Reklama

Sześć lat w wolontariacie

07/05/2008 12:34
Jako wolontariusz pracowała z dziewięcioletnim Alaudim, który wymagał, żeby nazywać go Szamil, bo był ogromnie przywiązany do Szamila Basajewa. Dziesięcioletni chłopiec opowiadał jej o tym, jak zbombardowano jego huśtawkę, na której w tym czasie siedział jego przyjaciel - o swojej pracy w wolontariacie opowiada Katarzyna Borzym, jedna z „9 wspaniałych województwa podlaskiego”.
          - Podziel się wrażeniami, skąd w ogóle wzięłaś się wśród tych 9 wspaniałych, kto zgłasza kandydatury?
          - To było dla mnie przeżycie. Jak najbardziej pozytywne, choć pełne emocji. Może dzięki temu uda się trochę spopularyzować kwestię pomocy dzieciom uchodźców, bo cierpimy na chroniczny brak wolontariuszy zainteresowanych tego typu pracą. Konkurs dokładnie nazywa się "Samorządowy Konkurs Nastolatków Ośmiu Wspaniałych" i dotyczy osób w wieku 14 - 19 lat, które w jakiś sposób udzielają się społecznie. Zgłaszać kandydatury mogą instytucje (mnie zgłaszała Fundacja Edukacji i Twórczości w Białymstoku), aczkolwiek zawsze kandydat musi mieć odpowiednie zaświadczenie ze szkoły (głównie chodzi o potwierdzenie, że jest jej uczniem). Swoich kandydatów zgłaszać mogą także zwykli ludzie, np. staruszka, której jakiś uroczy młody człowiek robi zakupy, wiadomo jednak, że zgłoszenie wypływające z organizacji czy instytucji ma większe szanse powodzenia. Potrzebne są jeszcze przynajmniej dwie rekomendacje od osób, z którymi się współpracowało. Potem odbywają się przesłuchania, które pomagają weryfikować osobowości kandydatów (każdy przesłuchiwany był pytany m.in. o stosunek do używek, obowiązków szkolnych itp.) oraz rozstrzygać kwestie sporne. To tak pokrótce najważniejsze informacje o konkursie.
          - Skąd zainteresowanie wolontariatem? Zajmujesz się pomocą innym już 6 lat, przez 1/3 swego życia.
          - Szczerze mówiąc nigdy nie zastanawiałam się nad tym, jak dokładnie to się zaczęło, ale przykład pracy na rzecz innych oraz zapał do podejmowania różnorakich inicjatyw wyniosłam z domu. Mój wolontariat wynika także z potrzeby serca i ogromnej radości, jaką daje mi kontakt z ludźmi i możliwość pomocy. A sześć lat to naprawdę niewiele, nawet jeśli stanowi jedną trzecią życia.
          - Zajmowałaś się wolontariatem w Drohiczynie? Jak wyglądała twoja praca na naszym terenie?
          - Praca w Drohiczynie polegała głównie na pomocy dzieciom z domów dziecka w Białowieży i Włocławku. Wraz z innymi uczniami gimnazjum zbieraliśmy przybory szkolne, ubrania. Organizowaliśmy spotkania z dzieciakami, podczas których m.in. malowaliśmy pisanki. Do innych inicjatyw należała zbiórka książek dla dzieci mieszkających na Białorusi. W ramach Klubu Europejskiego organizowaliśmy Dni Europejskie, zaś z Kołem Biologicznym - Dni bez Papierosa. Ogólnie rzecz biorąc, praca miała charakter akcyjny.
          - A wolontariat w Białymstoku - czy od razu zaczęłaś współpracę z centrum monitoringu i wolontariatu?
