniszczyła podziemie” (wyd. Czarne, Wołowiec 2020) o wielkiej operacji ubeckiej mającej zniszczyć Zrzeszenie Wolność i Niezawisłość (WiN), cywilno–wojskową organizację konspiracyjną założoną we wrześniu 1945 roku – a wraz z nią resztki podziemia niepodległościowego. Dalej czytamy: „ Początkowo Zrzeszenie Wolność i Niezawisłość nie zamierzało walczyć zbrojnie, a jedynie wspierać byłych AK-owców w powrocie do normalnego życia. Szybko jednak okazało się, że wobec komunistycznego terroru należy przywrócić wojskowy charakter organizacji. Pierwsze cztery Zarządy Główne Zrzeszenia WiN zostały rozpracowane i błyskawicznie zlikwidowane. Ich członków stalinowskie sądy skazywały na kary śmierci i dożywocia. W 1948 roku powstała V Komenda, której udało się przetrwać do roku 1952r. Skonsolidowała podziemie, wydelegowała na Zachód kurierów, którzy mieli zostać przeszkoleni przez CIA, a następnie wrócić do Polski, by przygotowywać kolejnych żołnierzy na wypadek wybuchu III wojny światowej. Ale V Komenda okazała się prowokacją UB”.
O tym właśnie jest książka Piotra Lipińskiego. Jedna z opisanych w niej ważnych akcji tej wielowątkowej operacji na szeroką skalę toczącej się w kraju i zagranicą rozegrał się na naszych terenach. Celem działań UB był kpt. Kazimierz Kamieński, „Huzar”, który wraz ze swoimi ludźmi, tropiony przez agenturę i wojsko dotrwał w partyzantce w podlaskich lasach i wsiach do początku lat 1950-tych. Oto wybrane fragmenty książki P. Lipińskiego dotyczące tej akcji (s. 87 – 103):

„ …Wokół „Huzara” tkano obezwładniającą siatkę fikcji.
Służył w Obwodzie Wysokie Mazowieckie. Pierwszy raz uczestniczył w akcji zbrojnej w 1943 roku. Dowodził plutonem terenowym. Był adiutantem Komendy Obwodu i dowódcą Kedywu.
Pod koniec 1944 roku przybrał nowy pseudonim „Huzar”. Tak, jak na początku wojny konspiracyjne grupy jednoczyły się pod dowództwem, które okrzepło w Armii Krajowej, tak po jej rozwiązaniu podziemie początkowo się rozsypało. W miejscu dotychczasowego Białostockiego Okręgu AK powstała Armia Krajowa Obywateli (AKO), zwana też Obywatelską Armią Krajową. Konspirowali znowu przeciwko Sowietom. Pod koniec 1945 roku „Huzar” – wraz z Białostockim Okręgiem AKO – działał już w WiN. Na tym terenie od razu okazało się, że statutowe, cywilne cele i założenia zrzeszenia przegrywają z rzeczywistością, wymagającą ciągłego opierania się terrorowi Sowietów, WiN, zamiast rozwiązywać leśne oddziały i pomaga ć żołnierzom wracać do cywila, musiał chronić swoich ludzi, gromadząc ich w partyzantce. (…)” Huzar” zaczął od dowodzenia grupką pięciu żołnierzy. Szybko miał ich pod swoją komendą już siedemdziesięciu pięciu. Zabijali komunistów, ubeków i konfidentów – wykonali wyroki śmierci na siedemdziesięciu współpracownikach komunistycznych służb. Rozbrajali milicjantów – trzynaście posterunków – i żołnierzy, napadali na spółdzielnie. Karali chłostą. Przez krótko nawet panowali na kilkoma miejscowościami: Łapami, Szulborzem Wielkim, Pietkowem, Kosowem Lackim. Ścigali też pospolitych przestępców, którzy przeprowadzali własne rekwizycje i kontrybucje. „Huzar” nie oszczędzał przy tym i tych, którzy wywodzili się co prawda z konspiracji, ale z czasem stawali się bandytami. Trzykrotnie wyrokiem śmierci ukarał też ludzi ze swojego oddziału.
Grupę rozbito, jednych ujęto, drudzy ujawnili się przed komisją amnestyjną w 1947 roku. Z konspiracji wyszła Komenda Okręgu WiN – ponad dziesięć tysięcy żołnierzy WiN oraz Narodowego Zjednoczenia Wojskowego (NZW) i NSZ. Rozformowano też oddział „Huzara”. Działalność podziemia w rodzinnych stronach Kamieńskiego niemal zamarła.
