Reklama

Tak niewiele brakuje do IV ligi

Co Cresovia Siemiatycze robi w Klasie okręgowej. Ostatnie wyniki, zwycięstwa z drużynami z czołówki ligowej wskazują na to, że wszelkie złe moce odeszły w zapomnienie. Czy święty Piotr wpuści Cresovię do nieba, to jeszcze okaże się 8 czerwca gdy Siemiatyczanie zmierzą się Puszczą Hajnówka na wyjeździe.

     Do tego min Pionier Brańsk, LZS Krynki muszą potknąć się o własne nogi i stracić parę punktów, tak aby Cresovia wskoczyła na drugie czy trzecie miejsce. Przeciwnikom pozostaje jeszcze kolejka ligowa tydzień później, w której siemiatyczanom przysługuje walkower za wycofanie się SKY Białystok z rozgrywek.

       Ale w środę 30 kwietnia zatańczyła sambę na swoim boisku pokonując sąsiada z tabeli Pogoń Łapy aż 7:2. A trzeba przyznać, że wynik mógłby być wyższy. Choć i swoimi umiejętnościami musiał wykazać się dwa razy Kamil Rodzianko.

Reklama

       Mecz zaczął się akcją Kacpra Zazulińskiego w 2 minucie na lewej stronie, który dokładnie obsłużył Mateusza Kraszewskiego i to była pierwsza bramka. Potem były obustronne ataki, z tym, że Cresovia wyczuła krew, grała z polotem, bardzo ofensywnie. Na szczególne wyróżnienie zasłużył Mateusz Kosiński, który mijał przeciwników jak slalomowe tyczki. 18 minuta to jego popis, doprowadził do rozpaczy trzech zawodników Pogoni i podwyższył wynik na 2:0. Potem swoje dołożył równie niebezpieczny Miłosz Kowalczuk, zatańczył na lewej stronie i na tablicy wyników było 3:0. 4:0 to zasługa Konachowicza, który uciekł prawą  stroną i podał do dobrze ustawionego Mateusza Kraszewskiego. W drugiej połowie Cresovia nie zwalniała tempa i choć łapianom udało się uzyskać dwa celne trafienia, to gospodarze zrobili to razy 3. Swoje zadanie wykonali Miłosz Kowalczuk, Mateusz Kosiński po raz drugi i Marek Konachowicz.

       Obrona Cresovii to obecnie monolit, do tego strzałami z dystansu popisują się często Michał Nowicki i Adam Barwiejuk. Dobrze, coraz odważniej gra na bramce Kamil Rodzianko. No i ofensywa, w której udział bierze cała drużyna. Po meczu widocznym była radość na twarzach prezesa Jana Kucy, kierownika Wojciecha Łopaciuka i kibiców. Trener Wojciech Moczulski ustawił wszystkie figury szachowe na właściwym miejscu. I ciągle echo:: będzie IV liga czy nie? W Siemiatyczach powinna być.

Reklama

       Jacek Piotrowski, fot. JP 

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.


Reklama

Wideo kurierpodlaski.pl




Reklama