Reklama

Szachy - moja pasja - Dziadkowice

19/06/2007 17:45
Do tej pory odbyły się już 3 edycje Diecezjalnej Ligi Szachowej, w sumie 26 turniejów. Głównym pomysłodawcą Ligi był ksiądz Krzysztof Domaraczeńko, wikary z Dziadkowic.
Z księdzem Domaraczeńko rozmawiamy o Lidze i jego szachowych pasjach.


          - Kto był inicjatorem Diecezjalnej Ligi Szachowej?
          - Zaczęło się w lutym 2004 roku. Zaproponowałem panu Krzysztofowi Kalinowskiemu, nauczycielowi z gimnazjum w Perlejewie, abyśmy spróbowali zorganizować diecezjalny turniej szachowy. Jako miejsce turnieju zaproponowaliśmy Drohiczyn. Pozytywnie do tego podszedł, podejmując się tego zadania. Na pierwszy turniej, pamiętam, że było to 6 lutego, przybyło, ku naszemu zdziwieniu, aż 40 młodych graczy z 10 parafii. Widząc radość dzieci i młodzieży podjęliśmy się organizacji kolejnych turniejów, na przykład raz w miesiącu w jakiejś parafii.
          - Porównajmy pierwsze zawody z Drohiczyna z 2004 r., a ostatnie z Dziadkowic z tego roku. Jakie zaszły zmiany?
          - Po pierwsze mamy profesjonalnego sędziego - Józefa Flazińskiego z Sokołowa Podlaskiego, który sędziuje przy użyciu programu komputerowego. Pierwszy turniej rozegraliśmy bez zegarów szachowych i na zwykłych szachach. Teraz mamy lepszy sprzęt. Ilość grających szachistów wzrasta, poprawia się jakość gry. W naszej lidze grają uczestnicy mistrzostw Polski juniorów, gościliśmy Perlejewie Martę Przeździecką, która na mistrzostwach Polski kobiet seniorek zdobyła wicemistrzostwo. Potem brała udział w Olimpiadzie w Turynie, na Mistrzostwach Europy i Świata, osiągając bardzo dobre wyniki.
          - Czy w zamyśle inicjatorów było to, że Liga tak bardzo rozrośnie się i spopularyzuje?
          - Przede wszystkim spotkania nasze mają służyć integracji dzieci. Przypominamy, aby młody człowiek, który zasiada przed szachownicę, grał uczciwie. W zamyśle mieliśmy również popularyzację szachów na Podlasiu, gdyż praktycznie od Sarnak do Białegostoku nie ma klubów i środowisk szachowych. Chcemy również poprzez grę w szachy rozwijać młodego człowieka, jego osobowość i intelekt, by był przede wszystkim dobrym chrześcijaninem.
          - Organizatorzy, oprócz wychowania sportowego, duży nacisk kładą na aspekty religijne.
          - Jednym z celów naszych spotkań jest promowanie parafiadowego systemu współzawodnictwa sportowego dzieci i młodzieży, opartego na starożytnej greckiej triadzie stadion-teatr-świątynia. Dlatego też większość turniejów rozpoczynamy Mszą św., a kończymy modlitwą.
          - W rozgrywkach udział biorą też dzieci prawosławne.
          - Cieszymy się, że szachy łączą ludzi. Dewizą Międzynarodowej Federacji Szachowej jest: "Gens una sumus" - "Jesteśmy jedną rodziną". Gościliśmy też szachistów z diecezji: łomżyńskiej, siedleckiej, białostockiej i lubelskiej.
          - Czy trudno było o sponsorów?
          - Bardzo trudno. Między innymi dlatego, że szachy są mało widowiskową dyscypliną. Ale Pan Bóg stawia na naszych drogach ludzi, którzy, widząc uśmiechnięte i zamyślone twarze dzieci i młodzieży, podzielą się książką czy pucharem. Dlatego chciałbym na łamach "Głosu Siemiatycz", za pomoc w organizacji turniejów, podziękować: Stowarzyszeniu "Parafiada" z Warszawy panu Januszowi Łopuskiemu, który już drugi sezon fundował puchary, Prezesowi Polskiego Związku Szachowego Andrzejowi Filipowiczowi za ufundowanie czasopism szachowych, Krzysztofowi Ryszkowemu z Węgrowa i firmom, które podarowały nagrody rzeczowe: Kolporter z Kielc, "Procter & Gamble" z Warszawy i Bank Millenium z Warszawy.
          - Czy czwarta edycja Ligi wystartuje?
          - Prawdopodobnie we wrześniu lub na Dzień Papieski.
          - Skąd się wzięła pasja do szachów u księdza?
          - W szachy nauczył mnie grać mój dziadek - Kazimierz Kosiński z Drohiczyna. Jak on już ze mną przegrywał, grywałem z chrzestnym Tadeuszem Mioduszewskim z Łopusza, a potem już w Drohiczynie pod kierunkiem Tadeusza Borzyma i tak zostało do dziś.
          - Udział w zawodach?
          - Turniejów było wiele. Pierwsze w Drohiczynie, potem w Białymstoku. Następnie miałem 10-letnia przerwę ze względu na naukę w seminarium. Potem grałem trzykrotnie na Międzynarodowej Parafiadzie w Warszawie. Ale najważniejszym turniejem były zeszłoroczne V Mistrzostwa Polski Duchowieństwa w szachach, w Warszawie. Ważnym turniejem były też Amatorskie Mistrzostwa Europy w Pardubicach w Czechach. Biorę udział w zawodach w trakcie urlopu, gdyż w ciągu roku mam wiele obowiązków duszpastersko -katechetycznych. Korzystam również z dobrodziejstw techniki i biorę udział w Międzynarodowym Korespondencyjnym Turnieju Szachowym poprzez pocztę internetową. Obecnie gram z dwoma Anglikami, Niemcami, jednym Włochem i Luksemburczykiem.
          - Czy gra w szachy jest męcząca?
          - Patrząc na dzieci w trakcie zawodów zauważam, że ta gra męczy. Młody człowiek podczas ostatnich rund wyraźnie jest już przemęczony. Budujące jest również, gdy w przerwach między rundami na turnieju dziecko otwiera zeszyt i książkę i uczy się mimo zmęczenia.
          - Jak rodzą się dobrzy szachiści? To talent czy można się tego nauczyć?
          - Talent to tylko kilkanaście procent całości. Potrzebna jest praca. Trenerzy rozpoczynają zabawę w szachy już od półrocza z 6-latkami pół godziny tygodniowo. Potem już zwiększa się ilość i czas treningów. Aby nauczyć się dobrze grać w szachy trzeba wiele godzin poświęcić nauce debiutów, kombinacji i końcówek. Praktycznie człowiek uczy się całe życie grać w szachy.
          - Dziękuję za rozmowę.

          Cezary Klimaszewski, Tygodnik Głos Siemiatycz, fot. CK
Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.


Reklama

Wideo kurierpodlaski.pl




Reklama