Ale on sam pozostał w podziemiu. Razem z trzema podkomendnymi stworzył nowy oddział. Grupa nieco się rozrosła, a potem dołączyła do szwadronu Władysława Łukasiuka „Młota”, który na Podlasiu odtwarzał 6 Brygadę Wileńską AK. „Huzar” zastał jego zastępcą. (…)
Po śmierci „Młota” „Huzar” (…) przejął dowodzenie. (…) Komuniści nie potrafili rozbić oddziału. Ludzi „Huzara” ścigały obławy UB i Korpusu Bezpieczeństwa Wewnętrznego (KBW), a on wciąż wymykał się z sideł. (…) Stawał się najbardziej poszukiwanym partyzantem w Polsce. W 1949 roku „Huzara” próbowały rozpracować Powiatowe Urzędy Bezpieczeństwa Publicznego (PUBP) w Sokołowie Podlaskim i Ostrowi Mazowieckiej. Operacji nadano kryptonim „Rozbójnicy”.
Ale ubeckie siły szybko okazały się niewystarczające. Do działań dołączano kolejne urzędy bezpieczeństwa – w Węgrowie, Siedlcach , Wysokiem Mazowieckiem, Bielsku Podlaskim.
Statystycznie rzecz wyglądała coraz lepiej. Ubecy wyliczali, że służy im osiemdziesięciu dziewięciu agentów. Ale ilość tym razem z pewnością nie przeszła w jakość. Informatorzy UB dysponowali bardzo powierzchowną wiedzą. Nie udało się zwerbować nikogo, kto ,miałby bezpośrednią styczność z ludźmi „Huzara”. Ubecy aresztowali kolejnych ludzi, biciem albo zastraszaniem, a czasem jednym i drugim, wymuszali zgodę na współpracę. Desperacko szukali nowych informatorów. (…) Jednak oprócz liczb praca z agentami nie dawała żadnych wyników. (…)
Minęło sześć lat od końca wojny, a Kamieński wciąż dowodził partyzantką. We wsiach żołnierze KBW nękali ludzi podejrzewanych o wspieranie „Huzara”. Jego samego dopaść nie mogli. Taka jest specyfika walki z partyzantką – grupy pościgowe muszą być wielokrotnie większe niż czający się w lesie konspiratorzy. Rozbicie oddziałów, choć trudne, dałoby jednak tylko doraźny efekt. Ubecy liczyli na więcej – próbowali uzyskać kontrolę nad partyzantami, aby wykorzystać ich w swojej operacji. To mocniej uwiarygodniłoby V Komendę wobec Delegatury o zachodnich wywiadów.
W sierpniu 1951 roku ubecki informator Janusz Terlikowski złapał kontakt z osobą, która pomagała wchodzącemu w skład NZW oddziałowi Kazimierza Krasowskiego „Głuszca”. Terlikowski działał w konspiracji od lat wojny. Był członkiem AK w Bielsku Podlaskim, a potem WiN. Po aresztowaniu w 1949 roku podpisał zobowiązanie o współpracy z UB. Nosił pseudonimy „Ryglewski”, „Rytel”, „Zandram”. Udało mu się spotkać z samym „Głuszcem”. Wtedy właśnie swoją sieć fikcji wokół „Huzara” zaczęli tkać już funkcjonariusze z Warszawy, z Ministerstwa Bezpieczeństwa Publicznego, a nie z powiatowych urzędów.
Agent przedstawił się jako wysłannik organizacji dywersyjnej. Zaproponował „Głuszcowi”, by się jej podporządkował. Dodał, że jego mocodawcy pozostają w kontakcie z Zachodem, ale stronią od polityki.
Ubecy wprowadzili do gry kolejnego tajnego współpracownika – Mariana Obniskiego, który podawał się za konspiracyjnego przełożonego „Rytla”. Wcześniej rzeczywiście dowodził Pomorskim Okręgiem WiN.
„Głuszec” opowiedział im o sytuacji w terenie, podając liczbę oddziałów zbrojnych. Szpiedzy bezpieki nakłaniali go do przerwania działalności zbrojnej, a dla uwiarygodnienia, że są wysłannikami antykomunistycznego podziemia, zażądali przekazania spisu znanych „Głuszcowi” agentów UB. Domagali się też kontaktu z „Huzarem”.

