Kiedy trafił do szkoły w Sokołowie Podlaskim, miał zostać rzeźnikiem. Nic nie zapowiadało tego, że kiedyś zostanie rzecznikiem Towarzystwa Obrony Zwierząt, wymyśli pierwsze w Polsce „okno dla życia dla zwierząt” lub wygra konkurs Ministerstwa Edukacji Narodowej na lekturę szkolną.
Tom Justyniarski od dziewięciu lat aktywnie działa na rzecz zwierząt. Właśnie napisał kolejną książkę dla dzieci pt. „Mój przyjaciel bocian”. Na co dzień on i Lusia, pies rasy chihuahua, podróżują po kraju. Podczas „Lata z Radiem” dotarł też do Siemiatycz.
- Czego nauczył się pan w technikum mięsnym?
- Miałem superpolonistkę i nauczyłem się tam pisać.
- Czy traumy związane nauką w technikum są już za panem?
- Jak najbardziej mam już je za sobą. Jestem bardzo szczęśliwy, że skończyłem tę szkołę. Dużo z niej wyniosłem, mam wielu przyjaciół. Jestem z takich, którzy twierdzą, że to, co się człowiekowi przydarza, trzeba przemienić na coś dobrego. Trzeba wyciągnąć z tego wnioski.
- Jada pan mięso?
- Nie.
- O zwierzętach mówi pan, że są członkami naszych rodzin, że należy je tak traktować na równi z człowiekiem.
- Mówię, że zwierzęta są członkami rodziny, że są istotami żywymi, dlatego należy im się szacunek taki, jaki okazujemy drugiemu człowiekowi. Gdybym miał to porównać, zwierzęciu należy się szacunek tak samo jak dziecku. Dziecko do 18 roku życia nie jest w pełni świadome i odpowiedzialne, zwierzęta funkcjonują podobnie.
- A z drugiej strony nauka kościołów chrześcijańskich mówi, że zwierzęta, natura powinny być podporządkowane człowiekowi, czy nie mamy tutaj zgrzytu?
- Człowiek jest najważniejszy na tym świecie, ale to nie jest coś przeciwnego. Mówię, że zwierzęta czują, kochają, natomiast człowiek jest kreatorem świata i odpowiada również za to, jak będzie się żyło również zwierzętom.
- Pańska praca polega na edukowaniu dzieci nt. tego, że pies czy kot jest przyjacielem, ale na obiad jedzą kotleta mielonego czy schabowego, a to też były kiedyś zwierzęta.
- Przyjdzie czas, że dziecko samo będzie decydowało za siebie. Teraz najważniejsze jest, żeby na tym etapie, na którym się znajduje nauczyło się empatii, współodczuwania, szacunku i miłości do wszystkiego co nas otacza.
- Odwiedza pan również poprawczaki. Skąd ten pomysł?
- Jest to edukacja poprzez zwierzęta tak jak hipoterapia, dogoterapia. Dlaczego trudnej młodzieży nie wyprowadzać na prostą drogę poprzez zwierzęta, poprzez szacunek, empatię? To jest właśnie droga do tego. Ludzie mogą nauczyć się wielu rzeczy od zwierząt.
- Jak ta trudna młodzież reaguje na takich spotkaniach?
- Bardzo dobrze. To działa nie tylko na młodzież z poprawczaków, ale bardzo dobrze wpływa również na więźniów.
- Dlaczego tracimy swoją dziecięcą wrażliwość na zwierzęta?
- Jeżdżę po szkołach, odwiedziłem bardzo dużo dzieci i widzę, że w klasach II, III, IV dzieci są jeszcze wrażliwe, ale około klasy V dziewczynki mówią mi: „Proszę pana, kocham zwierzęta tak jak pan, ale wszyscy się ze mnie śmieją. Czy to normalne kochać zwierzęta?” Ludzie! Tak nie może być. Tak, to jest normalne być wrażliwym. Normalne jest być człowiekiem kochającym. Dlaczego w klasach V-VI narasta ten mur? Myślę, że jest tu już zbyt dużo bodźców zewnętrznych: telewizja, tablety, filmy, które są pełne przemocy.
