Reklama

Ważna wygrana Cresovii

Aby być spokojnym o czwartoligowy byt Cresovia Siemiatycze musi punktować. W przedostatniej kolejce ligowej Cresovia na swoim stadionie pokonała ostatnią drużynę w tabeli Hetmana Białystok 3:0.

     Hetman w szachach jest ważną figurą, jednak drużyna piłkarska Hetman takiej jakości nie przedstawia. Goście, prowadzeni przez znanego w Siemiatyczach, byłego piłkarza siemiatyckiej drużyny Mirosława Mojsiuszkę, są czerwoną latarnią w lidze. Na koncie mają zaledwie 2 zdobyte punkty.

       Spotkanie od początku układało się po myśli gospodarzy. Byli bardziej zdeterminowani, grali szybciej i dokładniej. Białostoczanie jedynie w środkowych strefach boiska podejmowali walkę, reszta była wspomnieniem. To powodowało, że nerwy dawały znać o sobie, co uwidaczniało się ostrymi wypowiedziami pod adresem kolegów z drużyny. Doszło do tego, że golkiper Cresovii głośno udzielał im ojcowskich napomnień, chcąc aby powstrzymywali nieparlamentarne okrzyki.

Reklama

 

      Można rzec, że siemiatycka młodzież dobrze wkomponowała się w skład, co poskutkowało zdobyciem przez dwóch z nich trzech bramek.

       Już w 8 minucie rozpędziła się Cresovia, ale sędzia w końcowym efekcie dopatrzył się spalonego. Co się odwlecze.... Minutę później na lewym skrzydle piłkę otrzymał Marcin Malewski, zacentrował, z piłką minął się bramkarz, a akcję wykończył Miłosz Kowalczuk. 14 minuta rozpędził się strzelec bramki, podał do Malewskiego, który zaliczył pudło. Parę minut później siemiatyczanie zamknęli gości w kotle, z trzech ostrych strzałów jeden wylądował na słupku. Ładnie w 20 min przy słupku uderzył Tomczyk. Potem była część grania na środku  boiska. Aż do 40 minuty. Wówczas Paweł Łuba lewą nogą ładnie wrzucił piłkę pod bramkę przeciwnika, a Miłosz Kowalczuk z woleja zdobył drugą bramkę. Taki wynik zapowiadał podobną grę w drugiej odsłonie. I tak było. Siłę uderzeniową wzmocnił Marek Konachowicz. Zdobywca dwóch goli mógł w 47 minucie zdobyć trzecią bramkę, ale piłka ominęła słupek po zewnętrznej stronie. Jedną sytuację miał Hetman, w 52 min uderzenie głową jednego z napastników ominęło Karolczuka i bramkę. Potem kolejny raz dobrze pokazał się Tomczyk, a Mateusz Dawidziuk ładnym strzałem zaliczył słupek. Sambę w 70 minucie pokazał, a jakże, Kowalczuk ale na finiszu akcji było kolejne spotkanie piłki ze słupkiem. Potem było coś ładnego, jeden z kibiców podsumował: ale bramka, brazylijskie zagranie. Rajd do końcowej linii wykonał Konachowicz, odegrał do filigranowego Mateusza Kosińskiego, który przełożył piłkę na lewą nogę i z ponad 20 metrów zdjął pajęczynę z bramki Hetmana. To była 73 minuta. Taki wynik utrzymał się do końca, choć wielokrotnie tutaj wspominany, Kowalczuk miał jeszcze kilka dobrych zagrań i okazji do strzelenia bramki. Podsumowując, cała drużyna Cresovii zagrała dobrze. Nie pozwolono na tworzenie groźnych sytuacji pod bramką Karolczuka. Który nieco nudził się na swoim polu karnym.

Reklama

       Siemiatyczanom pozostały jeszcze dwa mecze do rozegrania, wyjazd do Grabówki i zaległy mecz z Turem Bielsk Podlaski. Także na wyjeździe.

 

       Cresovia: Rafał Karolczuk, Adam Barwiejuk, Michał Nowicki, Jakub Walendziuk, Krzysztof Krasowski (56 Krystian Lopaciuk), Paweł Łuba (56 Marek Konachowicz), Mateusz Dawidziuk, Kamil Tomczyk (75 Jakub Czmut), Marcin Malewski (81 Filip Samojluk), Miłosz Kowalczuk, Mateusz Kosiński. Rez.: Przemysław Zalewski,  Norbert Boguszewski, Hubert Piotrowski (dane z „Łączy nas piłka” Podlaski OZPN). Trener Wojciech Moczulski, kierownik Wojciech Łopaciuk, opieka medyczna Wiesława Piotrowska.

Reklama

       Jacek Piotrowski, fot. JP

 

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.


Reklama

Wideo kurierpodlaski.pl




Reklama