Popełnili jednak błąd. W Departamencie III MBP rozpracowaniem „Głuszca” zajmowały się dwa wydziały. I prawdopodobnie w wyniku braku współpracy miedzy nimi wysłano do Krasowskiego również innego agenta Włodzimierza Awramienkę, który przedstawił się jako posłaniec konspiracyjnego Stronnictwa Narodowego. Odnalazł „Głuszca” we wrześniu 1951 roku dzięki kontaktowi z proboszczem parafii w Grannem księdzem Aleksandrem Szafarskim.
Awramienko był bardzo wiarygodny. Podczas wojny w konspiracji, wówczas pod pseudonimem „Dunajewski”, pełnił funkcję szefa Wydziału I Organizacyjnego Komendy Białostockiego Okręgu NZW. Kiedy ujawnił się w 1947 roku, ubecy wytypowali go do werbunku. Tak stał się agentem „Cedr” i „C-2”.
Zgłosił się do „Głuszca”, ten jednak nabrał poważnych podejrzeń. Choć przeszłość przemawiała na korzyść Awramienki, to jego misji zaszkodził nadmiar zainteresowanych. Krasowskiemu prawdopodobnie wydało się dziwne, że nagle dwie różne organizacje podziemne próbują z nim nawiązać kontakt. Przecież przez długie miesiące działał w leśnej samotności.
Awramienko próbował lawirować między „Głuszcem” a UB. Zerwał kontakt ze wszystkimi i uciekł na Białostocczyznę. Potem wrócił do oddziału, a tam wydobyto z niego informację, że został agentem. „Głuszec” go zastrzelił.
„Głuszca” aresztowano 8 września 1953 roku i skazano na karę śmierci. Wcześniej jednak próbował ostrzec „Huzara” przed kontaktem z wysłannikami fikcyjnego dowództwa podziemia. (…)
Kiedy kolejni wysłannicy, podający się za emisariuszy WiN, dotarli do „Huzara”, ten okazał się bardzo nieufny. Działał wiele lat w konspiracji., trudno więc było go podejść. Nie wiadomo, czy dotarło do niego ostrzeżenie „Głuszca”. Nie wiedział też raczej, że ten wpadł przez agentów bezpieki.
Pierwszy przybył do „Huzara” Janusz Terlikowski. (…) Terlikowskiemu udało się przekonać „Huzara” – znali się jeszcze z czasów okupacji - że pod konspiracyjnym pseudonimem „Rytel” działa w WiN. Powoływał się na dowództwo V Komendy WiN, zwanej wówczas „ Uniwersytetem”. (…)
„Rytel” zalecał ograniczenie działalności zbrojnej. Według niego powinni się skoncentrować na wysłaniu ludzi za granicę na przeszkolenie, po którym mogliby dowodzić podziemnymi oddziałami. Tymczasem „Huzar” miał przygotować dwa, trzy bunkry, w których przetrwa zimę. I wyznaczyć miejsca do zrzutów z samolotu.
Do akcji wkraczali następni wysłannicy kontrolowani przez UB. Czasami nieświadomi roli, jaką odgrywali. Agenci bowiem w swoją siatkę fikcji wplatali też prawdziwych żołnierzy podziemia, którzy nie wiedzieli, że tak naprawdę wykonywali polecenia bezpieki. (…)
Ubecy nie śpieszyli się z aresztowaniem. Zdawali sobie sprawę, że nawet otoczony agentami, na swoim terenie będzie wciąż trudny do pokonania. Próbowano go zwabić do Warszawy. Początkowy kontakt tylko przez łączniczkę odpowiadał ubekom. Jej niezakłócone niczym wyjazdy do Warszawy i powroty oswajały „Huzara” z myślą, że w stolicy można zorganizować bezpieczną kryjówkę. Do Kamieńskiego wysłano też szefa dywersji obszaru „Akademia”, który nie był agentem UB, ale autentycznym członkiem WiN, choć manipulowanym przez ubeków. To było ważne spotkanie, bo ów wysłannik bez lęku przed rozszyfrowaniem prawdziwej roli – czego zawsze obawiali się agenci – szybko zdobył zaufanie „ Huzara”.