          - Współpracę z Centrum Monitoringu i Wolontariatu przy Fundacji Edukacji i Twórczości rozpoczęłam już we wrześniu 2005 roku, ponieważ wtedy rozpoczął się nabór do Szkolnego Koła Wolontariatu. Po trzymiesięcznym szkoleniu zostałam „pełnoprawnym” wolontariuszem w ramach programu „Starszy Brat Starsza Siostra”. Od grudnia 2006 roku prezes fundacji, Michał Gaweł, zaproponował mi pracę w charakterze koordynatora wolontariuszy - więc oprócz pracy z dziećmi uchodźców otrzymałam kilku kandydatów na wolontariuszy pod opiekę. Kontakt z fundacją był o tyle łatwiejszy, że pan Gaweł jest na co dzień nauczycielem filozofii i etyki w moim liceum.
          - Pracowałaś z czeczeńskimi dziećmi. Jak wyglądała praca z takimi dziećmi, jak uczyłaś je polskiego?
          - Moją przygodę z dziećmi uchodźców rozpoczęłam tuż po szkoleniu, kiedy to musiałam zadeklarować rodzaj pracy, jaki chcę wykonywać. Nie jest to łatwe zadanie, może się zdarzyć bowiem (i tak było w moim przypadku), że bariera językowa dość skutecznie utrudnia pracę. Czeczeni znają doskonale język rosyjski, którym niestety ja się nie posługuję. Trudne jest także wytworzenie sprzyjającej atmosfery - dzieci w wieku szkolnym mają często za sobą doświadczenia już tak bolesne, że załamałyby niejednego dorosłego. Pracowałam z dziećmi, które były świadkami masakr, dokonywanych także na ich najbliższych. Nauka polskiego okazała się dość trudnym wyzwaniem, jednak wyposażeni w słownik polsko - rosyjski przebrnęliśmy przez alfabet i kilkanaście czytanek. Pracowałam m.in. z dziećmi głównego ochroniarza Szamila Basajewa, a więc delikatnie otarłam się o „wielką politykę”.
          - W swoim „dorobku” masz też tytuł Wolontariusza Roku Fundacji „Starszy brat starsza siostra”. Na czym polega ten program?
          - Program Starszy Brat Starsza Siostra powstał w USA na początku XX wieku. Polega on na bezpośrednim kontakcie wolontariusza z dzieckiem na zasadzie mentoringu, zaś ich współpracę nadzoruje koordynator (na zasadzie monitoringu). Ważne jest jednak, że program nie zakłada pomocy w nauce, ale raczej wsparcie psychologiczne, dlatego kierowany jest na ogół do dzieci z trudnych środowisk, często nawet patologicznych. Spotkania odbywają się przynajmniej raz w tygodniu po minimum dwie godziny, zaś okres spotkań reguluje kontrakt, podpisywany przez dziecko, jego rodziców, wolontariusza i koordynatora. Jako wolontariusz w programie pracowałam przez rok z dziewięcioletnim Alaudim (na marginesie dodam tylko, że wymagał ode mnie, żeby nazywać go Szamil - był ogromnie przywiązany do Szamila Basajewa). Chłopiec miał problemy w szkole, był odrzucony przez rówieśników ze względu na jego pochodzenie, bardzo tęsknił także za swoim miastem Groznym. Później pracowałam z większą grupą dzieci, natomiast w samym programie „awansowałam” na koordynatora wolontariuszy (miałam wtedy 17 lat, dzięki czemu zostałam jednym z najmłodszych koordynatorów w ponad stuletniej historii programu obecnego aktualnie w ponad 50 krajach świata), więc przybyło mi obowiązków - prowadzenie grupy wsparcia, szkolenie kandydatów, kontakty z rodzicami. W 2007 roku Ogólnopolski Zarząd Fundacji Starszy Brat Starsza Siostra przyznał mi tytuł Wolontariusza Roku. Podjęłam także współpracę z amerykańskim Big Brother Big Sister International poprzez osobę pani Rebecci Fain, odpowiedzialnej za rozwój programu w Polsce. Trzyletnie już doświadczenie przekonało mnie, że jest to jedna z najefektywniejszych inicjatyw skierowanych do dzieci. Relacje oparte na przyjaźni i zaufaniu pomagają budować wielkie dzieło, jakim jest kształtowanie młodego człowieka.
          - Co najbardziej boli w tego typu pracy, co najbardziej cieszy?
          - Praca wolontariusza nie należy do najłatwiejszych, ponieważ po ludzku patrząc, potrzeba wiele czasu na to, by widoczne były jej efekty. Najbardziej cieszy jednak to, kiedy się już pojawiają. Dla mnie jednym z nich był moment, kiedy Alaudi po raz pierwszy przeczytał słowo „książka” bez zająknięcia. Innym razem grupa dzieci wyszła mi na spotkanie i przekrzykiwali się jeden przez drugiego, opowiadając mi, co wydarzyło się u nich w szkole. I to jest piękne w tej pracy - ta sympatia, radość ze spotkań i świadomość tego, że jest im to potrzebne. Odporność psychiczna bywa potrzebna - czasem mimo woli stajesz się powiernikiem sekretów, których nie powinieneś znać. Kiedyś jedna z dziewcząt zwierzyła mi się, że ojciec chce ją wydać za mąż, podczas gdy ona chce się jeszcze uczyć. Widząc jej łzy i rozpacz można sobie pewne rzeczy przewartościować i zrozumieć. Innym razem dziesięcioletni chłopiec opowiadał mi o tym, jak zbombardowano jego ukochaną huśtawkę, na której wtedy siedział jego przyjaciel. Świadomość bezsilności jest chyba najtrudniejsza. Biurokracja jest czymś strasznym, doświadczyłam tego zwłaszcza jako koordynator. Porażki także się zdarzają - dajesz z siebie wszystko, ale dziecko nadal nie chce się przed tobą otworzyć, traktuje cię jak nauczyciela, a nie przyjaciela. I to także jest bolesne. Najgorzej jest jednak poddać się temu zniechęceniu i odejść.
          - Mówisz o chronicznym braku wolontariuszy - jak byś zachęciła do wolontariatu?
          - Dla mnie praca wolontariusza jest najcenniejszą lekcją empatii, cierpliwości i wytrwałości. Nic tak nie wzbogaca osobowości jak nieustanny kontakt z innymi ludźmi. Wolontariat uczy także bezinteresowności, pomocy, która nie oczekuje niczego w zamian. Przekonuje także, że z naszym materialistycznym światem jeszcze nie jest tak źle. To, co robisz dla innych kiedyś do ciebie wróci. Przekonałam się już o tym niejednokrotnie. Mimo wszystko spotykam się z ogromną ilością ludzi o bardzo słomianym zapale. Szkolenie kończyli, jednak potem nie podejmowali pracy. Przygotowanie grupy do pracy z dziećmi trwa około trzech miesięcy, zaś pracę podejmuje ok. 30 procent kandydatów. Ten brak konsekwencji to najbardziej palący problem.
          - Powiedz nam jeszcze coś o sobie. Wiem, że jesteś bardzo dobrą uczennicą, masz czas na np. startowanie w olimpiadach i czas na wolontariat.
          - Mam 19 lat i od wczoraj jestem abiturientką VI LO w Białymstoku. Obecnie dość skutecznie moją głowę zaprząta nieuchronnie zbliżająca się matura i konieczność podjęcia wiążących decyzji życiowych. W czasie wolnym spotykam się z przyjaciółmi, chodzę do teatru lub czytam. Obecnie większość czasu spędzam w Białymstoku, jednak do Drohiczyna zawsze wracam z ogromną radością. Kocham to miasteczko za przepiękne widoki, magiczną atmosferę i wspaniałych ludzi, którzy potrafią nadać mu ten szczególny klimat. I to właśnie czyni Drohiczyn tak wyjątkowym miejscem.

          Anna Kondraciuk, tygodnik Głos Siemiatycz
Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.


Reklama

Wideo kurierpodlaski.pl




Reklama