Około 0,3 procenta polskich szkół korzysta z dziennika elektronicznego. Wydaje się jednak, że wzrost tego wskaźnika jest tylko kwestią czasu. Możliwe zatem, że z czasem z polskich placówek oświatowych na dobre znikną papierowe, wielokartkowe dzienniki lekcyjne. Podpisana w lipcu przez Ministra Edukacji Narodowej, Katarzynę Hall, nowelizacja rozporządzenia z 2002 roku, dała publicznym szkoło nową możliwość prowadzenia dokumentacji. Nowelizacja umożliwiła m.in. prowadzenie dzienników elektronicznych, które mogą całkowicie zastąpić tradycyjne dzienniki w formie papierowej. Jeżeli tylko szkoły zdecydują się na wdrożenie nowego systemu, dzienniki wszelkich zajęć dydaktycznych i wychowawczych mogą mieć postać elektroniczną. Za zgodą samorządów Od tradycyjnej, papierowej formy dokumentacji, szkoły mogą odstąpić całkowicie po uzyskaniu zgody organu prowadzącego. Zgoda samorządu będzie konieczna, ponieważ to on musi znaleźć środki na poniesienie kosztów związanych z zakupem odpowiedniego sprzętu komputerowego, właściwego oprogramowania, a także z ewentualnym przeszkoleniem kadry pedagogicznej. Ci, którzy nie chcą szkolnej dokumentacji rewolucjonizować od razu, decydują się na stopniowe wprowadzanie dokumentów elektronicznych, obok wciąż jeszcze funkcjonujących papierowych. W naszym powiecie Kilku dyrektorów i nauczycieli szkół z naszego powiatu poprosiliśmy o komentarz w tej sprawie. Co sądzą o takiej możliwości i czy widzą potrzebę wprowadzenia nowego systemu w swoich placówkach. Większość zapytanych osób była raczej zgodna co do tego, że przed takimi nowinkami nie można się ustrzec, bo szkoła powinna iść z duchem czasu. Dyrektor Zespołu Szkół Rolniczych w Czartajewie, Leon Kochanowski, powiedział: - Jak najbardziej jestem za taką możliwością. W naszej szkole już w tym roku będziemy powoli wdrażać w życie ten system, choć jeszcze nadal będzie obowiązywała papierowa forma dokumentacji. Już zakupiliśmy oprogramowanie. Wiadomo, że potrzeba jednak trochę czasu na doprowadzenie sieci do każdej pracowni, zakup odpowiedniej ilości komputerów. Myślę, że na pewno młodzi nauczyciele nie będą się przed tym bronić. Jakieś problemy z obsługą mogą mieć starsi nauczyciele, ale to też przecież pozostaje tylko kwestią odpowiedniego przeszkolenia. Z pewnością dla rodziców będzie to duże ułatwienie, bo na bieżąco będą mogli śledzić oceny swoich dzieci i kontrolować obecności w szkole. - Trzeba iść z duchem czasu i na pewno kiedyś tego nie unikniemy. Ale najpierw musimy zadbać o unowocześnienie sieci, sprzętu komputerowego – w podobnym tonie wypowiadał się dyrektor gimnazjum w Nurcu, Mirosław Wierchow. Takie nowinki techniczne mają nie tylko zalety, ale także swoje wady. Nie będzie już możliwości wykradnięcia dziennika i dostawienia ocen, co zdarzało się w niejednej polskiej szkole. Ale z drugiej strony, kto zagwarantuje, że niepowołane osoby nie dostaną się do systemu komputerowego? W dzisiejszej dobie wydaje się to być jeszcze bardziej prawdopodobne niż zniknięcie papierowego dziennika, choć producenci dzienników elektronicznych zapowiadają, że ich produkty są sprawdzone i wyjątkowo bezpieczne. Nie każdy rodzic chce Rozmówcy zgodnie podkreślali, że to duże ułatwienie dla rodziców w bieżącym śledzeniu postępów ucznia. Zapytać trzeba jednak także rodziców. Duża część z nich na co dzień nie ma do czynienia z komputerem i internetem. - Nie jest mi to do niczego potrzebne. Jestem stosunkowo młodą mamą, ale na co dzień nie używam komputera i jakoś na razie nie zanosi się też na zmiany w tej kwestii. W pracy komputer nie jest mi potrzebny, a w domu go nie mam. Z tego co wiem, wcale nie jest też tak łatwo u nas z dostępem do internetu. Dlatego wolę pofatygować się osobiście do szkoły, czy nawet zadzwonić i zapytać o to, co mnie interesuje – twierdzi mieszkanka małej wsi. Tak więc elektroniczny dziennik będzie ułatwieniem tylko dla rodzica, który na co dzień posługuje się komputerem i ma dostęp do sieci. Ryzyko „odhumanizowania” Również o korzyściach płynących z prowadzenia elektronicznych dzienników mówił dyrektor Zespołu Szkół z Oddziałami Integracyjnymi w Siemiatyczach, Alfred Bajena, który poruszył jednocześnie dość ważny aspekt tego problemu. - Pomijając cały szereg korzyści płynących z prowadzenia takiej dokumentacji, trzeba jednak wziąć pod uwagę to, że zastosowanie takiej nowości będzie stopniowo prowadziło do „odhumanizowania” relacji rodzic-uczeń. Przed rokiem, kiedy zacząłem mówić rodzicom o takiej możliwości, rodzice byli zdecydowanie przeciwni – komentował Bajena. Okiem nauczyciela - Dziennik elektroniczny to bardzo fajna rzecz, ponieważ umożliwia rodzicom osobiste, częste sprawdzanie wyników nauczania swoich dzieci. Jak stwierdzić, czy taki rodzic to robi? Ten, który się interesuje ocenami dziecka, na pewno na bieżąco będzie interweniował, gdy go coś zaniepokoi, przyjdzie do szkoły, porozmawia z nauczycielem. Prowadzenie takiego dziennika wymaga od nas, nauczycieli systematycznego wpisywania ocen np. raz lub dwa razy w tygodniu. Na pewno dla niektórych będzie to kłopot, ale w dobie komputerów trzeba się było liczyć z taką możliwością. Wiem, że wiele szkół już z takich dzienników korzysta i bardzo chwali sobie tę formę przekazywania informacji – popiera pomysł nauczyciel matematyki w jednej z siemiatyckich szkół.
Szacuje się, że aktualnie około 0,3 procenta szkół w Polsce obok papierowego dziennika prowadzi także dziennik elektroniczny. To bardzo mało. Wydaje się jednak, że wzrost tego wskaźnika jest nieuchronny.
Komentarze