Istniejące w latach 70-tych w Siemiatyczach społeczne ognisko muzyczne spowodowało apetyty wielu osób na utworzenie tutaj szkoły muzycznej I stopnia. Do tego celu postanowiono zaadaptować zabytkowy budynek, nazywany później oranżerią. Budowa przeciągała się ponad pięć lat, aż zmienił się ustrój i szkołę oddano do użytku dopiero w marcu 1990 roku. Nie mogła być to już wtedy szkoła państwowa, jak pierwotnie planowano. Organizacji oraz prowadzenia jej podjęło się Białostockie Towarzystwo Muzyczne. Instytucja ta zatrudniła wtedy też dyrektora szkoły, którym został Zenon Sielewonowski. Taki stan trwał do roku 1994, kiedy szkoła uzyskała uprawnienia szkoły publicznej. Nic nie mamy wspólnego ze szkołą Od tamtego momentu szkoła uzyskała samodzielność i jak twierdzi prezes BTM Wiesław Dąbrowski: szkoła jest jedynie członkiem BTM i z tego tytułu opłaca składki członkowskie w wysokości 5 zł od ucznia miesięcznie. BTM obecnie nie zatrudnia dyrektora, ani nauczycieli, nie jest organem prowadzącym i nadzorującym, od 1994 roku nie wysyła do szkoły wizytatorów, gdyż szkoła stała się samodzielną jednostką.
Ministerstwo twierdzi inaczej Powstało więc pytanie - kto, jaka instytucja jest organem prowadzącym szkołę? To pytanie więc skierowaliśmy do Ministerstwa Kultury i Sztuki. Tam Małgorzata Kamowicz, zastępca dyrektora departamentu edukacji kulturalnej wyjaśniła, że nadzór nad szkołą prowadzi...Białostockie Towarzystwo Muzyczne. Jeżeli dyrektor nie sprawuje nadzoru pedagogicznego, to powinien mieć ukończone studia podyplomowe z zarządzania jednostkami oświatowymi, a jeżeli sprawuje nadzór pedagogiczny, to powinien mieć studia pedagogiczne lub takowy kurs. Ministerstwo nie rozumie dlaczego BTM wypiera się szkoły. Nie wiedzą też tam nic o karalności dyrektora i nie posiadania przez niego wyższego wykształcenia Janusz Lewandowski z Centrum Edukacji Artystycznej w Olsztynie, która to instytucja ma prowadzić nadzór merytoryczny nad szkołą w Siemiatyczach z ramienia MKiS, był w tej szkole ok. 1,5 roku temu. Twierdzi, że wizytacje takie mogą być przeprowadzane co pięć lat i że wszystko jest w porządku. Już na drugi dzień po naszych telefonach do Ministerstwa Kultury, dyrektor wyznaczył swojego zastępcę ds. pedagogicznych - został nim Lechosław Ryszczuk. W kolejnym faksie w tej sprawie z Ministerstwa dowiadzieliśmy się, że dyrektor jest nadal zatrudniony przez BTM, które jest... organem prowadzącym szkołę. Czyżby prezes Białostockiego Towarzystwa Muzycznego o tym nie wiedział, lub świadomie wprowadzał nas w błąd?
Zatrudnia mnie BTM Z wypowiedzi dyrektora Sielewonowskiego wynika, że: w szkole pracuje obecnie łącznie z dyrektorem dziewięciu nauczycieli: ośmiu na etacie i Helena Szczygoł na umowę zlecenie. Nauczyciele wynagradzani są według karty nauczyciela. Budżet szkoły nie jest ustalany. Szkoła utrzymuje się z czesnego za naukę oraz dotacji ze starostwa. Obecnie uczy się 62 dzieci. W ciągu ostatnich dwóch lat nie zakupiono żadnych instrumentów - pieniądze przekazywane są tylko na płace nauczycieli, a dyrektora zatrudnia BTM. Dyrektor twierdzi, że nadzór nad finansami szkoły sprawuje... on sam i księgowa, kontrole też przeprowadza księgowa. W szkole nie ma też żadnego ciała społecznego ani komitetu rodzicielskiego, który by opiniował pracę dyrektora i szkoły.
