Andrzej Kozłowski, pochodzący z Krynek Soboli w gm. Grodzisk, dziś jest mieszkańcem Ożarowa Mazowieckiego. Postanowił upamiętnić w oryginalny sposób swoich rodziców. Na ścianie stodoły w Krynkach powstał tzw. deskal, zwany drewnalem, czyli mural na deskach.
- Na ścianie stodoły jest namalowany obraz przedstawiający moich rodziców w latach 50. ubiegłego stulecia. Mają po około 30 lat. Posiadłość ta należała do moich dziadków, rodziców, a teraz do mnie. Z lewej strony ściany jest obraz przedstawiający mojego tatę, który podkuwa konia. Mój tata i dziadek po mieczu byli kowalami w tej wsi - mówi Andrzej Kozłowski.
- Skąd pomysł?
- Pomysł powstał kilka lat temu, kiedy w Bieszczadach zobaczyłem deskale i murale inspirowane starymi zdjęciami. Natychmiast zaświtało mi w głowie, aby zrobić coś takiego na budynkach w mojej miejscowości.
- To pierwszy taki wizerunek w okolicy.
- Głównym celem namalowania deskalu było upamiętnienie moich rodziców, a w szczególności taty - Kazimierza Kozłowskiego. W czasie II wojny światowej wraz ze swoją mamą, a moją babcią, Jadwigą ukrywali rodzinę żydowską, ratując im życie. Ojciec ukrywanej rodziny żydowskiej, Puterman, pomagał w kuźni, gdzie był przebrany i umorusany, aby nie został rozpoznany, że jest Żydem.
- Jest pan dumny z rodziny.
- Tak. Mój tata otrzymał medal Sprawiedliwy wśród Narodów Świata, jest honorowym obywatelem Izraela i jest wyszczególniony na tablicy pamiątkowej w Yad Vashem. Babcia Jadwiga zmarła w 1974 roku. W 1988 roku rodzice moi zostali zaproszenie do Izraela przez rodzinę, którą uratowali. To wzór do naśladowania. Tata i babcia pokazują, jak trzeba się zachować w trudnych sytuacjach. Na tamtym świecie święty Piotr nie zapyta, jakim samochodem jeździłeś, tylko kogo podwiozłeś. Nie zapyta, co jadłeś, tylko z kim się podzieliłeś. Trumny nie mają kieszeni. Chcę zachować, pokazać innym, ich postawę.
- Kto jest autorem tego dzieła?
- Wykonawcą jest ta sama osoba, której wcześniej wspomniane prace widziałem w Bieszczadach - Arkadiusz Andrejkow z Sanoka Kontakt odnalazłem po długich staraniach. W naszych okolicach jego prace są np. w Boćkach, Knorydach, Sitawce. Teraz jego praca, upamiętniająca moich rodziców, będzie w Krynkach. To ważne dla lokalnej historii, dla tutejszej społeczności.
Rozmawiamy w podlaskim domu pana Andrzeja. Niewielki, niski, wyposażenie z lat 60 - 70. XX wieku. Piec, kuchnia z czapą. Architektura na miarę człowieka.
- Jaka jest trwałość takich deskali? - pytamy twórcę.
- Przez ok. 3 lata nie dochodzi do żadnych odbarwień - wyjaśnia Arkadiusz Andrejkow. - Potem, nawet jeśli obraz już nie jest taki jak wcześniej, to i tak jest bardzo wyraźny, czytelny. Może nawet bardziej szlachetnie wygląda.
- Wzoruje się pan na zdjęciach.
- Dostaję skan zdjęcia, robię projekt, który drukuję na papierze fotograficznym, jadę i pokazuję już na miejscu. Rysuję siatkę na projekcie i na ścianie. Używam farb elewacyjnych. Zapewniają trwałość niezależnie od warunków atmosferycznych. Czasem używam też sprejów. Deski muszą wyglądać naturalnie. Musi być zachowana ich chropowatość, faktura. Chropowatość jest utrudnieniem, ale za to robi swój klimat, nastrój. Wcześniej deski są tylko gruntowane. Używa się budowlanego Unigruntu, który może nie jest specjalnie do desek, ale doskonale się sprawdza.
- Na Rzeszowszczyźnie, na Lubelszczyźnie, na Podlasiu jest już sporo pańskich prac. Po Krynkach powstanie coś w okolicy?
- W Sobótce koło Bielska Podlaskiego powstanie obraz z dziećmi na wozie. W Szepietowie będą drzwi wagonu, na których namaluję rodzinę wywożoną na Syberię.
Arkadiusz Andrejkow urodził się w 1985 roku w Sanoku. Jest absolwentem Wydziału Sztuki Uniwersytetu Rzeszowskiego, gdzie w 2010 uzyskał dyplom w pracowni malarstwa Marka Pokrywki. Mieszka i tworzy w Sanoku, a jak widać, też w całej Polsce. W 2017 roku otrzymał stypendium Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego na realizację projektu „Cichy Memoriał”. Brał udział w kilkunastu wystawach indywidualnych i kilkudziesięciu zbiorowych na terenie kraju. Laureat licznych konkursów i nagród. Pan Andrejkow przełamał stereotyp murali jako miejskiego street-artowego obrazu. Jego obrazy są na szopach, stodołach, studniach, w opuszczonych - nieraz oddalonych od dróg i zabudowań - miejscach.
Patrząc na niektóre obrazy na domach i szopach, ma się wrażenie żywej obecności osób, które żyły w tych miejscach. Wyrazy uznania dla panów Andrzeja Kozłowskiego i Arkadiusza Andrejkowa! Rusztowania w Krynkach stawiał i ścianę gruntował Paweł Kryński.
Jak to ktoś ujął, każda praca ma trzy składowe - stodołę, fotografię i historię malowanych postaci. Dopiero wtedy jest kompletna.
jsw, jp, fot. jsw, jp i Anna Charlak
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze