Reklama

Trojaczki w Arbasach

23/12/2007 22:48
26 listopada w warszawskim szpitalu położniczym przy ul. Karowej przyszły na świat trojaczki państwa Katarzyny i Bogdana Stępkowskich ze wsi Arbasy w gm. Drohiczyn. Państwo Stępkowscy są małżeństwem z dwuletnim stażem, a to ich pierwsze dzieci.


          Maluchy urodziły się przez cesarskie cięcie. Pierwszy na świat przyszedł Krystian Michał, który ważył 2600 g. Potem urodziła się Weronika – 2140 g i Julita – 1990 g. Wszystkie dzieci dostały po 10 pkt. w skali Apgar.

          Pracownicy USC w Drohiczynie nie pamiętają trojaczków w swojej gminie:
          - Bliźniaki owszem, zdarzają się – mówi kierowniczka USC w Drohiczynie. – Sama jestem z bliźniaków, wielu pracowników urzędu też ma bliźniacze rodzeństwo, ale jak długo tu pracuję nie pamiętam trojaczków.
          Burmistrz Drohiczyna jest dumny z trojaczków. Publicznie mówił o konieczności pomocy ich rodzicom:
          - Jeszcze nie wiem, jak to będzie wyglądało. Na pewno musze spotkać się z nimi, porozmawiać, zorientować się, jakie są potrzeby. Może zapewnimy profesjonalną pomoc, opiekunkę do dzieci, może kupimy pralkę, może coś innego – w zależności, co im będzie bardziej potrzebne – zastanawia się, – ale na pewno nie pozostawimy rodziny bez pomocy, bo wiadomo – szczęście potrójne ale też i kłopot potrójny.
          Rodzice twierdzą, że od pierwszego badania USG wiedzieli, że ciąża jest mnoga:
          - Nie mówiliśmy nikomu, by nie zapeszyć – opowiada szczęśliwy ojciec. – Nawet rodzina nie wiedziała, że to nie będzie jedno dziecko.
          - Zięć zadzwonił, jak już było po wszystkim – mówi babcia trojaczków, mama pani Kasi. – Myślałam, że żartuje sobie ze mnie, bo mówi, że jest trójka dzieci!
          Okazuje się, że w rodzinie pani Kasi zdarzały się ciąże bliźniacze, babcia dzieci jest z ciąży bliźniaczej.
          - Ale trojaczków ani w naszej, ani w Bogdana rodzinie nie było.
          Obecnie dzieci z mamą przebywają w Pobikrach w gminie Ciechanowiec, u babci, czyli w domu rodzinnym pani Kasi.
          - Niestety w Arbasach nie mamy dobrych warunków – mówi pani Kasia. – Tu jest centralne ogrzewanie, a i też mama, tato czy brat pomogą mi w ciągu dnia przy maluchach.
          Mąż pani Kasi codziennie dojeżdża do Arbas, prowadzi gospodarstwo rolne. Z tego się utrzymują, więc musi wszystkiego dopatrzeć.
          - Jestem pełna podziwu dla zięcia – mówi mama pani Kasi. – Przewija je, karmi, kąpie, cały czas zagląda. I że ma siłę jeszcze po całym dniu pracy pomagać przy nich.
          Dzieci są spokojne, nie płaczą. W trakcie naszej rozmowy jedynie najmłodszą Julitkę pani Kasia chwilę potrzymała na rękach. Reszta rodzeństwa słodko spała.
          - Rzeczywiście, odpukać, dzieci są spokojne – mówi potrójna mama. - Budzą się na jedzenie co trzy godziny. Niestety, muszę dokarmiać je mieszanką, mego pokarmu nie starcza. Jak na razie nie mam problemów z „brakiem rąk”. Pomagają mi mama, tato, brat. Ewentualnie jak któreś najbardziej płacze te ma pierwszeństwo na mamy ręce, czy do karmienia czy przewinięcia.
          Co będzie później? Rodzice mówią, że najważniejsze by dzieci były zdrowe, prawidłowo się rozwijały, a zanim dorosną do raczkowania - oswoją się z potrójnym rodzicielstwem.
          - Wiadomo, że jak rodzi się jedno dziecko zmienia się życie, jak rodzą się bliźniaki też musi upłynąć trochę czasu zanim wszystko się zorganizuje. Przy trojaczkach to, można powiedzieć, rewolucja. Ale będzie dobrze.           Rodzicom i dziadkom trojaczków życzymy zdrowia, sił i cierpliwości. Trzymamy za słowo burmistrza Drohiczyna, że pomoże rodzicom trojaczków. Ale też apelujemy do Czytelników – może ktoś, kto sam ma dzieci, wie, co wiąże się z opieką nad kilkoma maleństwami na raz i chciałby w jakiś sposób pomóc. Jeśli tak prosimy o kontakt z naszą redakcją.

          Anna Kondraciuk, tygodnik Głos Siemiatycz, fot. AK
Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.


Reklama

Wideo kurierpodlaski.pl




Reklama