Dotacje Wiemy, że dotacje starostwa, to w minionym roku grubo ponad 40.000 zł, a w tym roku 30.000 zł, nie wiemy jakie były w roku 1999 i 2000. Czesne uczniów, to 180 zł miesięcznie. Przy obecnej ilości uczniów, to kwota 11.160 zł miesięcznie. Dodać do tego należy fakt, że utrzymanie budynku, ogrzewanie, eksploatacja i administracja opłacana jest przez budżet miasta. Szkoła nie ma jednak podpisanej żadnej umowy z miastem ani też z SOK, na wynajmowanie pomieszczeń. Dotacje starostwa w tym roku wydane zostały w większości na ZUS pracowników oraz podatek dochodowy za pracowników. Poza tym drobne kwoty, to m.in. - jak wynika z rozliczenia w starostwie - naprawa saksofonu i akordeonu, zakup stroików do saksofonu (które, nota bene, uczniowie muszą sami sobie kupować), nut. Z tej dotacji dla szkoły muzycznej też opłacono np. w tym roku wynajem autokaru dla zespołu Małe Podlasie. Co ciekawe, z pismem do starostwa o dotację wystąpił prezes BTM, a nie dyrektor szkoły. Był bowiem w tym czasie starostą, więc nie mógł sam sobie dawać dotacji? Przekazywane dotacje nie były jednak rozliczane przez organ podpisujący umowę czyli BTM, a przez szkołę muzyczną. Szkoła nie posiada własnego majątku trwałego pomieszczeń, instrumentów. Przez wiele lat nie dorobiła się fortepianu, podstawowego instrumentu dla takiej szkoły. W ciągu ponad 10 lat istnienia szkoły, oprócz stałej kadry kilku miejscowych nauczycieli, miała tutaj miejsce duża rotacja nauczycieli dojeżdżających. Miejscowe siły bowiem nie zapewnią obsady zbyt wielu instrumentów. Wielu z dobrych nauczycieli dojeżdżających z Białegostoku zrezygnowało z pracy w tej szkole, z powodu np. braku pieniędzy na zwrot kosztów podróży, lub też antagonizmów z dyrektorem. Czyja to szkoła? Reasumując więc i dając wiarę pismom z ministerstwa, można domniemywać, że BTM jednak jest jednostką prowadzącą szkołę (mimo, że się tego publicznie wypiera), a szkoła ma uprawnienia szkoły publicznej. Stawiamy więc publiczne zapytania do prezesa Białostockiego Towarzystwa Muzycznego, jednostki prowadzącej Szkołę Muzyczną I stopnia w Siemiatyczach: - ile lat trwa kadencja dyrektora, - jakie wykształcenie powinien posiadać dyrektor prowadzonej przez BTM szkoły muzycznej, - kiedy zostanie ogłoszony konkurs na to stanowisko? Jeśli zaś BTM rzeczywiście nic z tą szkołą wspólnego nie ma oprócz składek, używania pieczątki BTM na wszelkich dokumentach szkoły muzycznej w Siemiatyczach i ubiegania się w jej imieniu o dotacje, to w takim razie otwarte pozostaje pytanie: czyja jest to szkoła i jakie organy społeczne nadzorują księgowość, fundusze, dotacje, itp. Nie mówiąc już o prawidłowości przebiegu procesu dydaktycznego, realizowania programu. Szkoła istnieje ponad 10 lat. Nie rozwija się jednak, wręcz przeciwnie, brakuje instrumentów, oraz sal do ćwiczeń, które zajmowane są przez co raz to inne instytucje, a nawet czasowo przez rozmaitych uzdrowicieli i znachorów. Nie stała się też przez te lata rozwojowym miejscem promieniowania wysokiej kultury w powiecie- po prostu egzystuje. Z roku na rok ubywa uczniów, również z powodu ubożenia społeczeństwa. Ale powody bywają również inne.
Marek Malinowski, Jerzy Nowicki, Jacek Piotrowski, Tygodnik Głos Siemiatycz
Komentarze