- W jednym z wywiadów mówi pan o uratowaniu żyrafy, jak to było?
Akcja odbyła się w Płocku. Wandale wpadli do ZOO, jedna z żyraf dostała zawału serca i zdechła. Żyrafy są zwierzętami stadnymi, muszą żyć w parach, w samotności w bardzo krótkim czasie umierają. Trzeba było znaleźć żyrafie nowego partnera i sprowadzić go do niej. Zdobyć fundusze na specjalny transport. Pieniądze znalazłem dzięki szkołom, dzieciom, dzięki temu wszystkiemu co robię.
- Lusia jest z panem od początku pańskiej pracy w edukowaniu dzieci. Dlaczego ona i jak pojawiła się w pańskim życiu?
Dziś nie ma jej ze mną ze względu na hałas, który tutaj panuje i upał. Lusia jest uratowanym przeze mnie psem, pochodzącym z pseudo hodowli, gdzie psy są trzymane w garażach, w ciemnościach i są tam rozmnażane. Kiedy Lusia skończyła pół roku, dostała zastrzyk hormonalny, żeby uaktywnić procesy rozrodcze w jej ciele. To był mały szczeniaczek nienadający się do tego, nie znający świata, trzymany w ciemności. Kiedy trafiła do mojego domu, bała się wszystkiego.
- Przygarnięcie zwierzęcia ze schroniska nie jest łatwe.
- Niektóre są oddane od razu i łakną kontaktu z ludźmi, ale niektóre niestety są tak pokrzywdzone i bite. Jest bardzo wiele przypadków tego, jak bestialsko Polacy traktują zwierzęta. Jeżeli ktoś wyrzuci zwierzę, nie będzie miał oporów przed wyrzuceniem członka rodziny. Jeżeli odda zwierzę do schroniska, bo są wakacje, odda do domu opieki starsze osoby.
- Trudno pogodzić obowiązki rzecznika Towarzystwa Obrony Zwierząt z pracą pisarza?
Tak naprawdę pracuję non stop. Kiedy „Psie troski” wygrały konkurs na lekturę szkolną, pomyślałem że to coś znaczy. Wtedy zamarzyłem sobie, że chcę zmienić całe następne pokolenie dzieci, żeby nie było przemocy wobec zwierząt. Nie zdawałem sobie sprawy z tego, jak dużo czeka mnie pracy. Jestem cały czas w podróży, ale jeżeli ktoś ma takie marzenie, to musi się bardzo napracować. Zdaję sobie z tego sprawę.
- Co myśli człowiek, który stara się, aby do programu nauczania wprowadzono edukację nt. traktowania zwierząt, pisze petycję do MEN-u, dostaje odmowę od ministerstwa, a za jakiś czas jego książka wygrywa konkurs ogłoszony przez to samo ministerstwo i staje się lekturą szkolną?
- Mało tego, jakiś czas potem gazety piszą: „Pierwsza w Polsce lekcja miłości do zwierząt”. Co myśli taki człowiek? Że jest sens pracować dalej i pokazywać: ludzie chodźmy tą drogą. To jak traktujemy naturę pokazuje jak traktujemy siebie nawzajem.
- Na portalu zrzutka.pl organizuje pan zbiórkę pieniędzy na „Zwierzobus”, potrzeba 25 tys. zł, aktualnie uzbierało się tam ponad 5 tys. Jak to się stało, że dziś się tu widzimy?
- Gdybym przejmował się takimi małymi rzeczami, że nie uzbierałem, nie uruchomiłbym wakacyjnej Objazdowej Szkoły, nie miałbym wyników. Pracuję prawie 24 godziny na dobę, ale wiem, że moje życie i praca mają sens, a dzięki edukacji dzieci Polska będzie kiedyś słynna.
Wszyscy, którzy chcieliby dorzucić własną cegiełkę do projektu Toma Justyniarskiego mogą to zrobić poprzez wpłatę na stronie > https://zrzutka.pl/szkola
Eleni Kryńska, Kurier Podlaski – Głos Siemiatycz, fot. EK
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze