Do tej pory odbyły się już 3 edycje Diecezjalnej Ligi Szachowej, w sumie 26 turniejów. Głównym pomysłodawcą Ligi był ksiądz Krzysztof Domaraczeńko, wikary z Dziadkowic. Z księdzem Domaraczeńko rozmawiamy o Lidze i jego szachowych pasjach.
- Kto był inicjatorem Diecezjalnej Ligi Szachowej? - Zaczęło się w lutym 2004 roku. Zaproponowałem panu Krzysztofowi Kalinowskiemu, nauczycielowi z gimnazjum w Perlejewie, abyśmy spróbowali zorganizować diecezjalny turniej szachowy. Jako miejsce turnieju zaproponowaliśmy Drohiczyn. Pozytywnie do tego podszedł, podejmując się tego zadania. Na pierwszy turniej, pamiętam, że było to 6 lutego, przybyło, ku naszemu zdziwieniu, aż 40 młodych graczy z 10 parafii. Widząc radość dzieci i młodzieży podjęliśmy się organizacji kolejnych turniejów, na przykład raz w miesiącu w jakiejś parafii. - Porównajmy pierwsze zawody z Drohiczyna z 2004 r., a ostatnie z Dziadkowic z tego roku. Jakie zaszły zmiany? - Po pierwsze mamy profesjonalnego sędziego - Józefa Flazińskiego z Sokołowa Podlaskiego, który sędziuje przy użyciu programu komputerowego. Pierwszy turniej rozegraliśmy bez zegarów szachowych i na zwykłych szachach. Teraz mamy lepszy sprzęt. Ilość grających szachistów wzrasta, poprawia się jakość gry. W naszej lidze grają uczestnicy mistrzostw Polski juniorów, gościliśmy Perlejewie Martę Przeździecką, która na mistrzostwach Polski kobiet seniorek zdobyła wicemistrzostwo. Potem brała udział w Olimpiadzie w Turynie, na Mistrzostwach Europy i Świata, osiągając bardzo dobre wyniki. - Czy w zamyśle inicjatorów było to, że Liga tak bardzo rozrośnie się i spopularyzuje? - Przede wszystkim spotkania nasze mają służyć integracji dzieci. Przypominamy, aby młody człowiek, który zasiada przed szachownicę, grał uczciwie. W zamyśle mieliśmy również popularyzację szachów na Podlasiu, gdyż praktycznie od Sarnak do Białegostoku nie ma klubów i środowisk szachowych. Chcemy również poprzez grę w szachy rozwijać młodego człowieka, jego osobowość i intelekt, by był przede wszystkim dobrym chrześcijaninem. - Organizatorzy, oprócz wychowania sportowego, duży nacisk kładą na aspekty religijne. - Jednym z celów naszych spotkań jest promowanie parafiadowego systemu współzawodnictwa sportowego dzieci i młodzieży, opartego na starożytnej greckiej triadzie stadion-teatr-świątynia. Dlatego też większość turniejów rozpoczynamy Mszą św., a kończymy modlitwą. - W rozgrywkach udział biorą też dzieci prawosławne. - Cieszymy się, że szachy łączą ludzi. Dewizą Międzynarodowej Federacji Szachowej jest: "Gens una sumus" - "Jesteśmy jedną rodziną". Gościliśmy też szachistów z diecezji: łomżyńskiej, siedleckiej, białostockiej i lubelskiej. - Czy trudno było o sponsorów? - Bardzo trudno. Między innymi dlatego, że szachy są mało widowiskową dyscypliną. Ale Pan Bóg stawia na naszych drogach ludzi, którzy, widząc uśmiechnięte i zamyślone twarze dzieci i młodzieży, podzielą się książką czy pucharem. Dlatego chciałbym na łamach "Głosu Siemiatycz", za pomoc w organizacji turniejów, podziękować: Stowarzyszeniu "Parafiada" z Warszawy panu Januszowi Łopuskiemu, który już drugi sezon fundował puchary, Prezesowi Polskiego Związku Szachowego Andrzejowi Filipowiczowi za ufundowanie czasopism szachowych, Krzysztofowi Ryszkowemu z Węgrowa i firmom, które podarowały nagrody rzeczowe: Kolporter z Kielc, "Procter & Gamble" z Warszawy i Bank Millenium z Warszawy. - Czy czwarta edycja Ligi wystartuje? - Prawdopodobnie we wrześniu lub na Dzień Papieski. - Skąd się wzięła pasja do szachów u księdza? - W szachy nauczył mnie grać mój dziadek - Kazimierz Kosiński z Drohiczyna. Jak on już ze mną przegrywał, grywałem z chrzestnym Tadeuszem Mioduszewskim z Łopusza, a potem już w Drohiczynie pod kierunkiem Tadeusza Borzyma i tak zostało do dziś. - Udział w zawodach? - Turniejów było wiele. Pierwsze w Drohiczynie, potem w Białymstoku. Następnie miałem 10-letnia przerwę ze względu na naukę w seminarium. Potem grałem trzykrotnie na Międzynarodowej Parafiadzie w Warszawie. Ale najważniejszym turniejem były zeszłoroczne V Mistrzostwa Polski Duchowieństwa w szachach, w Warszawie. Ważnym turniejem były też Amatorskie Mistrzostwa Europy w Pardubicach w Czechach. Biorę udział w zawodach w trakcie urlopu, gdyż w ciągu roku mam wiele obowiązków duszpastersko -katechetycznych. Korzystam również z dobrodziejstw techniki i biorę udział w Międzynarodowym Korespondencyjnym Turnieju Szachowym poprzez pocztę internetową. Obecnie gram z dwoma Anglikami, Niemcami, jednym Włochem i Luksemburczykiem. - Czy gra w szachy jest męcząca? - Patrząc na dzieci w trakcie zawodów zauważam, że ta gra męczy. Młody człowiek podczas ostatnich rund wyraźnie jest już przemęczony. Budujące jest również, gdy w przerwach między rundami na turnieju dziecko otwiera zeszyt i książkę i uczy się mimo zmęczenia. - Jak rodzą się dobrzy szachiści? To talent czy można się tego nauczyć? - Talent to tylko kilkanaście procent całości. Potrzebna jest praca. Trenerzy rozpoczynają zabawę w szachy już od półrocza z 6-latkami pół godziny tygodniowo. Potem już zwiększa się ilość i czas treningów. Aby nauczyć się dobrze grać w szachy trzeba wiele godzin poświęcić nauce debiutów, kombinacji i końcówek. Praktycznie człowiek uczy się całe życie grać w szachy. - Dziękuję za rozmowę. Cezary Klimaszewski, Tygodnik Głos Siemiatycz, fot. CK
Komentarze