Reklama

Szlaban na komórki w szkole?

01/06/2006 18:23
Na polskim wysyłali SMS, na matematyce słuchali mp3, na religii robili księdzu zdjęcia, a na wf. dzwonili do znajomych - tak bywało w niektórych szkołach jeszcze w ubiegłym roku szkolnym. Część szkół wprowadziła zakazy przynoszenia lub zakazy korzystania z telefonów komórkowych przez uczniów.
          W poprzednich latach w siemiatyckich szkołach problem zaczynał się już w podstawówkach. Po pierwszej komunii drugoklasiści przychodzili już do szkoły z komórkami. W starszych klasach telefonów było jeszcze więcej. Praktycznie w gimnazjum i szkole średniej uczeń bez komórki to dziś rzadkość. W większości szkół na terenie powiatu siemiatyckiego obowiązuję zakazy przynoszenia telefonów do szkoły lub korzystania z nich podczas zajęć.
          - Czasami nie dało się normalnie lekcji prowadzić. Co dziesięć minut tylko melodyjki i jakieś sygnały. A SMS-ami to jakoś pomagali sobie podczas klasówek. Upomnienia nauczycieli nic nie dawały – mówi nam jeden z siemiatyckich nauczycieli.           Dyrekcje szkół postanowiły więc temu zaradzić. Wcześniej lub już po wprowadzeniu zakazu o problemie informowano rodziców. Część szkół postanowiła też porozmawiać na ten temat na zwołanych w tym celu zebraniach z rodzicami. Dlatego większość szkół zdecydowała się na wprowadzenie zakazu korzystania z telefonów podczas zajęć lub w szkole, a tylko nieliczne na zakaz przynoszenia ich do szkoły. Generalnie zakazy są respektowane. Już prawie nie zdarza się, żeby na lekcji coś "zapikało".
          Do białostockiego kuratorium oświaty dawno dotarły informacje, że dyrekcje szkół chcą wyeliminować komórki na lekcjach. Kuratorium proponuje następujące rozwiązanie.
          - Trudno zabronić uczniom korzystania z komórek, ale reguły ich używania można sprecyzować w statucie szkoły. Powinny znaleźć się tam jasne zasady oraz kary za nieprzestrzeganie tych zasad - mówią w kuratorium.           Co na to uczniowie?                     - Zakazy niczego nie rozwiążą. Tu trzeba zdrowego rozsądku. Nauczyciele narzekali na nas, ale sami nie dawali dobrego przykładu. Na lekcjach często się zdarzało, że do nauczyciela dzwonił telefon, a ten wychodził z lekcji i rozmawiał. Teraz jest inaczej. Po wprowadzeniu zakazu korzystania nauczyciele też wyłączają komórki na lekcjach - opowiada Mateusz, uczeń jednej z siemiatyckich szkół. - opowiada Mateusz, uczeń jednej z siemiatyckich szkół.           Jak to jest w naszych szkołach?
          Teresa Kosińska, dyrektor Zespołu Szkół w Grodzisku:           - Jest zakaz przynoszenia komórek do szkoły. Wprowadziliśmy go w bieżącym roku szkolnym. Być może i teraz uczniowie korzystają w szkole z komórek, ale w taki sposób, że my tego nie widzimy. Wcześniej oczywiście zdarzało się, że uczniowie włączali telefony na lekcjach i to zadecydowało o wprowadzeniu zakazu. Eugeniusz Matujewicz, dyrektor Zespołu Szkół w Milejczycach:           - U nas obowiązuje zakaz przynoszenia ich do szkoły. Decyzję o tym podjęliśmy na początku tego roku szkolnego na zebraniu z rodzicami. Sam takiej decyzji nie podejmowałem. Rodzice wsparli moją propozycję i podpisali stosowny dokument. Wcześniej zdarzało się nawet, że uczniowie robili nauczycielom zdjęcia telefonami. W okresie od kiedy obowiązuje ten zakaz, tylko raz się zdarzyło, że uczeń nie zastosował się do zakazu. Rodzic odebrał go ze szkoły.

          Helena Kapuścińska, dyrektor Szkoły Podstawowej w Siemichoczach:
          - Nie mamy problemu z komórkami. Rodzice wiedzą, że nie można wysyłać dzieci do szkoły z komórką. Dzieci znajdują się pod stałą opieką i jeśli coś na przykład stałoby się dziecku lub trzeba było natychmiast o czymś powiadomić rodziców, to szybko powiadamiany rodzica. Dziecko nie musi same powiadamiać rodziców w takich przypadkach. Owszem, były sporadyczne przypadki korzystania z komórek. Teraz rodzice wiedzą, że do szkoły dziecko idzie bez komórki. Poza tym w naszym mniejszym środowisku jest inaczej niż w większych szkołach. Dziecko jest praktycznie w zasięgu oka. Jakby korzystało z komórki, szybko byśmy to wyłapali. Aleksander Rękawek, dyrektor Szkoły Podstawowej nr 1 w Siemiatyczach:           - U nas też jest zakaz. Dotyczy korzystania z komórek, a nie przynoszenia ich do szkoły. Owszem, na przykład na przerwie dziecko może skontaktować się z rodzicem. Rodzie też wiedzą, że wprowadzony został taki zakaz.
          Stanisława Cesarz, dyrektor LO w Drohiczynie:           - Nie wiem, czy młodzież przynosi do naszego licem komórki. Na mojej lekcji nigdy nie zdarzył się przypadek, żeby zapikała komórka. Nauczyciele też nic takiego do mnie nie zgłaszali. U nas praktycznie ten problem nie istnieje.
          Stefania Wierzbicka, dyrektor Gimnazjum w Perlejewie:           - U nas nie ma zakazu przynoszenia komórek do szkoły, ale obowiązuje zakaz korzystania z nich. Przed wejściem do szkoły uczeń jest obowiązany wyłączyć komórkę. Zakaz ten wprowadziliśmy na początku tego roku szkolnego. Wcześniej zdarzało się, że telefony pikały na lekcji.

          Alicja Sawczuk, dyrektor Zespołu Szkół w Mielniku:
          - Zakaz przynoszenia komórek do szkoły wprowadziliśmy dosyć dawno. Najpierw zorganizowaliśmy ogólne zebranie rodziców, przedstawiając zarówno plusy, jak i minusy przynoszenia telefonów do szkoły przez uczniów. Każdy rodzic mógł się wypowiedzieć na ten temat. Ostatecznie zdecydowaliśmy, że będzie obowiązywał zakaz. Jeśli uczniowie tego nie przestrzegają, komórki lądują w szufladzie u dyrekcji, a po ucznia zgłasza się rodzic. Warto dodać, że w szkołach zdarzają się przypadki kradzieży telefonów komórkowych. Miejmy nadzieję, że wprowadzone zakazy ich używania lub przynoszenia do szkoły przyczynią się do zmniejszenia liczby tego typu kradzieży.
          Cezary Klimaszewski, Tygodnik Głos Siemiatycz
Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.


Reklama

Wideo kurierpodlaski.pl




Reklama