Dzięki temu ubecy zrobili kolejny krok. W MBP postanowiono, że trzeba „Huzara” mianować – rzekomo w imieniu WiN – dowódcą Okręgu Wschód „Bursa”. Zlecano mu coraz trudniejsze zadania. (…) „Huzar” potrzebował kogoś, kto pełniłby funkcję szefa sztabu Okręgu Wschód „Bursa”. Ubecy podesłali mu Mariana Strużyńskiego – „Artura”, swojego szpiega w Delegaturze. „Huzar” nie mógł jednak o tym wiedzieć. Nie miał własnej sieci łączności z Zachodem. (…)
Strużyński przypomniał, że przybył się przedstawić jako nowy szef sztabu. Dowództwo WiN zamierza podporządkować sobie jak najwięcej grup leśnych, które do tej pory działały bez krajowego zwierzchnictwa. Wszystko po to, aby koordynować ich akcje i pomóc im w przetrwaniu do nadciągnięcia wojny, która przyniesienie wyzwolenie. (…)
Zacieśnianie ubeckiej sieci wokół „Huzara” trwało kilka miesięcy. Z Warszawy przyjeżdżali do niego rzekomi szefowie dywersji, wywiadu, łączności. Krążyli łącznicy. Sfałszowano nawet pieczęcie V Komendy. (…)
Przeciwko „Huzarowi” działały też nadal oddziały wojskowe, jak przeciwko każdej leśnej grupie. Wypierały go z terenów, które wcześniej uważał za bezpieczne.
W zorganizowanych akcjach operacji „Narew” wystąpiło aż siedem batalionów KBW i Grupa Operacyjna „Bug”. Razem trzy i pół tysiąca żołnierzy i setki milicjantów oraz ubeków. A po drugiej stronie garstka partyzantów.
„Huzar” wciąż się opierał i przedstawiał plany akcji odwetowych. Tymczasem agenci UB sugerowali wyjazd z Białostocczyzny – dostarczono mu fałszywy dokument z fotografią i kartą meldunkową. Po to, aby mógł w przyszłości dotrzeć do stolicy pociągiem. Wreszcie „Huzara” zwabiono do Warszawy. Zamieszkał w kryjówce, pod okiem starszej gospodyni. Cały czas obserwowało go UB, ale poruszał się po mieście swobodnie. Wychodził z domu w dowolnych porach i wracał, kiedy chciał. (…)
„Huzara” aresztowano 28 października 1952 roku. Wyszedł z tajnej kwatery na Mirowie razem z agentem UB „Pewnym”. Przeszli miedzy blokami na skrzyżowanie ulic Świerczewskiego i Nowotki. „Pewny” sam ruszył na plac Dzierżyńskiego, rzekomo po taksówkę.
„Huzar” został pod filarami domu. Po chwili obok zjawiła się ciężarówka z murarzami i malarzami. Jeden z robotników niby przypadkowo trącił czekającego wiadrem z farbą. Wywiązała się sprzeczka. Robotnicy napadli na „Huzara” , a ten, zdaje się, już pojął, że ma do czynienia z przebranymi ubekami. Próbował nawet użyć broni, ale wcześniej na konspiracyjnej melinie podmieniono mu amunicję na ślepą.
Pokazowy proces Kazimierza Kamieńskiego „Huzara” odbył się w 1953 roku w Łapach. Na śmierć razem z nim skazano pięciu jego podkomendnych. W akcie oskarżenia napisano o nich, że to kułacko – faszystowskie niedobitki, hitlerowscy kolaboranci i konfidenci. A „Huzar” to „płód sanacyjnego, faszystowskiego wójta”. 11 października 1953 roku wyrok wykonano”. (…)”.
Tyle z wybranych fragmentów fascynującej wartej przeczytania opowieści P. Lipińskiego o nieznanej szerzej odsłonie skomplikowanej i tragicznej historii niepodległościowego podziemia lat bezpośrednio po II wojnie światowej.
Opr. Marek Antoni Nowicki, fot. podziemiezbrojne.ipn.gov.pl
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
a co z rajsem ksywa bury? juz nie halo? nowy bohater potrzebny od zaraz?
A dla mnie to te Huzary, Młoty, czy Bure lub inna swołocz to po prostu bandziory. Ludzie naprawdę odetchnęli , kiedy zrobiono z nimi porządek i wieczna chwała ale tym co z nimi porzadek zrobili.Kraj trzeba było odbudowywać a oni mordowali tych co odbudowy przystąpili.Woleli bandziorkę niz pracę.
a co z rajsem ksywa bury? juz nie halo? nowy bohater potrzebny od zaraz?
A dla mnie to te Huzary, Młoty, czy Bure lub inna swołocz to po prostu bandziory. Ludzie naprawdę odetchnęli , kiedy zrobiono z nimi porządek i wieczna chwała ale tym co z nimi porzadek zrobili.Kraj trzeba było odbudowywać a oni mordowali tych co odbudowy przystąpili.Woleli bandziorkę niz pracę.